Kategoria: Bez kategorii

  • Janusz Rawski– działalność charytatywna, krwiodawstwo

    Janusz Rawski– działalność charytatywna, krwiodawstwo

    “Oddaj krew -­ to nie boli” – tym hasłem Pan Janusz Rawski nawołał mieszkańców Horyńca-Zdroju i okolic do ofiarowania swojej krwi dla potrzebujących. Pan Janusz to założyciel Stowarzyszenia Honorowych Dawców Krwi „Ratownik” mającego swoją siedzibę w Horyńcu-Zdroju. Stowarzyszenie to tworzą ludzie, których nadrzędnym celem jest pomaganie innym.
    “Ratownik” formalnie działa od 5 marca 2011 r. Jest zwieńczeniem prawie trzech lat mozolnej i bezinteresownej pracy kilku osób, które z mojej inicjatywy pomagały wskrzesić prężnie niegdyś działający Klub krwiodawców w Horyńcu-Zdroju. Przy wsparciu ze strony Regionalnego Ośrodka Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Tomaszowie Lubelskim kilka razy w roku organizujemy akcje zbiórki krwi.

    Wiele lat temu w Horyńcu-Zdroju Klub Honorowych Krwiodawców prowadził miejscowy lekarz Kazimierz Tkacz. Działalność klubu zakończyła się mniej więcej w 1991 roku.
    Jak relacjonuje Pan Janusz na nowo wszystko zaczęło się od jego spontanicznej próby oddania krwi. Po zaprzestaniu działalności Klubu doktora Tkacza w Horyńcu-­Zdroju było to niemożliwe, a najbliższy punkt pobrań mieścił się około 50 km dalej. Pan Janusz rozpoczął poszukiwania ekipy (lekarza i pielęgniarek), która zechciałaby wspólnie zorganizować zbiórkę krwi w Horyńcu-Zdroju i udało się. Zespół Terenowy RCKiK z Tomaszowa Lubelskiego otrzymał zgodę na akcję terenową w Horyńcu-Zdroju. Do pomocy zgłosili się również znajomi Pana Janusza, m.in. Kamil Krzych, Marcin Stelmach, Bogdan Stopa, Krzysiek Kowal.

    Pierwsza, po wieloletniej przerwie, akcja zbiórki krwi w Horyńcu-Zdroju odbyła się 5 lipca 2008 roku w Gminnym Ośrodku Kultury pod hasłem “Oddaj krew -­ to nie boli”. Podczas pierwszej akcji krew oddało 17 dawców, co dało łączny wynik 7,41 l.

    Trzy lata bez klubu, potem powstał Klub HDK PCK „Ratownik” przy OSP w Horyńcu-Zdroju. Z początku ciężko było dobrać ekipę pracowników służby zdrowia, która regularnie, co mniej więcej dwa miesiące, przyjeżdżała by do Horyńca-Zdroju.  Mimo wszystko Panu Januszowi udało się zorganizować kolejne akcje krwiodawstwa we wrześniu 2008 roku; w maju, sierpniu, grudniu, w roku 2009, w czerwcu i wrześniu 2010 roku. Łącznie przez ten okres, dzięki interwencji Pana Janusza i przyjaciół udało się zebrać 58,4 litrów krwi.


    5 marca 2011 roku powstał Klubu HDK “Ratownik”, a w zarządzie zasiedli Krzysztof Kowal (prezes), Bogdan Stopa (zastępca), Tereska Stopa, Ala Stopyra, Piotrek Kobiałka, Jarek Gryszczyk i  Janusz Rawski. Nowe akcje organizowane przez klub mobilizowały jednorazowo do oddania krwi od 29 do nawet 59 osób. Klub HDK „Ratownik” rozpoczął wtedy współpracę z RCKiK z Rzeszowa.

    Akcje Klubu HDK „Ratownik” w Horyńcu­-Zdroju:

    • 03 lipca 2011 r. ­ 29 dawców ­ 12,81 l
    • 04 września 2011 r. ­33 dawców ­ 14,65 l
    • 08 lipca 2012 r. ­ 27 dawców ­ 11,81 l
    • 09 września 2012 r. ­ 30 dawców ­ 13,42 l
    • 26 maja 2013 r. ­ 37 dawców ­ 16,10 l
    • 21 lipca 2013 r. ­ 30 dawców ­ 13,46 l
    • 15 września 2013 r. ­ 36 dawców ­ 16,2 l
    • 25 maja 2014 r. ­ 36 dawców ­ 16,61 l
    • 20 lipca 2014 r. ­ 38 dawców ­ 16,72 l
    • 28 września 2014 r. ­ 37 dawców ­ 16,57 l
    • 07 grudnia 2014 r. ­ 47 dawców ­ 21,11 l
    • 10 maja 2015 r. 39 dawców 17,55 l
    • 05 lipca 2015 r. 43 dawców 19,35 l
    • 13 września 2015 r. 45 dawców 21,15 l
    • 06 grudnia 2015.r. 59 dawców 25,55 l
    • 24 kwietnia 2016 r. 35 dawców 15,75 l
    • 02 lipca 2016 r. 37 dawców 16,65 l
    • 18 września 2016 r. 43 dawców 31 donacji, 13,95 l, RCKiK Rzeszów
    • 4 grudnia 2016 r. 63 dawców 43 donacje, 20,7 l, RCKiK Rzeszów

    Wyjazdy prywatnymi samochodami do RCKiK w Tomaszowie Lubelskim:

    • 23 listopada 2012 r. ­ 15 dawców ­ 6,3 l
    • 25 stycznia 2013 r. ­ 16 dawców ­ 7,2 l
    • 26 marca 2013 r. ­ 18 dawców ­ 8,1 l
    • 28 listopada 2013 r. ­ 12 dawców ­ 5,4 l
    • 30 stycznia 2014 r. ­ 17 dawców ­ 7,65 l
    • 28 marca 2014 r. ­ 13 dawców ­ 5,85 l
    • 12 lutego 2015 r. 22 dawców 9,9 l
    • 02 lutego 2016 r. 26 dawców 11,7 l

    Ilość krwi, jaką członkowie KHDK PCK “Ratownik” oraz dawcy niezrzeszeni oddali we wszystkich akcjach organizowanych przez Klub “Ratownik” i przed jego powstaniem to około 460 l.”

    Kolejną inicjatywą wykazaną przez KHDK „Ratownik” było zaangażowanie się w tworzenie kresowego jadła. Pan Janusz zorganizował kuchnie polową, w której ekipa krwiodawców gotuje pyszną grochówkę, kolejno serwując ją na wielu imprezach w gminie Horyniec-Zdrój. Prócz pożywnej zupy „Ratownicy” wiodą prym w przyrządzaniu pierogów ruskich oraz z wyszukanym farszem i okrasą podczas ich święta w Horyńcu-Zdroju. Wśród klubie nie brakowało też imprez integracyjnych i wypadów rowerowych dla krwiodawców i wszystkich chętnych.

    „Początek roku 2017 był przełomowy, jeżeli chodzi o działalność HDK w Horyńcu-Zdroju. Po kilku latach planowania w końcu udało się nam dopiąć projekt pt. Stowarzyszenie HDK “Ratownik” w Horyńcu-Zdroju. Po zebraniu założycielskim 12 lutego 2017 r. Stowarzyszenie stało się faktem. Miesiąc później mieliśmy decyzję o wpisie do bazy podmiotów KRS.
    Od 2017 r. możemy korzystać z dotacji samorządowych i unijnych, możemy brać udział w konkursach grantowych, pozyskiwać darczyńców i sponsorów bez korzystania z pośrednictwa. Wszystkie te okoliczności sprawiły, że łatwiej jest nam organizować projekty dotyczące promocji krwiodawstwa, zdrowia, zdrowego trybu życia, tradycji kulinarnych i walorów turystycznych Roztocza i powiatu lubaczowskiego.”

    Pan Janusz wraz a ekipą aktywnie działających członków Stowarzyszenia przeprowadził już dwie edycje Rajdu Pieszego „Spacerkiem po zdrowie” propagując tym samym spędzanie czasu na świeżym powietrzu, ruch i integrację. Każda tego typu akcja przyczynia się również do poznania otaczającej nas przyrody. Dzięki interwencji Pana Janusza tego typu wydarzenia wspierane są przez niektóre urzędy i prywatnych sponsorów.

    Inicjatywa Pana Janusza Rawskiego to jak widać pomoc innym i działanie społeczne, partycypacyjne, integracyjne. Jego chęć tworzenia i niesienia pomocy przynosi pozytywne skutki, jednoczy ludzi i skłania do skupienia się na czymś innym niż np. pieniądze.

    Działania Pana Rawskiego to również różne akcje dobroczynne. Jego Stowarzyszenie angażowało się m.in. w pomoc Emilce z Oleszyc i choremu na autyzm Mateuszowi. Dobroczynne akcje (zbieranie do puszek i licytacja) przyniosły na dzień 30.09.2019 ponad 6 tysięcy złotych na rzecz Mateusza Lorenca.

    Pozyskiwanie możliwie dużej ilości krwi to dla Pana Janusza zadanie priorytetowe. Podsumowując dziesięcioletni okres działalności krwiodawców do roku 2018 horynieckie akcje przyniosły ponad 737 l oddanej krwi.

    Wielkim ukoronowaniem działalności Pana Janusza Rawskiego było odznaczenie go 14 lutego 2018 r. Brązowym Krzyżem Zasługi za działalność w dziedzinie honorowego krwiodawstwa przez Prezydenta RP, pana Andrzeja Dudę na wniosek RCKiK w Lublinie.

    „To ogromny zaszczyt i wielkie wyróżnienie, że ktoś, patrząc na naszą działalność całkowicie z boku docenia to, co robimy. Mam na myśli wszystkich krwiodawców i osoby nas wspierające, które przez 10 lat pomagały w krzewieniu idei honorowego krwiodawstwa w Horyńcu-Zdroju. W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim, którzy choć odrobinę pomogli nam w promowaniu honorowego krwiodawstwa. Podziękować pragnę też przeciwnikom koncepcji otwartego na nowe kierunki i działania Honorowego Krwiodawstwa. To dzięki nim, choć stanowią zdecydowaną mniejszość, mamy dodatkową motywację, żeby udowadniać wszystkim wkoło, że warto być Honorowym Krwiodawcom i warto robić wszystko, aby idea bezinteresownej pomocy mogła rozprzestrzeniać się w społeczeństwie.
    “Oddaj krew – to nie boli!” „
    Prezes Zarządu SHDK “Ratownik” w Horyńcu-Zdroju
    Janusz Rawski

    Kontakt:
    Stowarzyszenie Honorowych Dawców Krwi „Ratownik” w Horyńcu-Zdroju.
    tel: 690 13 13 17, 665 990 732, 793 915 562
    e-mail: shdk.ratownik@gmail.com

    • Część archiwalnych zdjęć z powyżej galerii udostępniło Stowarzyszenie KHDK „Ratownik”
  • Maria Puchała – szydełkowanie włóczką

    Maria Puchała – szydełkowanie włóczką

    Pani Maria Puchała to mieszkanka Baszni Dolnej, zajmuje się szydełkowaniem wyjątkowo nie nitką lecz włóczką. Dzięki temu spod rąk Pani Marii wychodzą ciepłe chusty, poncza, kolorowe poszewki na poduszki, torebki, dywany, bieżniki, serwetki. Szydełkować uczyła się w szkole podstawowej, wtedy robiła to głównie z obowiązku ale miała do tego talent.

    Pani Maria wspomina, że miała sąsiadkę, która zamawiała u niej serwetki dziergane na szydełku:

    Dawniej starsze kobiety w swoich domach tworzyły małe miejsca kultu, takie ołtarzyki z wizerunkiem Matki Bożej, ozdobione kwiatami i serwetkami, więc ja tej babci takie serwetki robiłam. Wtedy jeszcze z kordonka i prze-kolorowe, najczęściej biało-czerwono-zielone.

    Gdy urodziły się dzieci nie było już na to czasu. Dopiero po 25 latach powróciła do tego zainteresowania.

    Pani Maria w swoim życiu zajmowała się nie tylko sztuką rękodzielnictwa. Ukończyła m.in. kurs profesjonalnej fotografii w Poznaniu i współpracowała pięć lat z Państwowym Archiwum w Przemyślu gdzie fotografowała m.in. fortyfikacje przemyskie współtworząc wydaną tam książkę (o tym samym tytule). Zdjęcia jej autorstwa ukazały się również w dwóch innych publikacjach. Wiele lat temu wpadła na pomysł aby sfotografować wszystkie miejsca sacrum (kapliczki i krzyże) na linii frontu w powiecie lubaczowskim. Mimo wykonaniu wielu fotografii zamiar wydania albumu nie doszedł jednak do skutku gdyż Pani Maria znalazła tego typu publikację wydaną już przez kogoś innego. Po projekcie pozostała teczka negatywów, a fotografie trafiły do przemyskiego Archiwum.  Z niechęci do powielania pomysłu odstąpiła od wydania własnej książki lecz jej inwencja jest warta opisania.

    Dzięki namowom siostry Pani Maria powróciła do szydełkowania mniej więcej w 2017 roku, wszystko co najpierw. Wpadła na pomysł aby na szydełku nie dziergać z użyciem kordonka ale inaczej niż większość – użyć włóczki. Najpierw, według wzorów z pamięci, powstawały poduszki, później torebki, kolejno chusty, serwety. Niesamowite jest to, że wiele wzorów Pani Maria dzierga „z głowy”, niektóre sama wymyśliła, a w Internecie, na Youtube wyszukuje nowości. Szydełkowanie przerodziło się w wielką pasją, teraz Pani Maria nawet nie chowa włóczek i w każdej wolnej chwili zasiada do tworzenia.

    Jakiś czas temu została przyjęta do Stowarzyszenia Twórców Sztuki w Lubaczowie, swoje prace prezentuje w lubaczowskiej Galerii Sztuki, a sprzedaje na kiermaszach i wysyłkowo. Prace artystki wszystkie razem wyglądają bardzo bajkowo. Komponowane z jednolitym kolorem w tle dodają kontrastu i charakteru. Każda torebka czy chusta zrobiona przez Panią Marię przyciąga wzrok i dodaje energii. Niezwykle kolorowe kwiaty, wywieszone na firance dla ozdoby okna przywołują natychmiast uśmiech na twarzy i poprawiają  humor warto więc zawiesić je w oknie lub na dziecięcym wózeczku lub przyszyć do ubrania.

    Z Panią Marią można skontaktować telefonicznie lub poprzez Galerię Sztuki w Lubaczowie (czynna od godziny 10:00 od poniedziałku do piątku).

    Tel. do Pani Marii Puchała: tel. 781 236 687

     

  • Tomasz Mielnik – fotografia, panoramy sferyczne 360

    Tomasz Mielnik – fotografia, panoramy sferyczne 360

    Tomasz Mielnik to znany wielu fotograf z Lubaczowa, którego pasją jest przede wszystkim tworzenie sferycznych panoram umożliwiających obserwację miejsc w taki sposób jakbyśmy stali tam sami. Zdjęcia wykonane tą techniką do zobaczenia są na stronach internetowych Tomka i na jego profilu Facebookowym (TUTAJ).

    Pierwszy aparat Smiena 8M dostał na komunię. Na lustrzankę Zenith 122 oszczędzał sam. W prowizorycznej ciemni, zrobionej w łazience łapał bakcyla profesjonalnej fotografii, aż w końcu dziecięca pasja zawładnęła dorosłym życiem. Tomasz Mielnik z Lubaczowa dołączył właśnie do grona Google Business Photos, czyli rekomendowanych fotografów Google.

    Mimo codziennych obowiązków zawodowych i rodzinnych Tomasz Mielnik wciąż poszerza swój warsztat. „Najważniejszym sukcesem jest dostanie się do programu Google Business Photos w programie „Zdjęcia firmowe”. Obecnie jestem jednym z pierwszych osób w Polsce, u których można zamawiać taką usługę. Minimalna ilość panoram to 4 maksymalna – 30. Usługa skierowany jest m.in. do restauratorów, właścicieli hoteli, barów, pubów, kawiarni. Mogą z niego korzystać także właściciele salonów piękności, siłowni, sklepów, aż po warsztaty samochodowe, gospodarstwa agroturystyczne i wiele innych placówek. Do odwiedzenia tych miejsc zachęcą 360-stopniowe panoramy oraz zdjęcia obiektów przedstawiające wnętrze, produkty, wystrój i ogólny charakter firmy. Czyli „Zdjęcia firmowe Google” są dostępne na Podkarpaciu.”

    Wśród docenionych przez samego autora panoram znajdują się panorama z meczu siatkarskiego Asseco Resovii (do zobaczenia TUTAJ) będące jego największym zdjęciem sferyczne, obrazującym razem 5000 widzów , panoramy z Księżyca (20 lipca 1969 roku pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu), czy Marsa (23 stycznia 2018 roku r.  Sonda Curiosity na Marsie) dzięki którym możemy zobaczyć jak wygląda życie poza Ziemią.

    Panoramy sferyczne (zbiór zdjęć odpowiednio przetworzonych i przygotowanych do prezentacji, przedstawiających miejsce o kącie widzenia 360 st.) świetnie oddają klimat imprez masowych, obiektów zabytkowych, czy muzealnych. Ta forma prezentacji multimedialnej chętnie wykorzystywana jest na stronach internetowych, albo jako samodzielna aplikacja. Połączenie panoram w jedną całość to „wirtualna wycieczka” która pozwala interaktywnie zwiedzać dane miejsce.

    Techniką panoramy sferycznej Tomasza zainspirował Google Street View „Godzinami siedziałem i oglądałem panoramy robione na specjalnym samochodzie przemierzający całe Stany. Dzisiaj możemy przeglądać już prawie całą Polskę i to fajna frajda zobaczyć swój dom, samochód i samego siebie w Internecie” – wspomina Tomasz Mielnik. O łączeniu zdjęć w panoramy myślałem już od dawna. Po „przesiadce” na aparat cyfrowy stało się to łatwiejsze. Pierwsza i udana próba była jakieś 6 lat temu. Będąc nad morzem we Władysławowie z wieży widokowej na wysokości 63 metrów z ręki, bez użycia statywu zrobiłem płaską panoramę o kącie blisko 180st., która miała wielkość ok. 110 mega pikseli. Nawet na dzień dzisiejszy to świetny wynik. Parę błędów łączenia było, ale jak na pierwszy raz wynik mojej pracy był oszałamiający…”.
    Panoramy Tomasza Mielnika powstają na lustrzankach, ale można je zrobić również kompaktem. Do zdjęć sferycznych potrzeba specjalnej głowicy, która dla rozpoczynającego przygodę z panoramą była sporym wydatkiem. Pomógł kolega i Internet. W ten sposób kosztem 30 złotych powstała prowizoryczna głowica. Produkt był na tyle dobry, że panoramy wychodziły prawie idealne. Jedynym mankamentem był nieprofesjonalny wygląd sprzętu, ale z sentymentu i dumy, pierwsza głowica do dziś zajmuje zaszczytne miejsce w pracowni fotograficznej Tomka.
    „Nad panoramami od zawsze pracowałem sam i tak jest do tej pory. Zrobienie panoramy od samego początku do finalnej wersji, czyli do wyświetlenia na stronie HTML, to skomplikowany proces. Trzeba mieć sprzęt i wspomnianą głowicę, a także różnego rodzaju oprogramowania. Ale da się to wykonać samemu” zdradza. „Proces tworzenia panoramy może zająć od paru godzin do kilku dni przy panoramach gigapikselowych. Więc jest to zajęcie bardzo czasochłonne. Ale jeśli ktoś, tak jak ja, robi to z zamiłowania i każdą wolną chwilę poświęca panoramom, to nie jest to żaden problem” kwituje Tomasz.

    Ręką Tomka powstały już wirtualne wycieczki z Portu lotniczego w Jasionce, z pejzaży Roztocza i wnętrz Bazyliki Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu, Cerkwi w Łówczy. Konikiem fotografa jest obrazowanie ginącej architektury Podkarpacia. Na jego stronie internetowej zobaczyć można ruiny cerkwi, synagogi, czy pomników, których jak mówi autor : „..prawdopodobnie za 10-20 lat nie będzie. Obraz ich tak się zmieni na niekorzyść że trudno je będzie poznać. Panoramy wychodzą nam na naprzeciw. Jak widać pięknie można zaprezentować, te odchodzące w niepamięć budynki. Tych zalet nie doceniają samorządy, bo nawet jako forma dokumentacji to świetny materiał dla nas i dla naszych dzieci”.

    Mimo codziennych obowiązków zawodowych i rodzinnych Tomasz Mielnik wciąż poszerza swój warsztat. „Najważniejszym sukcesem jest dostanie się do programu Google Business Photos w programie „Zdjęcia firmowe”. Obecnie jestem jednym z pierwszych osób w Polsce, u których można zamawiać taką usługę. Minimalna ilość panoram to 4 maksymalna – 30. Usługa skierowany jest m.in. do restauratorów, właścicieli hoteli, barów, pubów, kawiarni. Mogą z niego korzystać także właściciele salonów piękności, siłowni, sklepów, aż po warsztaty samochodowe, gospodarstwa agroturystyczne i wiele innych placówek. Do odwiedzenia tych miejsc zachęcą 360-stopniowe panoramy oraz zdjęcia obiektów przedstawiające wnętrze, produkty, wystrój i ogólny charakter firmy. Czyli „Zdjęcia firmowe Google” są dostępne na Podkarpaciu.”

    Prócz panoram Tomasz zajmuje się fotografią krajobrazową i reporterską. Jego nadzwyczajne zdjęcia rozpoznawalne są w Powiecie lubaczowskim przez wielu mieszkańców i docenione w naszym województwie.

    Kontakt do Tomasza Mielnika:
    tel. 607-688-105
    tomaszmielnik@tomaszmielnik.pl
    www.tomaszmielnik.pl
    www.lubaczow360.pl
    www.przemysl360.pl

  • Krystian Kłysewicz – filmowanie i fotografia

    Krystian Kłysewicz – filmowanie i fotografia

    Pan Krystian swoją przygodę z fotografią rozpoczął w młodości. W domu odkąd pamięta był aparat fotograficzny Zenith. Tato nauczył go podstaw fotografii a resztę opanował sam metodą prób i błędów. W 2011 roku kupił pierwszą lustrzankę, która miała możliwość filmowania w jakości FullHD.

    „Zorientowałem się wtedy że w sieci praktycznie nie ma filmów w ciekawy sposób ukazujących miejsce w którym mieszkam czyli podkarpacką część Roztocza a w szczególności gminę Horyniec – Zdrój. Nagrałem pierwsze filmy, udostępniłem je w sieci i okazało się, że ludziom się podobają i chętnie je oglądają i pozytywnie komentują. Był to bodziec do tego aby kontynuować.”

    Filmowanie i fotografia szybko przerodziły się w pasję, a z każdym zdjęciem czy filmem coraz bardziej starał się pokazać w wyjątkowy sposób miejsce w którym mieszkał. Przeglądając YouTube natrafił na niezwykle ciekawe filmy stworzone metodą poklatkową, czyli Timelapse.  Technika ta pozwala np. ukazać czas wzrostu rośliny w bardzo przyśpieszonym tempie lub skrócić obraz przemijającego dnia do kilka minut gdyż film składa się ze zdjęć robionych w odstępach czasu większych niż zwykły film.

    Pan Krystian doszkolił się w tej kwestii i sam zaczął tworzyć takie filmy, na początku wyzwalając migawkę ręcznie, a potem przy użyciu pilota. W tamtym czasie na terenie Polski mało kto takie filmy tworzył co pozwoliło mu wstrzelić się w lukę na rynku i tym samym przyciągnąć uwagę widzów. Pan Kłysewicz nie poprzestał na tworzeniu prostych filmów gdyż statyczne ujęcia wykonywane aparatem na statywie szybko mu się znudziły i zapragnął dodać ujęciom więcej dynamiki. Do tworzenia takich filmów niezbędna była specjalna szyna, która wtedy kosztowała więcej niż cały jego sprzęt fotograficzny. Od czego jednak jest głowa pełna pomysłów? Szynę wykonał sobie sam, przy użyciu metalowych rurek kanalizacyjnych, kilku płaskowników, stalowych prętów, łożysk oraz jednego gwintowanego pręta.

    „Kręcąc po każdym zdjęciu kilka obrotów korbką byłem w stanie przesunąć aparat o kilka milimetrów co w efekcie przy 250 zdjęciach dało efekt przejazdu kamery o około metr. Niestety metoda ta angażowała mnie jako operatora i to bardzo bo musiałem przy każdym ujęciu siedzieć i kręcić korbką od 20 minut do nawet dwóch godzin uważając aby się nie pomylić. Kolejna szyna była już “elegancka” wykonana z chromowanych rurek systemu wystawowego do sklepów, udało mi się nawet wykonać kilka takich szyn na zamówienie dla innych osób bawiących się w tworzenie filmów timelapse z całej Polski. Zarobione w ten sposób pieniądze zainwestowałem w kolejną szynę tym razem elektryczną ale również składaną z kilku elementów kupionych osobno. Nie musiałem już siedzieć przy szynie, wystarczyło ją zaprogramować i ujęcie robiło się już “samo”. W tej chwili mam kupioną ze Stanów oryginalną szynę wyposażoną dodatkowo w ruchomą głowicę (niestety tego moja kreatywność w garażu nie była w stanie już przeskoczyć).”

    Pan Krystian nakręciłem kolejno  kilkanaście filmów we wspomnianej technice. Wszystkie dostępne są na jego kanale na YouTube RoztoczeWschodnieHD, m.in. cerkiew w Starych Oleszycach lub w Cieszanowie czy Dzień na Roztoczu: Ziemia Lubaczowska.

    Bardzo duże wsparcie zapewnia Panu Krystianowi jego brat Marcin, który tworzy muzykę do wszystkich filmów. On również dał się zarazić pasją do filmowania timelapsami.

    „Kiedy mój brat przyjechał do mnie na urlop zabrałem do w Bieszczady i tam na wariackich papierach w 38 godzin spędzonych na szczytach nawet w nocy nagraliśmy film który zapoczątkował naszą wielką przygodę z Bieszczadami. Sukces w postaci oglądalności naszego filmu na kanale YouTubie, 170tyś wyświetleń w kilka dni, dał nam impuls do stworzenia serii filmów ukazujących Bieszczady w czterech porach roku. Pomoc otrzymaliśmy od razu. Ewa Żechowska z Chaty Wędrowca zaprosiła nas do siebie, przez kolejne 3 wyjazdy mieliśmy zapewniony nocleg i wyżywienie. Powstały trzy kolejne odcinki – jesień, zima i wiosna. Ostatnią perełką był film w którym wszystkie te pory roku przechodzą w jednym filmie. Jesień miała swoją premierę na dużym ekranie w Kinie Zorza w Rzeszowie przed filmem Samsara. Kolejny odcinek Zima pokazany był z poprzednimi częściami w Kinie Zorza podczas spotkania autorskiego ze mną i z bratem organizowanym przez czasopismo Biznes i Styl, na sali zgromadziło się ponad 200 osób. Fragmenty naszych filmów puszczane były nawet w Teleexpressie, były liczne wzmianki w prasie a najciekawsza w zagranicznej edycji Digital Photographer w UK. Ostatnia część czyli Bieszczady Cztery Pory Roku została wykorzystana przez twórców serialu Wataha do jego promocji na specjalnej stworzonej do tego stronie. Ostatnio nasze Bieszczady były puszczane na Festiwalu Filmów Karpackich w Polańczyku Zdroju, gdzie odbyło się również spotkanie z moją osobą.”

    Pan Krystian wraz z rodziną wyjechał na kilka lat za granicę, ale nawet tam, będąc na urlopie nagrywał filmy, tym razem wykorzystując kolejną nowinkę technologiczną jaką był dron. Perspektywa lotnicza znowu była czymś nowym i zachwycała jego widzów. W 2018 roku wrócił do kraju w swoje rodzinne strony i w większej mierze poświęcił się fotografii gdyż jak mówi, nie wymaga ona tyle czasu ani potrzeby noszenia ze sobą ekwipunku który w tej chwili waży ponad 20 kilogramów (szyna i osprzęt do tworzenia timelapsów). Fotografując stara się uchwycić ulotne momenty jak wschody słońca czy zachody, poranne mgły, gwiazdy czy księżyc.

    Nie każdy w pędzie swojego życia ma szansę zatrzymać się na chwilę aby podziwiać piękno poranków czy wieczorów. Oczywiście wymaga to również poświęcenia z mojej strony ponieważ słońce w lecie wstaje nawet o 3:50 rano.

    Pan Krystian podczas swoich porannych czy wieczornych wypadów w ciągu ostatniego roku zabierał ze sobą drona i gromadził materiał. Tak powstał najnowszy film Dzień na Roztoczu: Ziemia Lubaczowska.

    “Dzień na Roztoczu” zaczyna się dosyć długim wschodem słońca wśród mgieł, przechodzi przez cały dzień w którym mieszają się również wszystkie pory roku. Premierę filmu zorganizowałem w Cafe Sanacja, przyszło ponad 100 osób i wszyscy byli zachwyceni – nie tylko najnowszym filmem ale również tymi poprzednimi które również pokazałem. Film rozszedł się po sieci bardzo szybko i ma prawie 43 tyś wyświetleń co zważywszy na mały i nieznany teren którego dotyczy jest dla mnie wielkim sukcesem i motywacją. Do końca roku zamierzam nakręcić kolejny film – tym razem w technice timelapse. Mam nadzieję że wszystko pójdzie po mojej myśli i się uda.

     

    Filmy Pana Kłysewicza dostępne są na płycie DVD, które można zakupić w Punktach Informacji Turystycznej w Horyńcu – Zdroju lub przez internet kontaktując się z twórcą na Facebooku.
    Krystian Kłysewicz – Imagine Pictures

    Oprócz timelapsów i filmów z regionu Pan Krystian brał udział w tworzeniu reklam np. dla największej sieci pralni chemicznych w UK Stalbridge Linen Service czy z Ferrari UK przy kręceniu reklam salonów.

    Kontakt:
    tel. 666 634 934
    e-mail: krystianklysewicz@onet.pl
    Filmy na YouTube: RoztoczeWschodnieHD

  • Alicja Mróz – fotografia

    Alicja Mróz – fotografia

    Alicja Mróz to dziewczyna, która porzuciła życie w dużym mieście, na rzecz Horyńca. Wcześniej mieszkała i pracowała w Rzeszowie. Kiedy wyszła za mąż za horyńczanina, jej życie całkowicie się odmieniło.

    „Moim marzeniem od zawsze było zamieszkanie na wsi, bliżej natury, z dala od zgiełku miasta i szybkiego stylu życia. Postanowiliśmy, wspólnie z mężem, że ja zrezygnuję z pracy w Rzeszowie, w firmie szkoleniowej i zamieszkamy w Horyńcu-Zdroju, uzdrowiskowej miejscowości, gdzie można spokojnie żyć. Decyzja nie była trudna, gdyż podążyłam za miłością i perspektywą spokojniejszego życia, bliżej natury.”

    Odmienny od wielkomiejskiego styl życia sprawił, że wreszcie miała czas na rozwijanie swoich pasji. Postanowiła zgłębić tajniki fotografii.

    „W mojej rodzinie, od zawsze królowały aparaty fotograficzne. Mój dziadek był fotografem i malarzem, i to od niego zaczęła się moja przygoda z fotografią. Uwielbiam przeglądać stare rodzinne albumy fotograficzne, poznawać, jak w przeszłości wyglądało codzienne życie mojej rodziny. Mam ogromny sentyment do tego typu pamiątek. Uważam, że w każdym domu powinien być album z wydrukowanymi zdjęciami z wydarzeń rodzinnych, wycieczek, spotkań z przyjaciółmi. Jest to wspaniała, sentymentalna pamiątka nie tylko dla samych bohaterów zdjęć, ale również dla kolejnych pokoleń.”

    Alicja postanowiła połączyć swoją pasję z biznesem. Tak powstała firma RIVER STUDIO, która zajmuje się fotografią komercyjną. Jednocześnie, jeżdżąc po okolicy, dostrzegała unikalne walory regionu. Zaczęła fotografować ciekawe miejsca i obiekty. Z czasem wyewoluowało to do zainteresowań fotografią eksperymentalną, czyli używaniu dodatkowych elementów zmieniających perspektywę, czy też obraz, pokazując to wszystko w subiektywny, indywidualny sposób.

    Szczególnym aspektem interesującym Alicję w fotografii są szczegóły. Takie niewielkie elementy obiektów stają się oddzielnym obrazem i przedstawiają nową historię uchwyconą na zdjęciu.
    Jako społecznik Alicja od razu zaczęła angażować się w działania społeczne w regionie. Współdziałała ze Stowarzyszeniem Animacji Kultur Pogranicza Folkowisko, a obecnie działa w ramach Stowarzyszenia „Tegit et Protegit”. To wszystko doprowadziło Alicję do kilku wystaw fotograficznych, z których najważniejsze były:

    – 10 lipca 2016 roku – Cerkiew w Starym Dzikowie: „Kamienni Strażnicy”
    – 4 sierpnia 2017 roku zdjęcia Alicji zostały zaprezentowane na wystawie, otwierającej galerię sztuki w dzwonnicy w Gorajcu. info TUTAJ

    Wraz z ekipą www.ziemialubaczowska.pl, w ramach Folkowisko – Poprawiny w Gorajcu, 2 sierpnia 2019 roku, współorganizowała pierwszy performance na Ziemi Lubaczowskiej. Wydarzenie nosiło nazwę „Dziady część V”, a jego motywem przewodnim było wywoływanie ducha wieśniaka Macieja, który cierpiał katusze w czyśćcu, bowiem za życia, znęcał się nad zwierzętami. Głównymi elementami scenografii były zdjęcia Alicji. Wykonała ona serię fotografii elementów ikonostasu z gorajeckiej cerkwi, gdzie znaleźć można było zwierzęta: woły, osła, czy kozła. Inny detal przedstawiał scenę biblijną, gdzie Abraham chce zabić swojego syna. Fotografie zostały ozdobione łańcuchami, na ścianie namalowano ślady zwierząt. Całość została podświetlona kolorowymi światłami, by stworzyć klimat zaświatów. Kolorowa stajnia była czyśćcem, w którym tkwił duch Macieja. To niezwykłe wydarzenie artystyczne było jedynym w swoim rodzaju przedstawieniem problemu, który do dziś nie jest dostrzegany. We współczesnych wsiach zwierzęta są wykorzystywane jak przedmioty. Służą do czegoś, mają swoją funkcję i obchodzi się z nimi, jak z przedmiotem, na którym można się też wyżywać. Nikt nie dostrzega w nich żywych istot.

    http://ziemialubaczowska.pl/dziady-czesc-v-pierwszy-performance-na-ziemi-lubaczowskiej/

    Wraz ze stowarzyszeniem Tegit Et Protegit Alicja współorganizowała spotkania autorskie z pisarką Pati Maczyńską, BMW Sobol, i Robertem Gmiterkiem.
    Szczególnym osiągnięciem, czy wręcz dziełem życia, jest współtworzenie aplikacji mobilnej „Ziemia Lubaczowska”. Jest ona odpowiedzią na potrzebę społeczną, z którą sama Alicja spotkała się, gdy przyjechała do Horyńca-Zdroju.

    „Ktoś, kto przyjedzie z zewnątrz, od razu zauważa, że ludzie mieszkający na wsi, czy w małych miasteczkach, mają kompleks pochodzenia, czują się gorsi. Sami się też niejako poniżają uważając, że u nich nic nie ma, jest nieciekawie i tam „wrony zawracają”. Pomysł utworzenia aplikacji był między innymi odpowiedzią na problem społeczny. Jest to ukłon w kierunku ludzi młodych, aby poprzez aplikację poznali swoją miejscowość, odkryli ją na nowo i byli dumni ze swojego pochodzenia; aby mogli się pochwalić tym, z jakiego pięknego i bogatego w ciekawą historię miejsca pochodzą. Aplikacja ma za zadanie pomóc w rozwoju turystyki w regionie i edukowanie lokalnego społeczeństwa. Zakochałam się w tutejszym krajobrazie i chciałabym pokazać go światu. Uważam, że należałoby podzielić się pięknem naszego powiatu z resztą świata, gdyż mamy tego piękna pod dostatkiem”

    Aplikacja Ziemia Lubaczowska jest dostępna bezpłatnie pod adresem: https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.amistad.treespot.ziemia_lubaczowska&gl=PL

    Kontakt do Alicji Mróz:
    ziemialubaczowska@gmail.com

  • Władysława Osiewicz-Ryba – szydełkowanie

    Władysława Osiewicz-Ryba – szydełkowanie

    Pani Wiesława to mieszkanka Lubaczowa, która należy do Stowarzyszenia Twórców Sztuki.

    Jako pierwsze Pani Wiesława robiła na szydełku małe serwetki do koszyczka czy na szafkę. Ciężko kiedyś było kupić odpowiednie nici (kordonki) wiec dziergało się zwykłymi nićmi bawełnianymi, do szycia, które również były mało dostępne. Towar z pasmanterii znikał na pniu i było go niewiele. Wzorów uczyła się od koleżanek i z gazet. Z czasem te rzeczy zaczęły się sprzedawać. Później z włóczek robiła czapki i inne rzeczy w zależności od zapotrzebowania. Przed świętami przygotowuje na szydełku bombki albo pisanki, które utwardzane  są w płynnym krochmalu.

    Opis w trakcie uzupełniania. 

     

  • Ewa Szałańska – haft krzyżykowy

    Ewa Szałańska – haft krzyżykowy

    Pani Ewa to mieszkanka Lubaczowa, która od około 2014 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ziemi Lubaczowskiej. Uwielbia piec, lecz jej największą pasją jest haft krzyżykowy, który w jej wydaniu jest niezwykle precyzyjny. Każdy krzyżyk naniesiony na drobną kanwę wydaje się być perfekcyjny.
    Idealnie wykonany haft to kwestia doświadczenia i chęci tworzenia dobrze w jednej technice. Pierwsze dwie kanwy były ciężkie do wyhaftowania gdyż wydawały się za sztywne, ale trzeci duży obraz wyszywało się już dobrze.

    Pani Ewa operuje ciekawą techniką i trzyma się swoich zasad. W przeciwieństwie do większości osób odruchowo wyszywa „w drugą stronę”, czyli najpierw robi krzyżyk od strony lewej do prawej a później wraca od prawej do lewej. Haftuje głównie obrazy z wizerunkami świętych, kolorowe obrazki dla dzieci, trójwymiarowe kwiaty, metryczki, pamiątki komunijne i ślubne, zakładki do zeszytów i kartki okolicznościowe.

    Jak to się zaczęło?
    Haftu Pani Ewa nauczyła się w szkole podstawowej podczas zajęć technicznych. Po szkole przygodę z haftem zakończyła i nie zabrałaby się prawdopodobnie za to gdyby nie stresujące okoliczności. Był rok 2000, Pani Ewa była w siódmym miesiącu ciąży, a jej mąż wylądował na stole operacyjnym. Aby się uspokoić zaczęła wyszywać. Wielki obraz Jezusa to była jaj pierwsza praca. Później były komunie i inne uroczystości, znajomi prosili ją o wyszycie czegoś dla siebie.
    Z początku w sprzedaży było niewiele wzorów, a po muliny trzeba było jeździć aż do Jarosławia. Koleżanki pożyczały jej gazety z wzorami, ciekawsze publikacje można było znaleźć dopiero w Rzeszowie. Teraz w grupie na Facebooku wymienia się ze znajomymi wzorami, dostępne są również programy do zamiany zdjęcia na wzór do haftu, łącznie z informacją o kolorach mulin. W Internecie można też znaleźć ludzi, którzy za niewielką kwotę lub czasami bezpłatnie pomogą w przystosowaniu zdjęć do wyszycia. W sprzedaży jest kilka rodzajów mulin i kanwy cięte na metry.
    Każdy sam odnajduje swoją technikę, w której czuje się najlepiej.
    Pani Ewa zaczyna wyszywać zawsze od ciemnego koloru, wyszywa na białej, drobnej kanwie co pozwala na dużą precyzję. Haftowanie na zadrukowanej kanwie, po dłuższym czasie użytkowania bywa problematyczne z uwagi na kruszącą się farbę.

    Wyszywanie to zajęcie, które Panią Ewę relaksuje i wycisza. W twórczość wkłada całe swoje serce.
    Prace Pani Ewy Szałańskiej są do zakupienia m.in. w Galerii Sztuki w Lubaczowie oraz na kiermaszach, dożynkach i przeglądach głównie na Ziemi Lubaczowskiej.

  • Robert Kryla – nadruki, gadżety i fotografia

    Robert Kryla – nadruki, gadżety i fotografia

    Pan Robert Kryla to mieszkaniec Lubaczowa. Wiele osób z naszego regionu kojarzy pamiątkowe kubki z nadrukowanymi zdjęciami przedstawiającymi krajobrazy i ciekawe zakątki Ziemi Lubaczowskiej. To właśnie Pan Robert jest pomysłodawcą i twórcą tego typu rozwiązań w naszym powiecie. Fotografia cyfrowa to również pasja Pana Roberta, którą rozwija od około 2008 roku wykonując zdjęcia na koncertach, imprezach okolicznościowych i sesjach, a część jego zdjęć można zobaczyć na stronie www.wlubaczowie.pl , którą stworzył i administruje.

    Początki działalności twórczej Pana Roberta są bardzo ciekawe. Od kiedy skończył 19 lat myślał o samodzielnej pracy twórczej. Jest samoukiem i swoje umiejętności zdobył dzięki wytrwałej pracy, dokształcaniu się i pasji. Praca na zlecenia zaczęła się od chęci promocji undergroundowych zespołów muzycznych, które potrzebowały managera. Pan Robert z wielkim zapałem zabrał się za fotografowanie i pomaganie muzykom w ich rozwoju. Zajmował się wydawaniem i dystrybucją kaset, później płyt, przeprowadził też kilka wywiadów z zespołami do prasy niezależnej i pisał recenzje. W międzyczasie fotografował, na początku analogowo Smieną, Zenitem i Yashiką bloki czy podwórko, później jego kuzynki zgłaszały się na sesje fotograficzne i powoli ćwiczył swój warsztat, później zakupił zwykłą cyfrówkę, a gdy ta pasja wciągnęła go na dobre zainwestował w lustrzankę cyfrową.

    „W młodości siedzieliśmy z kolegami w piwnicy i wywoływaliśmy zdjęcia. Cyfra to już nie jest to co fotografia analogowa, gdzie ma się większą kontrolę nad efektem końcowym. Zdjęcia analogowe mają coś w sobie.”

    Udało mu się otrzymać akredytację na wiele wydarzeń, m.in. na Breakout w Cieszanowie, Cieszanów Rock Festiwal, lubaczowskie koncerty na stadionie.

    Do promocji swoich działań Pan Robert zapragnął stworzyć swoją stronę internetową. Sam wcześniej nigdy tego nie robił, ale nie stanowiło dla niego problemu się nauczyć. Znalazł informacje w Internecie jak to zrobić i sam na Joomli stworzył swoją wirtualną wizytówkę oraz sklep internetowy. Zajęło to około 3 miesiące ale się udało. W międzyczasie zaczęły wpadać do niego zlecenia na logotypy i inne grafiki, tego też Pan Robert nauczył się sam.

    W 2015 roku Pan Robert zaczął szukać dla siebie nowych zadań i możliwości rozwoju. Analizował swoje pasje szukając zajęcia, które sprawiać będzie mu przyjemność i będzie zarabiać na siebie. Przypomniał sobie, że kiedyś malował koszulki dla zaprzyjaźnionych zespołów muzycznych farbami akrylowymi i dzięki temu znowu znalazł odpowiednie zajęcie dla siebie – druk sublimacyjny. Ta technika pozwoliła Panu Kryli ponownie zdobić koszulki, ale już maszynowo. Mniej więcej rok czasu zajęło poznanie specyfiki nanoszenia nadruków tą techniką i szukanie sprzętu do drukowania na koszulkach, magnesach i kubkach. Ostatecznie zaryzykował i zakupił specjalne urządzenia z których rozwiązań nadal korzysta.

    Inwestycja okazał się bardzo trafiona bo zamówienia u Pana Kryla zrealizowały już chyba wszystkie firmy w Lubaczowie i sporo z poza tej miejscowości.
    Pierwsza maszyna do fotonadruku na kubkach była wolna i posiadała uchwyt tylko na jedno naczynie. Na początku sprzęt należało odpowiednio skalibrować, ustawić czas i temperaturę grzania. Pierwsze próby wymagały poświęcenia wielu kubków w celu dostosowania sprzętu do naniesienia obrazu o wysokiej jakości. Kalibracja trwała aż dwa miesiące, sporo czasu trzeba było także poświęcić na wybranie kubków najlepszej klasy. Niestety nad wykonaniem nadruku na jednym kubku Pan Robert musiał siedzieć 5-6 minut więc jak udało mu się zrealizować duże zamówienie zainwestował w urządzenie nanoszące nadruk na 5 kubkach jednocześnie.

    Pan Robert wykonuje fotonadruki również na płaskich magnesach o różnych kształtach. Maksymalny rozmiar jednej grafiki, którą może Pan Robert nanieść na materiał płaski (np. koszulkę, podkładkę pod myszkę do komputera czy magnes) to format A4.

    Na jego pracach często pojawiają się zdjęcia z Ziemi Lubaczowskiej, które sam wykonuje. Niektóre kubki posiadają zdjęcia wykonane przez innego twórcę Ziemi Lubaczowskiej – Tomasza Mielnika. Wiele z nich można zobaczyć w Galerii Sztuki w Lubaczowie. Od kiedy należy do Stowarzyszenia Twórców Ziemi Lubaczowskiej produkty Pana Roberta można kupić na kiermaszach towarzyszących wielu wydarzeniom, m.in. na Festiwalu Kresów w Baszni Dolnej czy Święcie Pieroga w Horyńcu-Zdroju. Jego prace kubki sprzedaje „Hebar” w Lubaczowie i kwiaciarnia „Kredens” w Horyńcu Zdroju. Na stronie internetowej www.fotonadruk.com można zamówić, kubek, breloczek, magnes, bawełnianą torbę czy podkładkę z dowolnym zdjęciem, napisem bądź grafiką.

    Kontakt z Panem Robertem Krylą:
    tel. 723230505
    e-mail: biuro@fotonadruk.com
    Fb.com/RobertKrylaFotografia
    www.fotonadruk.com

     

     

  • Helena i Zygmunt Woźni – miód, pierzga i świece z naturalnego wosku pszczelego

    Helena i Zygmunt Woźni – miód, pierzga i świece z naturalnego wosku pszczelego

    Państwo Woźni to mieszkańcy Horyńca-Zdroju. Od 1989 roku prowadzą pasiekę, z której powstaje wspaniały miód, pierzga, pachnące świece i pyszna domowa nalewka miodowa.
    Do założenia pasieki nakłonił ich sąsiad, Pan Józef Serkis, który ilekroć ich widział na drodze namawiał do zajęcia się pszczołami, mawiał zawsze:

    „Wy młodzi bierzcie pszczoły, bo ja kiedy umrę tradycja zaginie”

    Pan Zygmunt zaciekawiony tym zajęciem zaczął pomagać Panu Serkisowi w jego pasiece. Gdy już opanował sztukę zajmowania się pszczołami Pan Józef przekazał mu jeden rój i pomógł wyposażyć pierwszy ul. Pani Helena z początku nie była przekonana do zajmowania się pszczołami, zastanawiała się dlaczego to właśnie ich Pan Serkis namawiał do pszczelarstwa.
    W prowadzenie pasieki szybko zaangażowali się synowie Państwa Woźnych. Średni syn Grzegorz sam wykonał jeden z uli stylizowany na mały domek z drewna, a młodszy Mateusz zajmował się tworzeniem świec z pszczelego wosku i zbudował regały na przechowywanie zimą ramek z pasieki. Woskowe świece prezentował w Lubaczowskiej Galerii Sztuki. W pracy przy ulach pomagali zaangażowała się cała rodzina. Dzieci Państwa Woźnych już opuściły rodzinną wieś więc obecnie rodzice sami zajmują się pszczołami. To zajęcie dość szybko przerodziło się w ich pasję i mimo ciężkiej pracy, której wymaga prowadzenie pasieki lubią wpisali to zajęcie w rytm każdego dnia.

    Helena i Zygmunt Woźni w swojej pasiece posiadają dwa rodzaje uli: warszawskie poszerzane i dadanty, które różnią się rozmiarem i ułożeniem wewnątrz ramek na plastry miodu.
    • Dla zainteresowanych dadanty ramki ułożone mają pionowo, a warszawskie poszerzane poziomo. Dadant – posiada ramki gniazdowe o wymiarach: szerokość 435 mm, wysokość 300 mm i ramki nadstawowe o rozmiarach 435 x 145 mm. W gnieździe mieści się 10-15 ramek, w nadstawce ok. 10-11 ramek pogrubionych do 40 mm. Warszawski poszerzony – wielkość ramki gniazdowej 300 x 435, wielkość ramki nadstawowej 360 x 130 mm

    Praca w pasiece
    Wszystko przy ulach musi być zrobione na czas. Trzeba obserwować naturę. Okres rojenia to tak jak wesele u ludzi – powstaje nowy rój, nowa rodzina. Dwie rodziny w jednym ulu nie są w stanie mieszkać więc konieczne jest wypatrzenie nowej matki jeszcze nie wyklutej z kokonu. Do przeprowadzki pszczelarz przygotowuje tzw. odkłady. Z tzw. ula macierzaka gdzie narodzić się ma nowa rodzina przekłada do nowego ula 2-3 ramki (m.in. tą z czerwiem) i wraz z pewną ilością robotnic. Kolejno wlot do nowo zamieszkałego ula zatyka się gąbką na 2-3 dni gąbką aby pszczoły nie powróciły do starego ula. Po tym czasie oczko wlotowe się odsłania, a w ulu jest już nowa rodzina.
    Każdą ramkę z osobna trzeba regularnie przeglądać by nie dopuścić do ucieczki roju pszczół gdyż w naturze jest tak, że nowa rodzina wygania z ula starą. W takiej sytuacji też są metody radzenia sobie z dezerterami.
    Gdy rój opuści ul najpierw trzeba go wypatrzyć i spryskać wodą. Do łapania pszczół potrzebny tez jest kosz na tyczce i najlepiej dwie osoby. Dodatkowo pszczelarz musi posiadać już przygotowany pusty ul. Czasami pszczół w nowym roju jest mnóstwo. Zbiera się on w kulę i zasiada często gdzieś na gałęzi. Najpierw stara się go strzepnąć do kosza. Pszczoły można polać trochę wodą ze specjalnej hydronetki. Mokra pszczoła staje się cięższa, siada do kosza i z niego nie wylatuje. Ściągnięte na dół pszczółki delikatnie zgarnia się miotełką do nowego ula.

    Tajniki ula
    Poradników na ten temat tego jak zbudować dobry ul znajdziemy mnóstwo w księgarniach i Internecie. Takie ramki pszczelarz buduje z reguły sam lub wykorzystuje elementy zakupione w sklepie.

    W historii pszczelarstwa człowiek przygotowywał różne typy pomieszczeń dla pszczół. Początkowo były to barcie drążone w żywych drzewach, potem drążone kłody drzew, ustawiane koło domostw, wyplatane ze słomy kószki itp. Później zaczęto budować ule z desek, a prawdziwą rewolucją było wynalezienie w XIX wieku ramki, czyli ruchomego plastra pszczelego, który można było wielokrotnie wykorzystywać i przemieszczać w obrębie gniazda, czy nawet między różnymi ulami.
    INSTYTUT ZOOTECHNIKI – PAŃSTWOWY INSTYTUT BADAWCZY -„Praktyczne aspekty hodowli pszczół”

    Jak powstaje plaster miodu?
    Pszczoły potrafią zbudować wszystko same, ale człowiek aby przyśpieszyć i ograniczyć ich pracę przy budowie plasta miodu współtworzy go razem z pszczołami. Wszystko można zamówić w specjalistycznych sklepach. Ramka w ulu, na której pszczoły osadzają miód, składają jajeczka i pokarm dla siebie składa się z drewnianej otoczki (ramy) na której przymocowane są cienkie druciki i węzy (gotowego szablonu na plaster miodu). Aby pszczoły nie musiały same budować całego plastra na ramce, za pomocą elektrycznej wtapiaczki na drutach osadza się węzę z wosku pszczelego przygotowaną uprzednio przez pszczelarza lub kupioną w sklepie. Jest to proces dość trudny i wymagający ogromnej precyzji. posiada oczka, które pszczoły nadbudowują.


    Pszczoły w komórkach węzy nie tylko przechowują miód. W trakcie użytkowania w małych komórkach węzy osadzają się także resztki, tzw. oprzęd, który sprawia, że w komórce jest mniej miejsca. Oprzęd może stać się również siedliskiem wielu chorób, a z częściowo zapełnionych komórek wykluwają się mniejsze pszczoły. To wszystko sprawia, że węzy w czasie użytkowania ciemnieją i musza być wymieniane na nowe. Ciemne węzy po odwirowaniu Państwo Woźni wycinają z ramek i przetapiają na płynny wosk z którego tworzą świece.

    Praca przy pasiece
    Praca zaczyna się od około kwietnia i trwa do jesieni. Wiosna jest najwięcej pracy. Najpierw ule wymagają uprzątnięcia. Nie wszystkie pszczoły przeżywają zimę, te które opadły na dno ula wymiata się miotełką przez specjalny otwór.


    Później, w połowie maja zaczyna się okres rojowy. Trzeba wtedy sprawdzać ramki i odkładać rodziny. Czerwiec w sezonie pasiecznym to miesiąc największego rozwoju rodziny, a często także największych zbiorów miodu. W tym czasie matka osiąga maksymalną wydajność czerwienia, a rodzina zużywa maksymalna ilość pokarmu. Pszczelarze musza wtedy zapewnić większą ilości ramek w ulach również z uwagi na zwiększoną ilość przynoszonego przez pszczoły nektaru oraz niejednokrotnie poszerzać otwory wentylacyjne.

    Lipiec i sierpień to najczęściej miesiące zbiorów. Do miodobrania przystępujemy w kilka dni po zakończeniu pożytku, tak aby dać czas pszczołom na przetworzenie nektaru czy spadzi w miód co polega m.in. na odparowaniu wody i na enzymatycznym rozkładzie sacharozy na cukry proste.

    Na zimę ilość ramek w ulach się zmniejsza. Do przechowywania najlepiej jest mieć odpowiednie pomieszczenie z regałami w których starsze ramki po odłożeniu nie stykaja się ze sobą. Gdy z ramek starsze węzy zostają usunięte do przetopienia drewniane ramki poddawane są czyszczeniu i opalaniu. Dla pszczół przygotowuje się specjalny syrop z cukry, wody i np. kwiatów nawłoci do podkarmienia ich przez zimę.

    Kontakt do Państwa Woźnych:
    Helena: 667 647 581
    Zygmunt: 667 647 469

     

  • Szynalowie – miód, pierzga i miłość do pszczół

    Szynalowie – miód, pierzga i miłość do pszczół

    Państwo Janina i Franciszek Szynalowie zamieszkują Niemstów, mała miejscowość niedaleko Lubaczowa. Pani Janina zajmuje się haftem krzyżykowym, a Pan Franciszek rzeźbą w drewnie. Razem od wielu już lat razem zajmują się jeszcze jedną pasją – pszczelarstwem. Państwo Szynalowie to również doświadczeni rolnicy, teraz, na emeryturze obsiewają jeszcze pola m.in. gryką aby pszczoły z jej nektaru tworzyły miód, a każdą wolną chwilę spędzają przy jednej ze swoich pasji.

    W ogrodzie Państwa Szynalów stoją piękne, rzeźbione przez Pana Franciszka ule. Pszczelarstwo to ich wielka pasja, którą rozwijają ucząc się z książek, Internetu, biorąc udział w ważnych pokazach, szkoleniach i wystawach organizowanych m.in. przez Urząd Marszałkowski w Rzeszowie (Święto Miodu w październiku) czy podczas Majówek Pszczelarskich. Z tego co mówią, warto uczyć się cały czas.

    Posiadają w swojej pasiece aż 70 uli, część stoi w ogrodzie za domem, a część pod lasem. Pasja ta zaczęła się mniej więcej 15 lat temu, wtedy Państwo Szynalowie zaczynali od jednego ula. Później było ich zaledwie kilka, gdyż w międzyczasie trzeba było zajmować się polem i zwierzętami domowymi. Dopiero gdy pracy na roli ubyło wzbogacili swoją pasiekę o kolejne ule i zajęli się hodowlą pszczół na dobre. Oboje podeszli do tego zajęcia profesjonalnie przechodząc różne kursy i szkolenia.
    Państwo Szynalowie posiadają miód „nie dosładzany” cukrem co jest niezwykle zdrowe, oznacza to, iż w sezonie letnim pszczoły żywią się jedynie swoim pokarmem (pierzgą), a nie dokładanym przez pszczelarza syropem.
     Do prezentacji pracy pszczół nasi Twórcy stworzyli przezroczysty domek z jednym plastrem na miód (jedną ramką), dzięki czemu ciekawscy mogą zobaczyć co dzieje się wewnątrz ula.
    Miody Państwa Szynalów były wielokrotnie nagradzane na konkursach, m.in. na Majówce Pszczelarskiej (smaki gryczany i wielokwiatowy). W 2010 roku, w Rzeszowie nagrodzona została pasieka otrzymując tytuł Najlepszej Pasieki Podkarpacia. Pan Franciszek, który należy do zarządu Związku Pszczelarzy, otrzymał jedno z najwyższych odznaczeń pszczelarskich – Dyplom ks. Dr Jana Dzierżona, jest również posiadaczem trzech medali za swoje pszczelarskie dokonania.

    Państwo Szynalowie posiadają w sprzedaży miody: wielokwiatowe, gryczane, faceliowe, spadziowe, mniszkowe, lipowe, nawłociowe, akacjowy, a także świece z wosku pszczelego, pierzgę i pyłek pszczeli.
    U Państwa Szynalów można również kupić także piękne świece z wosku pszczelego formowane w różne figurki.

    Podczas rozmowy z twórcami miodu można dowiedzieć się wiele o zwyczajach pszczół i o tym jak wygląda praca przy ulach.
    Tak po krótce przybliżę kilka ciekawostek z życia pszczół, których dowiedziałam się od naszych twórców; opieka nad całą pasieką wymaga bardzo dużo pracy, trzeba mieć do tego wielkie chęci i zamiłowanie co pozytywnie odbija się na jakości miodu oraz przyjaźni pszczół.

    W Polsce pszczoły budzą się około marca i zasypiają w połowie października. Jesienią i wiosną robi się przegląd uli, czyści się wtedy spody pszczelich domków, sprawdza się i wymienia ramki na nowe jeśli jest taka konieczność.
    Ule najlepiej doglądać przynajmniej raz w tygodniu. Miód wybiera się przeważnie rano, dopiero wtedy gdy jest odpowiednio gęsty, a ramki są zasklepione przynajmniej do połowy. Ilość wytworzonego przez pszczoły miodu zależy w dużej mierze od pogody, która ma wpływ na poziom nektarowania kwiatów. Rok 2019 to słabe zbiory dla miodziarzy z uwagi na np. małą ilość ciepłych nocy i czasami zbyt silne upały lub częste deszcze.
    W jednej pasiece mogą mieszkać różne gatunki pszczół, które różnią się lekko wyglądem, ilością zbieranego miodu i tolerancją na zimno. W pszczelej rodzinie oprócz królowej występują robotnice i trutnie. Świta królowej ją ochrania, karmi i myje, pozostałe robotnice zbierają pyłek, sprzątają, pracują nad produkcją miodu, dokarmiają czerw (larwy) natomiast trutnie służą do prokreacji. Gdy trutni jest zbyt dużo (i wyjadają za dużo miodu) są usuwani – jedna pszczoła ciągnie takiego trutnia za skrzydełko, a druga wypycha go na zewnątrz ula.
    Najdłużej żyje matka – 5 lat, kolejno pszczoły zimowe, od maja do października, cykl życia pozostałych wynosi około 28 dni. Pszczoły zbieraczki w dzień zbierają pyłek, inne robotnice w nocy go odparowują trzepocząc skrzydłami i przerabiają go w miód i częściowo w pierzgę. Pierzga to taki „kiszony” pyłek pszczeli (pyłek, enzymy ze śliny pszczół, nektar, miód) bogaty w białko, którym pszczoły się żywią zimą i karmią czerw. Czerw, czyli larwy pszczół składane są w komórkach ramek, wewnątrz ula przez królową, która dziennie potrafi złożyć około 3000 jajeczek.
    W ulu panuje jednakowa temperatura, którą pszczoły same sobie zapewniają; jeśli do jego wnętrza dostanie się „wróg” pszczoły zmieniają temperaturę wewnątrz ula. Umiejętność wytworzenia odpowiedniej temperatury umożliwia pszczołom przeżycie zimy.
    W naszej pasiece, w jednym ulu mieszka średnio 60 000 pszczół. Gdy pszczół jest dużo czasami pszczoły się dzielą na dwie rodziny. Stara matka zabiera swoją świtę a młoda zostaje w ulu. Uciekającą rodzinę trzeba złapać. Powstające mateczniki czasami się usuwa z ramek aby część pszczół nie uciekła bo jest to strata dla pszczelarza.
    Przed zimą ule się sprząta, odejmuje ramek i wkłada się podkarmiaczkę cukrowym syropem (średnio 10kg na jeden ul). Po zbiorze ostatniego miodu pszczoły odymia się specjalnym lekiem zapobiegającym pszczelej chorobie.

    Uloterapia
    Pan Franciszek wśród swoich uli zbudował nadzwyczajny, mały, drewniany domek, do którego wchodzi się by zażyć prawdziwego relaksu. W znajdują się dwie leżanki, a pod nimi odseparowane tylko siatką znajdują się ule pełne pszczół. Zapach miodu unosi się w powietrzu, a dzięki temu, że owady cały dzień pracują słychać jest ich miłe brzęczenie. W pomieszczeniu panuje mikroklimat wytwarzany przez pszczoły, powietrze wypełniające ulowy domek pozbawione jest grzybów, bakterii i wirusów. Przebywanie w nim zmniejsza zmęczenie, poprawia ogólny stan organizmu, pozytywnie działa na układ oddechowy, nerwowy i sercowy, poprawia się również jakość snu. Ten sposób leczenia zwany jest uloterapią.

    Więcej o Janinie i Franciszku Szynal znajdą Państwo na ich stronie:
    www.szynalowie.pl
    Miód, haftowane serwetki, makatki, rzeźby i naczynia z drewna od Państwa Szynalów można zakupić bezpośrednio od gospodarzy w Niemstowie lub wysyłkowo.

    Kontakt:
    Szynal Franciszek, Tel. 698 345 111
    e-mail: szynalowie@o2.pl

  • Janina Szynal – haft krzyżykowy, makatki i ozdoby

    Janina Szynal – haft krzyżykowy, makatki i ozdoby

    Pani Janina pochodzi z Futor, a obecnie mieszka w Niemstowie w powiecie lubaczowskim. Wraz z mężem zajmuje się liczącą 70 uli pasieką, a jej wielką pasją jest haft krzyżykowy.

    Rękodzieła uczyła się początkowo od mamy, z którą robiła pierwsze kwiaty z bibuły. Mama potrafiła szyć piękne misie, a tato konstruować z drewna zabawki, talent odziedziczyła więc po rodzicach.
    Wcześniej dostęp do materiałów był mały więc do rękodzieła wykorzystywało wszystko co było pod ręką. Kwiaty i inne ozdoby Pani Janina wraz z mamą robiła np. z okładek na zeszyty czy z gałązek orzecha laskowego. Później, gdy wyszła za mąż przyszły obowiązki domowe i nie było czasu na robienie kwiatów. Pani Janina czasami szyła ubrania dla dzieci, siebie i dla męża, ozdabiając je zawsze jakimś haftem. Dekorowała poduszki kwiatami z sukna, haftowała na firankach, szyła falbaniaste kołderki do dziecięcego wózka, narzuty z włóczki na łóżka i fotele. Później Pani Janina zaczęła wyszywać obrusy i serwetki ściegiem płaskim i richelieu.

    Któregoś dnia w odwiedziny wpadła sąsiadka z Grecji, która pokazała Pani Jasi obraz wyszywany haftem krzyżykowym, na którym widniał koń. Pani Janina z początku bez zachwytu, ale przekonała się do tego aby spróbować stworzyć podobne dzieło. W rezultacie wyszyła konia na wzór greckiego obrazu, bez kanwy, na wyczucie. Koń nie wyszedł idealnie, ale Pani Szynal bardzo spodobała się ta technika.

    Do haftu krzyżykowego przydatne są wzory z informacją o kolorach nitek i odpowiednie kanwy, a tak owych nie było kiedyś dostępnych w jej okolicy. Dopiero któregoś dnia w mieście, w kiosku Ruchu znalazła gazetę z gotowymi wzorami, którą niezwłocznie zakupiła. Z gazety wyszyła wszystkie obrazy i tak to się zaczęło.

    Pierwszy wernisaż prac Pani Janiny miał miejsce w Niemstowie, w Szkole Podstawowej z okazji otwarcia Sali komputerowej. Wszyscy z dyrektorką szkoły na czele byli pod wielkim wrażeniem i umiejętności Pani Szynal. Niewiele później haftowane obrazy powędrowały dużo dalej, bo aż do Włoch na międzynarodowe Expose – Pisa. Talent Pani Janiny został dostrzeżony również przez artystę rzeźbiarza – Pana Józefa Lewkowicza z Nowego Sioła, który zaproponował jej zapisanie się do Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej. Prace Pani Janiny zawisły więc w Galerii Sztuki przy Ratuszu w Lubaczowie.

    Pani Janina wyszywa na białych kanwach; korzysta z wzorów pozyskiwanych z gazet lub z Internetu. Kolekcja jej prac jest ogromna. Jednym z pierwszych sprzedanych obrazów wykonanych haftem krzyżykowym była „Dama z łasiczką”. Praca Pani Janiny zakupione zostały nawet do jednego z sanockich banków. Do kościoła wyszyła wielki obraz (77 tysięcy krzyżyków) Matki Boskiej Częstochowskiej w podzięce za zdrowie.

    Któregoś dnia Panią Janinę odwiedziła pewna warszawianka, której zamarzyły się staropolskie makatki. Pani Janina też sobie z nimi poradziła, lecz jak mówi – „trzeba było wypracować swoją technikę, czasami zamiast jednej nitki dawać dwie. Wielu rzeczy nauczyłam się sama od siebie”.

    Prócz obrazów Pani Janina Szynal ściegiem krzyżykowym wyszywa teraz świąteczne kartki, kwieciste ozdoby na serwetkach i poduszkach. Artystka potrafi również wyhaftować obraz ze zdjęcia i haftować koralikami, tworzy ciekawe ozdoby m.in. techniką decoupage (jajka i bombki, kwiaty ze wstążek) i makatki. Dodatkowo czynnie udziela się w Kole Gospodyń Wiejskich z Niemstowa, gdzie Panie wspólnie śpiewają i gotują przepyszne dania kuchni regionalnej. Wiele cennych umiejętności posiada więc nasza artystka ludowa.

    Prace Pani Janiny Szynal są do zobaczenia m.in. w Galerii Sztuki w Lubaczowie
    Galeria mieści się w budynku Biblioteki Pedagogicznej, przy ul. Rynek 25,
    czynna jest od pn. – do pt. od godziny 10:00

  • Franciszek Szynal – rzeźba w drewnie

    Franciszek Szynal – rzeźba w drewnie

    Wielką pasją Pana Franciszek jest rzeźba. Pan Franciszek wraz z żoną zajmuje się również miodem z własnej pasieki i jest członkiem zarządu Związku Pszczelarzy.
    O miodach Państwa Szynalów przeczytają Państwo TUTAJ gdyż jest to dzieło ich wspólne.

    Czasami nie wiemy jakie talenty w nas drzemią.

    Jak to mówi Pan Franciszek, zawsze się w drzewie coś tam dłubało, ale nigdy w dzieciństwie Pan Franciszek nie uczył się rysunku ani rzeźby. Dziadek robił beczki i był stolarzem, ojciec uczył rzeźby. Umiejętności rzeźbiarskich chciał się nauczyć jeszcze za młodu od swojego stryjka, który był mistrzem tego fachu. Krewny niestety nie udzielił Panu Franciszkowi wskazówek niezbędnych do pracy dłutem i nie wsparł go w żaden sposób. To nie powstrzymało Pana Szynala od rozwoju swojego zainteresowania. Wcześniej trzeba było zarabiać na życie, a z sztuki nie dało się utrzymać. Oprócz uprawy ziemi Pan Franciszek zajmował się stolarką, robił okna, drzwi, krzesła, boazerie. Po śmierci stryjka na szczęście przejął jego dłuta i zaczął pracować w drewnie.

    Pan Franciszek swoją przygodę z rzeźbą zaczynał od zdobienia desek pod poroża, a pierwszą postacią, którą wykonał w lipowej desce był papież Jan Paweł II. W Jego twórczości pojawiają się m.ni. motywy sakralne i staropolskie, postacie święte, zwierzęta, rzeźbi również piękne i ciekawe tryptyki z wizerunkami najświętszej rodziny. Pan Franciszek tworzy głównie płaskorzeźby, a od pewnego czasu zajmuje się także rzeźbieniem drewnianych naczyń użytkowych (miseczek, talerzy, pater itd.); ma nadzieję, że uda mu się w niedalekiej przyszłości stworzyć w pełni trójwymiarową rzeźbę.

    Pan Franciszek zaadaptował pod swój warsztat jedno z pomieszczeń przy domu, rzeźbi głównie zimą, jak mówi – słucha radia, pali w piecu i rzeźbi. Wzory najpierw nanosi na drzewo przy użyciu kalki. Swoje rzeźby wcześniej pokrywał lakierem, obecnie nanosi na nie tylko olej do impregnacji. Nie sposób nie wspomnieć o przepięknych, rzeźbionych przez Pana Franciszka ulach, które można zobaczyć na zdjęciach poniżej.

  • Katarzyna Piwoda – wianki, ozdoby z kwiatów, pluszaki

    Katarzyna Piwoda – wianki, ozdoby z kwiatów, pluszaki

    O talencie Pani Kasi do układania kwiatów nie wiedziała ona sama do póki nie spróbowała stworzyć pierwszego wianka.

    Pasję układania kwiatów Pani Kasia odnalazła w sobie niespodziewanie po tym jak w Internecie zobaczyła wianek na drzwi, który bardzo się jej spodobał. Nie skusiła się by go zamówić, postanowiła wykonać podobny sama. Później zaczęła Tworzyć kolejne wianki i obdarowywać nimi swoją rodzinę. Koleżanka, której podobały się prace Pani Kasi poprosiła ją o stworzenie wianka ślubnego na głowę. Pani Katarzyna nie była pewna czy jej się to uda więc odmówiła, ale stworzyła ten wianek dla siebie aby sprawdzić czy jest w stanie tak owy przygotować. Dopiero jak była pewna, że jej to dobrze wychodzi rozpoczęła tworzenie ozdób na włosy.

    Pani Katarzyna odnalazła się w tworzeniu wianków i postanowiła, że założy własna działalność i będzie się tym zajmować już na poważnie. W zależności od sezonu Pani Kasia przygotowuje na drzwi wianki świąteczne, kwieciste, jesienne, wiosenne, podobnie jest z wiankami na głowę. Artystka tworzy wianki komunijne, ślubne, folkowe z kwiatów sztucznych i drucików zdobionych koralikami. Warta podziwu jest umiejętność Pani Kasi do dobierania kolorów kwiatów i dodatków oraz jej wyobraźnia. Wystarczy, że Pani Kasia zobaczy przed sobą różne kwiaty, po czym wie z czym je połączyć.


    Jej umiejętności zostały docenione m.in. przez Stowarzyszenie Twórców Sztuki w Lubaczowie, w którym Pani Kasia także odnalazła swoje miejsce. Jej prace do zobaczenia są m.in. w lubaczowskiej Galerii Sztuki w rynku, a do kupienia na stronie Pani Kasi www.KapiCoronatus.pl

    Nowe kompozycje warto śledzić na Facebooku, na profilu Kapi Coronatus – wianki
    tel. 724 557 675
    e-mail: kapicoronatus@gmail.com
    Projekty Pani Kasi można przeglądać również na Instagramie KapiCoronatus i Pintereście.

    Więcej zdjęć niebawem

  • Aneta Mazepa – malarstwo olejne

    Aneta Mazepa – malarstwo olejne

    Pani Aneta to rodzima mieszkanka Łukawca w powiecie lubaczowskim. Jej pasja ma swój początek w dzieciństwie. Kiedyś nie znosiła farb, szkicowała tylko ołówkiem, głównie przyrodę, czasami zwierzęta. Lubiła wędrować i obserwować otaczającą ją faunę i florę. Często rysowała mangusty egipskie i wodę.

    Za olejne farby zabrała się w roku 2006 dzięki artyście plastykowi, który w telewizji pokazywał jak operować pędzlem i uzyskać określone efekty. Pani Aneta na początku korzystając z trzech tubek farb i znalezionego gdzieś na strychu podkładu zaczęła ćwiczyć. Pierwsze były góry i woda, bo te miejsca kocha najbardziej. Na początku malowała niewiele, a wiedziała o tym tylko najbliższa rodzina, której prezentowała swoje obrazy. Dopiero później rozeznała się w płótnach, sykatywach czy werniksach i rozwinęła swój talent malarski.

    Pewne przykre wydarzenie w jej życiu sprawiło, że nagle uruchomiła się w Pani Anecie wielka potrzeba malowania. Obrazy zaczęły powstawać niemalże jeden za drugim. W 2013 roku znajoma pani psycholog, Małgorzata Jachyra-Mazepa, bardzo pozytywnie oceniła jej prace, kupiła jeden z pierwszych obrazów przedstawiających cerkiew w Łukawca i poleciła Pani Anecie zapisać się do Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej.

    Pani Mazepa obawiała się, że jej prace nie prezentują wystarczająco wysokiego poziomu i podchodziła do tego sceptycznie dlatego Pani Małgorzata sama przywiozła jej formularz i wypełniony dostarczyła do Lubaczowa. Tak Pani Aneta stała się członkiem lubaczowskiego stowarzyszenia twórców.

    Od tamtej pory największe fanka i dobrym aniołem który popycha mnie do działania jest moja przyjaciółka Gabriela Rakoczy.

    Z roku na rok maluje coraz lepiej i sprawniej co zauważają przede wszystkim jej znajomi, takie postępy czyni m.in. za sprawą zwiększenia częstotliwości tworzenia. Wyjazdy na kiermasze pozwalają Pani Anecie wysłuchać opinii ludzi i konstruktywnej krytyki, co również ma pozytywny wpływ na jej późniejsze prace. Sama również spostrzega pozytywne zmiany swoich zdolności przede wszystkim po tym jak uda się jej namalować coś bardzo trudnego. Dla siebie Pani Aneta namalowała tylko trzy obrazy, z czego jeden z nich przedstawiający jesienną aleję drzew, otrzymał aż 1500 polubień na zagranicznej stronie, na Facebooku.

    Niektóre obrazy długo nie mogą znaleźć swojego nabywcy. Dopiero po jakimś czasie jestem w stanie zauważyć błędy swojej pracy. Do pewnych wniosków trzeba dojrzeć.

    Pani Aneta maluje ze zdjęć, z wyobraźni, lubi naturę i stare budownictwo. Jest to osoba bezceremonialna, szczera i kolorowa, najpierw ją słychać, a później widać co zauważa się również na jej obrazach. Duże kontrasty, mocne pociągnięcia pędzlem czy szpachlą, żywa kolorystyka to cechy wyróżniające autorskie obrazy Pani Anety. Artystce podobają się także inne techniki malarskie, ale styl, w którym sama tworzy pozwala jej na uwolnienie swoich emocji

    To co człowiek ma w środku to wychodzi na zewnątrz.
    Różnica w wyglądzie prac uzależniona jest też od motywacji – inaczej wygląda obraz malowany od serca, a inaczej dzieło tworzone „na szybko”.

    Motywy, które uwiecznia bywają różne, czasem maluje kwiaty, innym razem paryskie alejki, niekiedy wiejskie chatki lub zwierzęta. Polubiła również fantastykę i tego typu obrazy również wyszły z pod jej pędzla.

    Mówią, że mam talent. Ja nie wiem czy mam go, ale wiem, że trzeba mieć pasję! A jak się ma pasję to się działa.

    Z Panią Anetą skontaktować się można przez Facebooka: https://www.facebook.com/Anetapaint

  • Janusz Szpyt – malarstwo, rzeźba

    Janusz Szpyt – malarstwo, rzeźba

    Janusz Szpyt urodził się 1960 r. w Lubaczowie, gdzie mieszka i tworzy. To wielce utalentowany malarz i rzeźbiarz, który na codzień pracę łączy z pasją.
    W kierunku sztuki popchnął Pana Janusza impuls i wewnętrzne przekonanie o powołaniu do pracy twórczej, już jako młody chłopiec nie wyobrażał sobie, że w życiu będzie robić cos innego.
    Będąc w klasie maturalnej, w liceum ogólnokształcącym zdecydował się artystyczny kierunek studiów, przed studiami rysunku i podstaw twórczych uczył go nieżyjący już prof. Śliwiński, który wykładał w Liceum Plastycznym w Jarosławiu. Studia kończył na Wydziale Grafiki w Katowicach Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni prof. Jerzego Dudy-Gracza, a następnie na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie w pracowni prof. Włodzimierza Buczka.

    Pan Janusz to znakomity twórca, który reprezentuje nurt realizmu, w swoich obrazach niejednokrotnie ukazuje postacie w symbolicznych pozach czy sytuacjach. Artysta pragnie dosadnie ukazać  naturę ludzką i przekazać swoje spostrzeżenia odbiorcy. Wiele obrazów według mojej oceny ma wydźwięk satyryczny. Wśród dzieł Pana Szpyta znaleźć można akty, anioły, kwiaty, pejzaże, portrety i zwierzęta. Artysta maluje głównie obrazy pasyjne i sceny biblijne.

    „Kiedyś drogę życiową wybierało się inaczej niż teraz. Obecnie młodzież decyduje się na zawód w sposób bardziej pragmatyczny i racjonalny, biorąc pod uwagę wiele aspektów, zastanawia się czy da się Wyżyć z danego zawodu. I nie żałuje obranej drogi, która jak mawiał Michał Anioł, jest zarówno udręką i ekstazą. Jest wiele wyzwań, problemów ale i adrenaliny trochę jak chodzenie po górach. Malarstwo czasami doprowadza do ciekawych odkryć, bywa nieprzewidywalne (może pójść w dobra lub złą stronę) i potrafi dawać dużo radości. Wspaniałą rzeczą jest robić to co się lubi. A ta udręka? Czasami dąży się do pewnych efektów z wielkim uporem, a to najzupełniej w świecie nie wychodzi. Po prostu nie ten czas, nie to miejsce być może, może później, za jakiś czas, może w innych okolicznościach, gdzieś uda się spełnić to marzenie. Zdarza się tak, że czasem jest więcej rozczarowania niż zachwytu, lub jednego dnia jest zachwyt, a kolejnego rozczarowanie więc praca, którą się zajmuje niesie z sobą takie kontrasty.

    Swoje dokonania weryfikować warto przez wystawy. Nawet jeśli ktoś wprost nie powie czy to jest dobre czy złe to świadomość obcego spojrzenia owocuje tym, że możemy sami na swoje dzieła spojrzeć w inny, bardziej surowy, rzetelny sposób bez osobistego zaangażowania. To sprawia, że spojrzenie staje się świeższe i pozwala na lepsza weryfikacje.”

    Zwolennik malarstwa doskonałego

    „Intencje i dążenia twórcy powinny zmierzać ku doskonałości. Nie należy popadać w rutynę. Nawet nowatorska sztuka potrafi w to popaść. Chodzi o to aby się doskonalić i pracować, aby w kontekście tradycji i tego co jest, starać się robić jakieś kroki do przodu, tak jak w życiu. Warto też szkolić warsztat aby malarstwo nie było przypadkiem ale nad tym co się robi panować, np. umieć to coś powtórzyć. W malarstwie dobrze aby było podobnie jak w muzyce, malarz powinien panować nad pędzlem podobnie jak muzyk nad sztuką.”
    Swoje spojrzenie na sztukę artysta wyrażał wraz z Piotrem Naliwajko i Leszkiem Żegalskim w wydawanym piśmie Benegal. W 1983 roku malarze stworzyli Grupę Trzech zwaną również „Tercetem Nadętym”, która nawoływała do prezentowania prawdy w sztuce, która wyrażać miała się zrozumiałą formą, kolorem i dobrym warsztatem.

    „Chcemy, by malarstwo w możliwie najbardziej indywidualny sposób wyrażało ducha naszych czasów, by było humanistycznym protestem myślących ludzi przeciwko wszelkim przejawom zła, stanowiło kontynuację tradycji naszych społeczeństw. Chcemy to wyrażać malarstwem opartym na jedności kompozycji, rysunku i barwy, jednym słowem MALARSTWEM DOSKONAŁYM z perfekcyjną znajomością warsztatu […]”
    „Sztuka to bardzo szerokie pojęcie. Być może nadszedł czas aby rozgraniczyć pojęcie sztuki i malarstwa. Obecnie ludzie stosują przeróżne środki wyrazu, instalacje, performance, … działają na głównie wzrok, ale malarstwo rządzi się innymi prawami, nie należy porównywać obrazu z sztuką przestrzenną czy graniczącą z teatrem.”

    Warsztat malarski

    Wszystko jest dozwolone, można uczyć się z książek. Akademia nie uczy warsztatu, bardziej myślenia i warsztatu twórczego. Studenci uczą się przede wszystkim od siebie nawzajem, panuje tam zdrowa rywalizacja (!) – dlatego ważne są wspólne spotkania i warsztaty. Wielcy malarze kiedyś tez często się znali ale rywalizowali ze sobą. Jeden od drugiego korzystał. Oczywiście bardzo przydatne są uwagi i wskazówki nauczycieli, które zniwelować mogą pewne błędy w postrzeganiu narzucone np. przez jakieś stereotypowe myślenie. To widać na przestrzeni historii sztuki, błędy popełniali także pierwsi artyści, którzy nie dostrzegali perspektywy póki nie zdefiniował tego Leonardo DaVinci. Twórcy rysowali coś tak jakby z pamięci, a nie z obserwacji. Malarze zaczęli obserwować wszystko bardziej wnikliwie, poszerzali swoją wiedzę również z zakresu anatomii.

    Co Pan szczególnie sobie ceni w malarstwie i Pana pasji?

    „To nie jest tyle kwestia wielkiego talentu co pasji. Zawsze lubiłem obserwować ludzi i zawsze mnie to w jakiś sposób intrygowało. Sceny rodzajowe też wynikają z obserwacji bezpośrednio fizjonomii ludzi, ich zachowań. Wiele rzeczy może być tematem do przedstawienia za pomocą malarstwa.”

    Możnaby wywnioskować z rozmowy z Panem Januszem Szpytem, że malarstwo bywa we współczesnych czasach spychane do lamusa. Dużo uwagi i zainteresowania przenosi się na innowacyjne formy wyrazu jakim są m.in. instalacja czy performance, a galerie malarstwa zamieniają się w „domy kultury”, w których samo malarstwo przestaje już grać główną rolę mimo przyczynku do ich powstania.

    „Warto poznawać dawne techniki malarskie i nie rezygnować z tradycji malarstwa bo tam jest mnóstwo gotowych rozwiązań czy recept (mało opisane). Jest to trochę sztuka pomijana gdyż stare technologie zostały lekko zapomniane, ale nadal zachwycają i inspirują. Najlepszą formą inspiracji jest pójście do muzeum.”

    Tematyka prac

    Dominująca ilość prac Pana Janusza ukazuje człowieka nagiego, bez przybranej maski, zmagającego się z własnymi problemami, niekiedy ślepo kroczącego do przodu. Tematyka jego dzieł jest dość zróżnicowana są to zarówno sceny rodzajowe z życia ludzkiego, twórca często przedstawia człowieka w sytuacjach orwellowskich gdzie system zagraża wolności jednostki, ale maluje również portrety i akty będące obrazem piękna.

    Jego umiejętność wnikliwej obserwacji otaczającego świata i analizy sprawia, że postacie i sytuacje które przedstawia na obrazach dużo mówią o psychice człowieka i nazywają rzeczy po imieniu. Wiele dzieł Pana Janusza (szczególnie te z serii „nasze sprawki”, prezentowane na autorskiej stronie www.januszszpyt.com) stanowią zapis historyczny sytuacji politycznej i kondycji ludzkiej w naszym kraju.

    Prócz ludzi Pan Janusz maluje sceny biblijne, postacie świętych, anioły. Jego obrazy religijne widnieją w wielu kościołach w formie polichromi wielkoformatowych. Polichromie Pana Szpyta znajdują się m.in. w Konkatedrze w Lubaczowie (Sanktuarium NMP Łaskawej) gdzie uwagę przyciąga przepiękny ołtarz jego autorstwa, Ostatnia Wieczerza i Chrzest Chrystusa w Jordanie namalowany jeszcze po studiach. W miejscu tym możemy podziwiać także obrazy świętych i błogosławionych za życia Jana Pawła II (Faustyny Kowalskiej, Adama Miarowskiego, Bernadety Jabłońskiej, Baziaka).

    Dzieła o tematyce sakralnej znajdują się również w kościołach w Załużu, Narolu, Żurawicy (cały ołtarz – tryptyk złożony z trzech obrazów), w Katowicach (duża polichromia), Pieńcku, Lwówku Śląskim i Horyńcu-Zdroju (obraz w ołtarzu Kościoła pw. bł. Jakuba Strzemię).

    Pejzaże i kwiaty to inne inspiracje Pana Janusza przenoszone na płótno, jak mówi twórca, są to tematy czasami nie doceniane.

    Praca nad rzeźbą

    Zanim malarstwo pochłonęło Pana Szpyta w dużej mierze pierwszą pasją twórcy była rzeźba, obecnie w wolnej chwili tym również się zajmuje. Pan Janusz rzeźbił głównie w drewnie, wykonał również dla siebie kilka niewielkich rzeźb w kamieniu. Dzieła Pana Janusza podziwiać można między innymi we wnętrzu kościoła Karola Boromeusza w Lubaczowie (Papież, Chrystus zmartwychwstały), w Załużu (Juda Tadeusz). Artysta jest także autorem Drogi Krzyżowej biegnącej dookoła lubaczowskiego kościoła. Są to płaskorzeźby wykonane pierwotnie z gliny, a kolejno odlane z żywicy na życzenie zleceniodawcy.

    „Najpierw lepi się oryginał z gipsu lub gliny, taka figura może posłużyć jako wzór do późniejszej rzeźby w drewnie czy kamieniu, na zasadzie szkicu, aby zobaczyć jak wygląda to w przestrzeni lub stanowić formę do odlewu ze złota, brązu czy innego kruszca.”

    Wystawy:
    Artysta wystawił swoje prace na zbiorowych i indywidualnych prezentacjach sztuki polskiej między innymi w Paryżu, Barcelonie, Amsterdamie, Hadze, Szczecinie i Warszawie.

    Kontakt do Pana Janusza Szpyta:
    mgr Janusz Szpyt
    telefon: 600 702 899
    604 779 613
    e-mail: szpytjanusz@gmail.com
    www.januszszpyt.com

     

  • Aleksandra Hojdak – rysunek, malarstwo

    Aleksandra Hojdak – rysunek, malarstwo

    Aleksandra Hojdak to młoda artystka, kulturoznawca i menadżer designu. Sztuka pasjonowała ją od najmłodszych lat. Ciekawa świata pogodnie spogląda na to co wokół. Ciągle poszukuje nowych wyzwań i stale rozwija swoje pasje. W swojej twórczości zajmuje się głównie rysunkiem i malarstwem. Prace Aleksandry są inspirowane głównie uczuciami związanymi z symbolicznym patrzeniem na życie i człowieka. Jej osobowość komponowana z refleksyjności miesza się ze stanowczością i zdecydowaniem, z jakim dąży do zrealizowania w swojej twórczości wcześniej „jasno” określonego celu.

    Ukończyła kulturoznawstwo na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz studia podyplomowe z Wzornictwa Przemysłowego na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lubelskiej. Umiejętności rozwijała także pod okiem szanowanych artystów plastyków, m.in. Janusza Szpyta oraz Stanisława Sobczyka. Aleksandra specjalizuje się w krytyce i animacji sztuk plastycznych. Jest zaangażowana w inicjatywy instytucji kulturalnych. Organizuje wystawy i zajęcia artystyczne dla dzieci, młodzieży i dorosłych. W dorobku twórczym posiada wystawy indywidualne oraz zbiorowe. Jako członek Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej wystawia swoje prace w Galerii Sztuki w Lubaczowie.

    Kontakt do Pani Aleksandry: aleksandra.hojdak@gmail.com

  • Katarzyna Petrykowska – malarka, konserwator zabytków

    Katarzyna Petrykowska – malarka, konserwator zabytków

    Pani Katarzyna to młoda malarka z pasji. Zawodowo od niedawna zajmuje się konserwacją zabytków, pracowała m.in. przy odnawianiu polichromii w Kościele Niepokalanego Poczęcia NMP w Horyńcu-Zdroju.

    Jak rozpoczęła się przygoda ze sztuką.

    Wszystko zaczęło się od dwójki z plastyki za „zbyt ładny rysunek” rzekomo wykonany przez rodziców. Rysunkiem na poważnie zainteresowała się w gimnazjum, na jej talent zwrócił uwagę Pan Marek Janczura, nauczyciel historii. Za namową Pana Marka Katarzyna wybrała naukę w Liceum Plastycznym w Jarosławiu. Tam pod okiem wybitnych pedagogów, artystów – Henryka Cebuli i Krzysztofa Krzycha szkoliła swój warsztat. W liceum wciągało ją głównie malarstwo farbami akrylowymi, chętnie uczestniczyła w plenerach, a na swoich dziełach uwieczniała często kwiaty, pejzaże, czasami portrety. Talent Pani Katarzyny został doceniony przez nauczycieli, którzy już wtedy zamawiali  jej obrazy.

    Pani Kasia kontynuowała naukę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu na kierunku konserwacja i restauracja dzieł sztuki o specjalizacji Konserwacja i restauracja malarstwa i rzeźby polichromowanej. W trakcie studiów rozwinęła swój warsztat malarski m.in. wykonując kopie obrazów słynnych twórców z różnych epok.

    „Pod okiem profesorów odtwarzaliśmy sposób wykonywania obrazów np. temperą jajową (pisanie ikon), malowideł renesansowych na desce, uczyliśmy się malować techniką olejną laserunkową (warstwową). ”

    Katarzyna Petrykowska - kopia obrazu Jana Matejki "Wernyhora"
    Katarzyna Petrykowska – kopia obrazu Jana Matejki „Wernyhora”

    Studia nauczyły ją również tradycyjnych technik  pozyskiwania pigmentów. Pani Katarzyna wyjątkowo upodobała sobie malowanie farba olejnymi nanoszonymi techniką warstwową oraz alla prima. W trakcie studiów miała możliwość pracować przy renowacji wielu kościołów, rzeźb i malarstwa sztalugowego, m.in. w Kościele Parafialnym w Horyńcu-Zdroju, w kościele karmelitanek w Przemyślu, Kościele św. Jakuba w Toruniu oraz w wielu pracowniach w Przemyślu i Toruniu. W ramach pracy dyplomowej restaurowała i konserwowała część ikonostasu z cerkwi Opieki NMP w Wólce Żmijowskiej (gmina Wielkie Oczy). W 2018 roku ukończyła studia uzyskując tytuł magistra sztuki.

    Pani Katarzyna obecnie kontynuuje prace konserwatorskie, a w wolnym czasie maluje w przydomowej pracowni.

    Kontakt do Pani Kasi możliwy jest np. za pośrednictwem Facebooka:
    K Petrykowska ART

     

  • Marian Nepelski – wypala w drewnie, tworzy przestrzenne kompozycje

    Marian Nepelski – wypala w drewnie, tworzy przestrzenne kompozycje

    Pan Marian to lokalny twórca m.in. kompozycji ogrodowych, wypalanych obrazów na drewnie i korzenioplastyk. Umiejętności i zainteresowań twórczych Pana Mariana nie da się opisać w jednym zdaniu.
    Pierwszą drewnianą ozdobę stworzył z drewnianych elementów w 1989 roku; wisi ona do teraz w klatce, w bloku gdzie mieszaka Pan Marian. Pan Nepelski pracował w gazowni w Lubaczowie, w 2015, w wyniku problemów ze zdrowiem odszedł na rentę, wtedy rozpoczął przygodę ze sztuką na dobre.

    Pierwsze kompozycje - Marian Nepelski

    Pierwszą inspiracją była dla niego kompozycja, małe drzewko szczęścia w wielkim słoju, którą wykonał dla niego wnuczek. Twórca wymyślił swoją wersję drzewek szczęścia, na metalowych drucikach zawieszał różne ozdoby, m.in. piórka, sztuczne ptaki. Większość dzieł Pana Mariana powstaje z wyobraźni. Do swoich kompozycji wyszukuje w lesie często ciekawych korzeni, które czyści i składuje w swojej pracowni mieszczącej się w niewielkiej piwniczce. Do swoich „instalacji” dokłada w zależności od przeznaczenia sztuczne kwiaty, jajka wielkanocne, mech, elementy metalowe, papierowe. Najlepiej prace te zobaczyć na własne oczy i przypatrzeć się kunsztowi ich wykonania. Niedawno Pan Marian zainwestował w nowy przyrząd jakim jest frezarka. Za pomocą tego sprzętu w wielkanocnych jajkach wycina ażurowe kwiaty i inne wzory. Innym twórczym zajęciem Pana Nepelskiego jest wypalanie obrazów w drewnie. Okrągłe tafle pnia wycina lub wyszukuje w lesie samodzielnie. Drewno odpowiednio szlifuje ,a kolejno dzięki kalce technicznej nanosi na nie obraz. Często wypala motywy związane z Horyńcem takie jak Cerkiew pw. św Paraskewy w Radrużu, Cerekiew w Nowym Bruśnie, Pałac Ponińskich, jeleń z krzyżem między rogami znany z jednej z horynieckich legend. Swoje prace daruje znajomym i rodzinie, kilka prac przekazuje również na horyniecką aukcję WOŚP.

    Zimą Pan Marian tworzy drewniane szopki, a wiosną wielkanocne kompozycje upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa i nawiązujące do lokalnych tradycji.
    Inspiracji szuka wszędzie, niektórych rzeczy uczy się od innych, czasami coś ciekawego znajduje w Internecie, działa twórczo aby się nie nudzić i dlatego, że to lubi. W trakcie pracy lubi słuchać radia lub opowieści o II Wojnie Światowej, którą także się interesuje. W swoją pracę wciąga się na tyle mocno, że od czasu do czasu musi spoglądać na zegar z obawy o pamięć o powrocie do mieszkania.

    Pan Marian oprócz pracy w swojej pracowni uwielbia pielęgnować osiedlowy ogród przed blokiem, w którym mieszka. Pracę nad nim zaczął od stworzenia małego skalniaka. Obecnie często wzbogaca jego wygląd o świąteczne lub sezonowe ozdoby, dosadza i przycina roślinność oraz dba o porządek w tym miejscu. Zimą w ogrodzie pojawia się mnóstwo świątecznych lampionów i drewniana szopka, latem zwierzęta, rowery, zabawki dla dzieci, wiatraki. W centralnym punkcie tego miejsca stoi również drewniany dom dla ptaków.

    Kontakt do Pana Nepelskiego:
    505 435 611

  • Anna Faszczowa – animatorka chóru Angelus

    Anna Faszczowa – animatorka chóru Angelus

    Chór Angelus istnieje w naszej parafii od 15 października 2014 roku po to, by służyć śpiewem, głównie podczas liturgii Mszy świętej. Ten śpiew można usłyszeć podczas różnych nabożeństw w Horyńcu-Zdroju i w sanktuarium w Nowinach Horynieckich. Zdarzają się również koncerty (chór ma też sukcesy festiwalowe), ale zespół – animowany muzycznie przez dr Annę M. Faszczową – zdecydowanie bardziej woli służyć śpiewem na modlitwie.

    „Śpiewamy dla Boga, jesteśmy osobami wierzącymi, wierzymy w to, co robimy i w to, że nasza praca ma sens. Chcemy skierować myśli ku Bogu poprzez piękno śpiewu liturgicznego. W naszej służbie nie chodzi nam o to, aby wykonać „ładną piosenkę”, tylko aby przez dobre słowa – czyli słowa, które mówią o Bogu, o relacji człowieka do Boga, o tym, jak Bóg opiekuje się człowiekiem, pochyla się nad nim ze swoją łaską – pokazać człowiekowi kim jest, przez Kogo i do czego został stworzony oraz jaki jest jego cel.

    Chór koncentruje się na wykonywaniu muzyki sakralnej. Dlaczego dla was to takie ważne?

    Żyjemy w świecie, który w znacznym stopniu zapomniał, Kto go stworzył. Celem życia jest zbawienie, a jedyną drogą do zbawienia jest Chrystus i dlatego jest Go tak wiele w naszych pieśniach. To ważne, bo często zapominamy o duchowym wymiarze naszej rzeczywistości, o tym, że jesteśmy całością psycho-fizyczno-duchową. Można tu użyć porównania do jedzenia. Zazwyczaj dbamy o tym, co jemy, by pasowało to naszym wyobrażeniom smakowym, zaspokajało zmysły i napełniało żołądek. A przy tym często zapominamy, że nie chodzi tylko o to, by nam smakowało, ale by wyszło nam na zdrowie. Ważne jest to, co jemy, od tego zależy nasze zdrowie, samopoczucie. Tak samo ważne jest to, czym się karmimy, co „jemy” naszymi pozostałymi zmysłami, np. oglądając, słuchając, czytając. Dlatego tworzenie czegokolwiek, co jest nastawione na odbiór przez ludzi, powinno mieć na uwadze dobro odbiorców. Stąd w naszym chórze tak ważna jest świadomość, że swym śpiewem chcemy ludziom pomagać w modlitwie, w otwarciu się na Bożą rzeczywistość.”

    To nie jest tak, że to ja sama coś tworzę, bo przygotowuję i prowadzę zespół śpiewaczy. To nawet nie jest tak, że twórcą jest sam chór, gdy coś śpiewa. My w chórze tworzymy, ale słuchający nas ludzie, gdy odpowiadają na ten nasz śpiew zasłuchaniem, gdy włączają się i śpiewają z nami (lub przynajmniej próbują), również stają się twórcami. A nade wszystko twórcą jest tu Duch Święty, na którego działanie się otwieramy, gdy śpiewamy o Bogu.

    Nie zależy nam na udanych występach, tylko na animowaniu śpiewu, zachęcaniu do otwarcia się na Bożą rzeczywistość w nas i wokół nas. I to chyba działa… Największą dla nas satysfakcją jest to, że widzimy uśmiechy, zadumanie, łzy wzruszenia, widzimy i słyszymy, że ludzie włączają się w nasz śpiew, że dzielą się swoimi przeżyciami, opowiadając, jak ich dany utwór poruszył, zachęcił do modlitwy, do przebaczenia komuś, gdy proszą o obecność śpiewem podczas Mszy sprawowanej w ich intencji lub za ich bliskich, gdy chcą, abyśmy animowały śpiew w istotnych momentach ich życia, jak chrzest czy ślub.

    Czy jest różnica w śpiewaniu przy instrumencie? Wasz śpiew jest zazwyczaj a capella.

    Czasem śpiewamy przy akompaniamencie organów, gdy organiści znają śpiewane przez nas pieśni, czasem przy gitarze, gościnnie grali też z nami flecistka i saksofonista. Ale przede wszystkim używamy jako instrumentów własnych ciał. Pokutuje chyba wyobrażenie, że śpiew to kwestia mocnych strun głosowych. Ale to nie jest prawda. Śpiewając, musimy uruchomić całych siebie – ciało, duszę i psychikę. A przede wszystkim chcieć śpiewać.

    Najwięcej wysiłku kosztuje nauczenie się słuchania. Tak! Bo żeby dobrze śpiewać, najpierw trzeba usłyszeć melodię, przyjąć ją do siebie i się z nią zaprzyjaźnić, usłyszeć i zrozumieć słowa, żeby wiedzieć, co mam wyśpiewać, jaką treść wyrazić w melodii. To ważne, bo brak przygotowania na tym etapie sprawi, że odbiór utworu będzie całkiem inny niż powinien być. Nie można np. śpiewać o męce Pańskiej z taką beztroską, jakbyśmy w ogóle nie wiedzieli, o czym jest tekst, który wykonujemy, jak tragicznych i wielkich spraw dotyka. W tekst trzeba się wczuć. Ale czasem pomyłki wynikają z niefrasobliwości autora utworu. Klasycznym przykładem jest pieśń „Wielbić Pana chcę, radosną śpiewać pieśń” z melodią molową, smutną, często śpiewaną/graną rozwlekle. Kompletny brak kompatybilności słów z melodią.

    Wracając do naszych instrumentów śpiewaczych – kolejnym ważnym krokiem jest nauka oddychania. Bez dobrego oddechu nie ma dobrego śpiewania. Chodzi o to, by oddychać świadomie, by oddech nie był jedynie funkcją organizmu konieczną do przetrwania, ale napełniał nas tak, by przy wydechu nasz instrument mógł wykonać odpowiednio czysty, długi i mocny dźwięk. Od tego, jak nauczymy się posługiwać oddechem, zależy to, jak swobodnie i wydajnie będziemy śpiewać. Do tego potrzebna jest świadomość swego ciała, zrozumienie, jak zareaguje na zmianę temperatury, na inną postawę (czasem śpiewamy na stojąco, czasem, klęcząc czy siedząc), na zmęczenie, suche powietrze czy stres… Uczymy się też tego, jak zmiana rejestru (w uproszczeniu: przechodzenie między dźwiękami niskimi i wysokimi) wpływa na nasz dźwięk, jak można zmienić jakość dźwięku poprzez inny układ ust, uniesienie brwi czy zmarszczenie nosa, a nawet wyobrażenie sobie czegoś. Te tak ważne ćwiczenia to w sumie niezła zabawa.

     

    Inicjatorami stworzenia chóru w Horyńcu-Zdroju byli księża z parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. Proboszcz, o. Waldemar Czerwonka, zaprosił Panią Annę do współpracy, wspierał go w tym też o. Bogdan Klóska, który na początku był opiekunem duchownym zespołu. Pani Ania zaproponowała, że chór powinien mieć charakter diakonii czyli służby. Chodzi o to, by nie koncentrować się na występowaniu, ale na służbie. Różnica między chórem a diakonią, jak mówi Pani Faszczowa, jest w motywacji – „Czy ja śpiewam po to, aby się pokazać, czy aby służyć Bogu i ludziom (pomagając im śpiewem w modlitwie)?”

    W Angelusie jest obecnie kilkanaście kobiet, mężczyźni jeszcze się nie odważyli, ale wciąż są oczekiwani i mile widziani. Każda próba zaczyna się od kilku ćwiczeń oddechowych poprawiających sprawne wydobywanie dźwięków, pracę przepony. Są też ćwiczenia wspierające właściwą postawę ciała przy śpiewie. Ćwiczenia są bardzo przyjemne, a spotkania mają miłą i otwartą formę. Pani Ania, przyjmując nową osobę, weryfikuje ton głosu i dzieli wokalistów. W przypadku kobiet są to soprany i alty. Tenory i basy, czyli męskie głosy, są nadal poszukiwane :)) Panie, choć radzą sobie dobrze nawet w śpiewie czterogłosowym, mają nadzieję, że w końcu jacyś odważni mężczyźni dołączą do zespołu. W chórze ważne jest to, aby nauczyć się śpiewać wspólnie, nabrać spójnej barwy głosu i być świadomym sensu tego śpiewu. „Partie solowe też się zdarzają, mamy takie utwory. Jednak śpiewanie w chórze pozwala doświadczyć niesamowicie wspólnoty, jedności. To piękne, budujące i dające radość przeżycie!”

    „W momencie kiedy trzeba służyć, swoje indywidualne cechy przekuwamy na wspólne dobro, swoje talenty wkładamy do wspólnego koszyka. Wymaga to czasami rezygnacji ze swojej indywidualnej wizji utworu, interpretacji i poddania się prowadzącemu, co bywa bardzo trudne, zwłaszcza dla prowadzącego [śmiech]. Czasami z chęcią sama stanęłabym w sopranach, śpiewała swoją partię, bez tego ciężaru odpowiedzialności za całość. Poświęciłam się jednak prowadzeniu chóru, ktoś to musi robić i moja praca polega również na tym, aby wsłuchiwać się w śpiew innych, aby go na przykład korygować, opanować, pilnować partytury i dobierać słowa. Prowadzenie chóru to nie taka prosta sprawa, trzeba się wsłuchiwać nawet w nastrój emanujący ze słów wokalistów (akcent), bo czasami wystarczy inaczej ułożyć usta lub zmarszczyć brwi, aby dźwięk wprowadzał w utwór charakter radosny albo smutny. Śpiew we wspólnocie to niesamowite doświadczenie, do którego wszystkich gorąco w naszym zespole śpiewaczym zachęcamy.”

    Chór Angelus wykonuje pieśni tradycyjne i powstałe niedawno, korzystając z bogactwa polskich i zagranicznych twórców muzyki liturgicznej (chór już dwa razy organizował z parafią warsztaty muzyki liturgicznej prowadzone przez światowej sławy kompozytora pieśni sakralnych, Pawła Bębenka). Pani Ania sama też komponuje utwory dla Angelusa na użytek parafii w Horyńcu-Zdroju. Ostatnio powstała muzyka i harmonizacja na chór trzygłosowy do kilku wierszy Pani Marii Ostasz, naszej wspaniałej poetki z Nowin Horynieckich. „Pani Maria wątpiła, czy to się uda. Na początku, gdy zapytałam o zgodę na wykorzystanie jej tekstów, stwierdziła, iż jej wiersze są tak napisane, że trudno ułożyć do nich melodię. Okazało się, że rzeczywiście zrobienie z tych pięknych wierszy pieśni, które mogłyby potem być śpiewane w kościele nie było takie oczywiste, bo zazwyczaj poszczególne zwrotki nie miały takiej samej czy podobnej ilości sylab. Większość tekstów to świetny materiał na festiwal poezji śpiewanej. Ale udało się stworzyć kilka melodii w opracowaniu na trzy głosy do religijnych tekstów p. Marii i śpiewałyśmy je w Nowinach.”
    Podobnie jak z obrazem czy fotografią – tylko natchniony obraz działa na widza w zaplanowany przez artystę sposób. Ważny jest również przekaz, treść pieśni. Pani Anna dobiera utwory indywidualnie do każdej liturgii, aby uczestniczący w niej wierni nie tylko mieli kontakt z piękną melodią, ale przede wszystkim wchodzili w sens śpiewanych słów.

    „Wielką radością jest dla nas możliwość towarzyszenia przy chrztach, bierzmowaniu, czy na ślubach (coraz częściej nasz chór jest zapraszany także poza teren parafii, by służyć śpiewem na Mszach z udzielanym sakramentem ślubu). Szczytem całego roku naszej wytężonej i radosnej pracy jest czas Triduum Paschalnego, podczas którego animujemy śpiew w sercu naszej parafii – kościele parafialnym.”

    Obecnie w diakoni prowadzonej przez Panią Annę Faszczową jest 12 osób. Opiekunem duchowym jest Proboszcz, o. Waldemar Czerwonka. Zapisać się może każdy, kontaktując się z chórzystkami lub Panią Anią. Angelus spotyka się zazwyczaj w piątki o 18:00 w salce przy kościele zdrojowym w Horyńcu-Zdroju.

    Aktualne informacje można znaleźć na profilu facebookowym: https://www.facebook.com/angelus.horyniec/
    Telefon do Pani Anny M. Faszczowej: 603 275 381

  • Józef Furgała – poeta ludowy z Bożej łaski

    Józef Furgała – poeta ludowy z Bożej łaski

    Józef Furgała urodził się w 1938 r. wsi Antoniki koło Lubaczowa. Od kilkudziesięciu lat mieszka w Horyńcu-Zdroju. Zawodowo, jak to Pan Józef mówi, zajmował się m.in. rolnictwem, budowlanką, górnictwem, szkleniem okien,…, jak mówi, jedyne czego nie robił i nie potrafi to prowadzenie samochodu. W latach młodzieńczych grał również w orkiestrze dętej przy komendzie Hufca „Służba Polsce” w Lubaczowie. Od kilkudziesięciu lat mieszka w Horyńcu Zdroju. Twórczość poetycka to jego życiowa pasja.
    Józef Furgała jest autentycznym poetą ludowym obdarzonym samoistnym talentem. Ten dar przypłynął doń łaską z nieba. Pan Józef to człowiek wielkiej wiary, pisanie wierszy rozpoczął w późnym okresie życia, od nadzwyczajnego momentu – uzdrowienia go przez Matkę Boską z Nowin Horynieckich. Cud ten sprawił, iż zapragnął się Jej odwdzięczyć poświęcając Maryi i Bogu sporo wierszy i pieśni, które sam skomponował.

    Anna Serkis: Jak to się stało, że pan w wieku 64 lat zaczął pisać wiersze?
    Józef Furgała: To nie było twarde postanowienie, że od dzisiaj zaczynam. Po cudownym uzdrowieniu bardzo chciałem odwdzięczyć się za to Matce Bożej. Organizując jedną z pielgrzymek rozdawałem święte obrazki Matki Boskiej Horynieckich Zdrojów. Za uzbierane ofiary sfinansowałem zakup korony dla Matki Bożej Fatimskiej niesionej podczas horynieckich pielgrzymek z kościoła Parafialnego do Nowin. Nadal mnie coś jednak w sercu nurtowało aby robić więcej. Nagle pewnego dnia rano, czekając w pokoju na śniadanie, wziąłem leżącą obok kopertę i napisałem pierwszy wiersz („Cudowna woda”), tego dnia powstał też kolejny.

    CUDOWNA WODA

    Wodo Cudowna z Nowińskiej kaplicy
    Co wierni tobą obmywają lica
    Ty wiarę ubogacasz i wzrok im przywracasz
    Przez Matkę Bożą Horynieckich Zdrojów.

    Kiedyś dzieciaki krowy tu pasały
    Odmawiały różaniec i pieśni śpiewały
    Im Matka Boża się objawiła
    I o pokutę gorąco prosiła.

    A u podnóża niewielkiego wzgórza
    Wytrysnęło źródło i powstała struga
    Cudowna woda do dziś z niego płynie
    I uzdrawia wiernych w tej pięknej dolinie.

    Pisałem te wiersze bez poprawek, od razu cały wiersz jakbym to wszystko już wiedział, to było i jest nadzwyczajne. Później podczas wizyty w Nowinach Horynieckich przy kapliczce przyszło kolejne natchnienie. Mimo zdziwienia i krytyki ludzi pisałem nieprzerwanie. W 2002 roku miałem pierwszy benefis w Przemyślu, pozwolono mi wtedy zaprezentować wiele swoich wierszy. Tam zauważył mnie dyrektor Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej , również poeta, Mariusz Jerzy Olbromski, który pomógł mi wydać pierwszy zbiór swojej poezji „Wiersze Maryjne”.

    Pan Józef to horyniecki Nikifor, który swe utwory wysnuwa z wiary, z rodzinnej ziemi. Jego nauczycielem był trudny los polskiego chłopa, mimo wszystko Pan Józef potrafi zachować pozytywne nastawienie do życia i jest posiadaczem cnót jakimi są wiara, nadzieja i miłość. Jego twórczość jest niejednokrotnie zapisem wielu istotnych zdarzeń dla Polski i rodzinnych stron. Dzięki wierszom Pana Józefa poznajemy historię Ziemi Lubaczowskiej i Horynieckiej (np. prezentowany poniżej wiersz „Jedenasty września 1939). Swoją twórczość często poświęca Matce Bożej oraz Świętemu Janowi Pawłowi II. W 2009 roku, w ogólnopolskim Maryjnym Konkursie Poetyckim otrzymał II miejsce za wiersz „Matka Boża Łaskawa”.

    MATKA BOŻA ŁASKAWA
    Z Twoim Obrazem Matko Łaskawa
    Historia Polski także jest związana.
    Tyś we Lwowie w swym obrazie jaśniała
    Gdy magnateria Polskę Szwedom oddawała.

    Polskie regimenty pod wodzą Czarnieckiego
    Ruszyły odeprzeć wroga zamorskiego.
    Szlachta i chłopi szli na krwawy bój
    Których docenił Jan Kazimierz Król.

    I przed Twym Obrazem we Lwowie ślubował
    By polski chłop wreszcie na swoim pracował.
    Bo w obronie Ojczyzny przelewał on krew
    By wypędzić Szweda za morze gdzieś hen.

    Po wiekach i drugiej światowej wojnie
    Twój Obraz Matko został w Lubaczowie.
    Dziękujmy więc Bogu żeś Łaskawa z nami
    I obdarzasz nas wszystkich swoimi łaskami.

    Pan Józef jest również autorem wierszy o charakterze patriotycznym, w których wyraża miłość do ojczystej ziemi, otaczającej go przyrody, a także szacunek do Polaków poległych w walce o obronę naszego kraju. Poeta odznaczony został Krzyżem Czynu Zbrojnego za popularyzowanie i utrwalanie pamięci o ludziach i ich czynach w walce o niepodległość Polski podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu.

    Mariusz Olbromski: Jego wiersze przypominają rozsiane po Roztoczu kamienne rzeźby bruśnieńskie, nieco toporne i proste, a nie pozbawione uroku i artyzmu.

    Swoją twórczość Pan Józef prezentuje w sanatoriach horynieckich, w szkołach, bibliotekach i świetlicach oraz na spotkaniach poetów m.in. w Centrum Kulturalnym w Przemyślu. Swoją twórczością zasłużył sobie na miano „Żywego brylantu” nadane mu przez toruński Archipelag Inicjatyw. Wiersze czytane przez samego twórcę nabierają niezwykłej poetyckości i przenoszą w inny wymiar. Niezwykle warto posłuchać również natchnionych i wzruszających pieśni religijnych Pana Józefa w wykonaniu samego autora.

    DOROBEK POETYCKI JÓZEFA FURGAŁY
    ,Wiersze Maryjne” (2004 r.)
    ,Wiersze z Ziemi Lubaczowskiej” (2006r.)
    ,Pielgrzymowanie z poezją (2008r.)
    ,,Bajki i wiersze dla dzieci’” (2009r.)
    ,,Z perspektywy lat” (2010r.)
    ,,Droga Krzyżowa, Różaniec, Wiersze Maryjne” (2010r.)
    ,,Wiersze Horynieckiej Ziemi” (2012r.)
    „W hołdzie Świętemu Janowi Pawłowi II” (2016r.)
    W 2013 r. jego wiersze zostały zamieszczone w lubelskim Almanachu Poezji Religijnej „A Duch wieje kędy chce”, „W hołdzie Świętemu Janowi Pawłowi lI

    Kontakt do Pana Józefa Furgały:
    jozeffurgala @ interia.pl

    Drogi czytelniku, spocznij na chwilę i wczytaj się w natchnioną twórczość Józefa Furgały:

    JEDENASTY WRZEŚNIA 1939
    W Werchracie zatrzymał się pociąg
    Z Wojskiem Polskim,
    Wiozący zaopatrzenie dla żołnierzy
    stacjonujących w Rawie Ruskiej.

    Wagony załadowane
    bronią i żywnością.
    Wraz z wojskiem jechali
    uchodźcy z Zaolzia,
    którzy rozproszyli się
    po wschodniej rubieży.

    Wywiad niemiecki
    Wiedział o tym transporcie.
    Agenci jego byli również
    Na naszych terenach

    W trzecim dniu
    Od rozpoczęcia wojny,
    Bombowce najeźdźcy
    Dopędziły ten transport
    W Werchracie na stacji

    I zbombardowały
    Cały skład pociągu
    Sto dwadzieścia cztery osoby
    Zginęło.

    Nie znamy ich imion,
    Ani nazwisk,
    By można przywołać
    Ich do apelu.

    Zginęli chcąc bronić
    Ojczyzny-Polski.
    „Cześć ich pamięci”

    POWITANIE OJCA ŚWIĘTEGO
    Nasz Ojcze święty, wielki Pielgrzymie
    Witamy Ciebie w twojej ojczyźnie.
    Tyś pragnął bardzo spotkać się z nami
    Polski synami Polski córkami.

    Ty widzisz Ojcze że się źle dzieje
    Ty chcesz przywołać swoich rodaków.
    Żal ci narodów całego świata
    Ale najbardziej nas tu Polaków.

    Twoje nauki Twoje wołanie
    By w serca nasze zapadły.
    Polsko ta droga jest nie dla ciebie
    Wróć się do Boga, pomyśl o niebie.

    Ojcze nasz święty Matce oddany
    Tyś iskrą czasów jest obwołany.
    Wołaj do Boga o zmiłowanie
    Żeby oddalił od nas karanie.

    LOURDES
    Nie ma miejsca na ziemi
    gdzie nie dotarł by głos
    o Niepokalanej
    Ona Potężna Kosmosu Władczyni
    potwierdziła ludowi wiernemu
    swoje królowanie
    przez objawienia
    Jej Imię jest postrachem
    dla księcia ciemności
    co trzyma władzę
    i bogactwo świata
    ustępuje z lękiem
    przed słowem
    Niepokalana
    więc idźmy zwarci
    wpatrzeni w Maryję
    Ona jest matką
    i Nadzieją naszą
    amen

    GÓRA ŚWIĘTEJ ANNY
    Najwyższe wzniesienie na Śląskiej wyżynie,
    A poniżej w dolinie Ślęza rzeka płynie.
    Ta Góra była także Świętojańską zwana
    Przez Józefa Lompa w książce opisana.

    Święta Anna Samotrzecia to miejsce wybrała,
    Woły ciągnące wojenne łupy ona zatrzymała.
    Książę zrozumiał znak od Boga dany,
    Wybudował kościół tu dla Świętej Anny.

    Figura świętej Anny jako łup wojenny
    W kościele tym została jako dar dziękczynny.
    Od wieku osiemnastego jak tradycja ogłasza
    Pielgrzymującym łaski ta Święta uprasza.

    Powstańcy śląscy bitwę stoczyli,
    O Górę świętej Anny oni walczyli.
    Krwawą batalię powstańczą przegrali,
    Rozejm z Niemcami tam podpisali.

    Podczas wojny świętą Annę w ukryciu trzymali,
    By hitlerowscy żołnierze Ją nie zabrali.
    Po wojnie wróciła do swojej Macierzy,
    Bo naród śląski w swoją świętą wierzy.

    ALBERTIANA

    Inwalida czy kaleka
    to niesprawność dla człowieka.
    Który sercem i umysłem
    chciałby zostać mistrzem przyszłym.

    Człowiek z duszą oraz z sercem
    staje w wielkiej swej rozterce.
    Chciałby biegać w piłkę grać
    ale nie ma na czym stać.

    Inny patrzy okiem duszy
    litość nad nim serce kruszy.
    Ogarnięty ciągle mrokiem
    upływa mu rok za rokiem.

    Chwała Pani Annie Dymnej
    która wielkie serce ma.
    Że pomysłem swym stworzyła
    festiwal „Albertiana”

    Albertiana łączy ludzi
    którzy w swym nieszczęściu żyją.
    Dajmy uśmiech serce swoje
    by im lepiej z nami było.

    WSPOMNIENIA SPRZED PÓŁ WIEKU
    Dzisiaj rozpacza nad straconym czasem,
    Gdy orał zagon konikiem pod lasem.
    I czas tam jego się zatrzymał,
    Choć ktoś kartki z kalendarza zrywał.
    Myślał i marzył wpatrzony w przyrodę,
    Kiedy wreszcie zacznie golić swoją brodę.
    A w szkole uczyła pani piękna niby Anioł
    W marzeniach sennych tęsknił on za nią.
    Serce chłopięce waliło mu młotem,
    Trudno mu mówić teraz jeszcze o tym.
    Buzia z rumieńcem jak z krwią mleko,
    Nad czołem włosy podkręcone lekko.
    Uśmiech w siekaczach furteczkę otwierał,
    Bogaty w fantazję błogo czas przeżywał.
    Teraz już dziadkiem, z panią miał spotkanie
    Wciąż jest Pani piękna, rzekł na powitanie.

    WSPOMNIENIE Z DZIECIĘCYCH LAT
    Pamiętam wojnę, ucieczkę za San
    Matka lebiodą i szczawiem nas karmiła,
    By gromadka dzieciaków z głodu nie zginęła.
    Gdy wróciliśmy do domu, lecz była obawa,
    Banda UPA jeszcze wokół grasowała.
    W Lubaczowie żeśmy zamieszkali
    Radzieccy żołnierzy zupę nam dawali.
    Wróciliśmy do domu w Antonikach,
    Plony z pól obcy zebrali.
    Nie było co do garnka włożyć
    Tośmy głodowali.
    Mama by od śmierci głodowej nas ratować
    Po okolicznych wioskach żebrała.
    Od domu do domu chodziła
    O kromkę chleba prosiła.
    Gdy już po wojnie życie się unormowało,
    Ojciec dostał pracę lepiej nam się żyło.
    Dziewięcioro dzieci mama wychowała
    W tak trudnych czasach; – Bohaterką była.

    ROK 1944
    sześciolatkiem wtedy byłem
    Lecz pamiętam tamte czasy
    Gdy na bramie tato czytał
    „Za San Lasze to nie wasze”
    Czworo dzieci, siostra mała
    Która sześć tygodni miała
    Wziąwszy tobół z pierzynami
    Tak poszliśmy z sąsiadami
    Pociąg był załadowany
    Tato powiedział do mamy
    By na wagon wyłaziła,
    Dzieciaki ze sobą wzięła.
    Do Jarosławia pełni strachu
    Pojechaliśmy na dachu..
    Tak zaczęła się ucieczka
    Oraz nasza poniewierka.
    Ukraińcy i Polacy
    Razem święta świętowali,
    Razem żyli pracowali
    Żenili się i kochali.
    Gdzie ta miłość się podziała?
    Złość, nienawiść panowała
    łuny nocą pożar wielki,
    Kobiet, dzieci płacz i jęki.

    MOJA ZIEMIO
    Ziemio ty moja,
    Roztoczańska ziemio,
    uprawiałem cię i kochałem.
    By spocząć wygodnie w tobie
    przygotowałem katakumbę,
    z miejscem dla mojej
    towarzyszki.
    Spoczniemy tam po trudach życia
    Blisko siebie, nieomal przytuleni.
    A epitafium na płycie brzmi:
    A wiersze, które pisałem
    dla większej Boga i Matki chwały.
    Chciałbym je czytać w niebieskim mieście
    gdzie złoty dom i złote bramy’”.
    A ciebie Ziemio Roztoczańska
    Coś mnie karmiła i moje dzieci,
    będę cię sławił na wieki.

    MIASTO CIESZANÓW
    Tam gdzie Brusieńka swym nurtem płynie
    Po gruntach Nowego Sioła.
    Nad tym ruczajem Pan Cieszanowski
    Osadę Cieszanów zbudował.
    Król Zygmunt Trzeci Waza
    Prawa miejskie przyznaje,
    I Osada Cieszanów w swym rozkwicie
    Miastem zostaje.
    Mieszkańcy jego to rzemieślnicy
    Polacy, Rusini, Żydzi,
    Wierzenia swoje spełniali
    Do kościoła, cerkwi, synagogi uczęszczali.
    Lokalizacja Cieszanowa dobrze wybrana
    Przy szlaku Jarosław – Zamość.
    Raj mieli tutaj handlarze, kupcy
    Sprzedając swoje towary, produkty.
    Cieszanów miał swoje wzloty i upadki
    Był miastem, gminą, powiatem.
    Pierwsza Wojna Światowa zgliszcza zostawiła
    Druga zaś co odbudowano w ruinę puściła.
    Cieszanowscy patrioci razem się łączyli,
    Armię Krajową i partyzantkę utworzyli.
    Dywersję czyniono przeważnie w tartakach,
    By nie robili zrębów Niemcy w naszych lasach.
    Przed bandą UPA ucieczka za San,
    Palone wioski, łuny rozjaśniały noce.
    Ludność zniewolona modły zanosiła,
    By pożoga wojenna wreszcie się skończyła
    I wolności zabłysło światło
    Los dla Polaków nie byt łaskawy.
    Akowiec, partyzant, szedł do więzienia
    A żony i dzieci dalej płakały.

    TRUDY ŻYCIA
    Trudy życia to jest pestka
    Kiedy jeszcze jest czterdziestka.
    Serce zdrowe, puls pulsuje
    Werwę życia w sobie czuje.

    Lecz gdy piąty krzyżyk stuknie
    Tam coś łupnie, tam coś puknie.
    Gdy pól wieku już za sobą
    Wtedy problem jest z chorobą

    Tu coś pęknie tam wysiądzie
    Wzrok zmętnieje, błędnik zwieje.
    Trudno poznać przyjaciela
    No bo zaćma się udziela.

    Pęcherz puści, coś zawiedzie
    Z hemoroidem trudno siedzieć.
    A gdy jesteś już po kopie
    Do niczego żeś już chłopie.

    Gęba zmienia się w rzodkiewkę
    Gdy prostata ściśnie cewkę.
    Trzeba by do urologa
    Lęk ogarnia cię i trwoga.

    W głowie szum, w sercu pika
    Tyłek boli po zastrzykach.
    Astma oddech ci zapiera
    Suchy kaszel gardło zdziera.

    Szczęka z dziąsłem nie pasuje
    Klimakterium humor psuje.
    Całe kęsy łykać musisz
    Nie omal się nie udusisz.

    Głowa łysa w butach grzyb
    W stawach jeden wielki zgrzyt.
    Trudno chodzić po zakupy
    Jeszcze trudniej zrobić kupę.
    Tętno wali jak sto koni
    W uszach dzwon Zygmunta dzwoni.
    Albo ćwierka stado ptaków
    By zrozumieć trzeba znaków.

    W krzyżu młotem bólu gruchnie
    Papierosem z gęby cuchnie.
    Dysk wypadnie w kręgosłupie
    I na desce śpisz w chałupie.

    Czas wciąż kradnie coś z pamięci
    Reumatyzmem ciało kręci.
    Rwa kulszowa bólem zwija
    Nie poruszysz się bez kija.

    Człek się potknie, coś zakłuje
    Ze jest ramol, tak się czuje.
    Z trudem równowagę trzyma
    Ciemnieje mu przed oczyma.

    Nie wie co się wokół dzieje
    Czy do reszty nie zgłupieje?
    W głowie mętlik i nie wiedza
    Zapamiętać nic się nie da.

    Oprócz jednej rzeczy może
    Za rok będzie jeszcze gorzej.

  • Alicja Szymeczko – malarka, plastyczka

    Alicja Szymeczko – malarka, plastyczka

    Pani Alicja Od kilku lat jest już na emeryturze, dzięki temu w pełni może poświęcić się swojej pasji jaką jest malarstwo. Pani Ala z wykształcenia jest technikiem plastyki. Jakiś czas temu zajęła się z pasją szydełkowaniem i robieniem przeróżnych serwetek, później były kwiaty z papieru, a dokładniej krypiny. W końcu nadszedł czas kiedy Pani Alicja zabrała się za malowanie…

    Pół wypłaty na farby akrylowe i pędzle, podobrazia i inne dodatki i się udało. Pani Alicja zaczęła malować kwiaty, bo jak mówi, nie chciało jej się zakładać ogródka i martwić podlewaniem. W praktyce wyszło tak, że maluje, ale żywe także posadziła i je podlewa 🙂

    Pani Szymeczko inspiracji szuka w naturze, czasami w internecie z wielu zdjęć wybiera kilka kolorowych drzew czy motywów i wszystko składa w jedno na płótnie. Dzięki dużej wyobraźni wie jaki efekt chce osiągnąć jeszcze przed namalowaniem wszystkiego ale pozwala sobie również na improwizację. Pracownie zrobiła sobie w domu, w pokoju z wielkim oknem, to jej prywatny kącik w którym maluje niemalże codziennie. Na jej obrazach często pojawiają się kapliczka z Nowin Horynieckich, zalew lub ulubione kwiaty Pani Alicji – czerwone maki. Przez pewien czas malowała podkarpackie cerkwie lecz natura to jej ulubiona tematyka. Obrazy Pani Ali można kupić np. przy ulicy Sanatoryjnej, przy CRR KRUS.

    Kontakt do Pani Alicji Szymeczko:
    601 099 117

  • Elżbieta Kurus – malarka, kolorystka

    Elżbieta Kurus – malarka, kolorystka

    Pani Elżbieta Kurus to jedna z horynieckich malarek z powołania. Wychowana w atmosferze nasyconej sztuką, wśród obrazów i prac malarskich pradziadka Stanisława Jankowskiego i jego córek rysowała i malowała od dziecka. Ciocie widziały jej zdolności malarskie, a przez to odradzały szkołę plastyczną, gdyż jak mówiły, Pani Elżbiecie nie trzeba już szkoły, która potrafi w sztuczny sposób ukierunkować twórcę. Pani Ela malowała więc to co podpowiadała jej intuicja.

    Pani Ela jest kolorystką, posiada nadzwyczajną zdolność widzenia kolorów, które w rzeczywistości mienią się bardzo wieloma odcieniami i przenoszenia tego na płótno. Jej widziane z bliska obrazy ukazują szczególne bogactwo barw oddające w realny sposób piękno otaczającego nas świata. W jej dziełach pojawia się natura, krajobraz, zwierzęta oraz człowiek. Swoje prace prezentowała m.in. na Międzywojewódzkiej Wystawie Akwareli im. Mariana Strońskiego „Ściana Wschodnia” w Rzeszowie. Przez jakiś czas odłożyła swoją pasję na bok lecz teraz wraca z nowymi siłami.

    U Pani Eli można kupić obraz stworzony na zamówienie lub jedną z jej obecnych prac (sfotografowane są nie wszystkie jej dzieła).

    Kontakt do Pani Elżbiety Kurus:
    e-mail: elzbietakurus@wp.pl
    facebook: www.facebook.com/elzbieta.kurus.1

  • Maria Ostasz – poetka z Nowin Horynieckich

    Maria Ostasz – poetka z Nowin Horynieckich

    Pani Maria Ostasz to mieszkanka Nowin Horynieckich. Od dziecka miała talent i pasję do tworzenia wierszy i wierszyków. Żyła i pracowała na wsi, zajmowała się siedmiorgiem dzieci, a intensywną twórczość pisarską rozpoczęła gdy jej mąż poważnie się rozchorował i niesamowicie cierpiał z powodu bólu. Wtedy to powstał pierwszy wiersz z tomiku jej poezji – „Jak ja Ci to powiem”.

    Pani Ostasz zauważa rzeczy, których zabiegany człowiek może nie dostrzegać stąd bardzo warto przeczytać jej wiersze, które skłaniają do refleksji.

    Wiersze Pani Marii opowiadają o życiu, o wielu ciężkich momentach, które przeżyła, o próbach radzenia sobie z nimi, o mężu, dzieciach, Nowinach Horynieckich i mieszczącej się tam kapliczce Matki Bożej Nowińskiej, o zachwycie otaczającą przyrodą… Poetka stara się uchwycić uciekający czas, wyrazić wielką miłość do ziemi, Boga i ludzi. Niesie tym samym wartościowe przesłanie oparte m.in. na pokorze i wdzięczności wobec Boga.

    We wstępie do Jej tomiku wierszy Państwo Krystyna i Antoni Palińscy piszą:

    Każdy artysta: poeta, muzyk, malarz, rzeźbiarz, architekt poprzez swoją twórczość głosi prawdę o otaczającym go świecie i jego prawach. On, dzięki darowi Boga, dzięki nadzwyczajnej wrażliwości, przepuszcza te prawdy o życiu i świecie poprzez pryzmat swego talentu i pozwala nam zobaczyć to, czego sami nie dostrzegamy lub nie potrafimy sobie wyobrazić, uzmysłowić.

    A co przekazuje nam Pani Maria Ostasz w swoich wierszach? Jej credo życiowe to postępować zgodnie z zasadami Dekalogu, kochać Boga, szanować rodzinę, wypełniać swoje obowiązki, jak Bóg przykazał

    Wiersze Pani Mari Ostasz zostały kilkukrotnie wyróżnione m.in. na międzynarodowym konkursie poetów ludowych „Wrzeciono” (laureatka w 1995 i nagroda główna w 1996 roku) w Nowej Sarzynie. Ponadto Pani Ostasz prezentuje swoje wiersze na wieczorkach poetyckich, dorocznych spotkaniach poetów organizowanych przez Centrum Kulturalne w Przemyślu. Jej twórczość była publikowana m.in. w stalowowolskim tygodniku „Sztafeta”.

    Poniżej prezentujemy kilka wierszy Pani Marii, które dzięki dobrym ludziom, którzy docenili jej twórczość zostały wydane w formie zbioru poezji pt. ” Wiersze”:

    Wioseczka mała

    Rozsławiłabym cię na cały świat
    Wioseczko moja mała
    I gdybym umiała

    Pracowałabym z całych sił
    Gdyby się cofnęły lata
    Byś była bogata

    Pragnęłabym by wróciły lata świetności
    Cofnęłabym uciekający czas
    Z miłości

    Ale wiem że czasu nie odwrócę
    I nie wróci chwała
    Ale ciebie kocham jaka jesteś
    Wioseczko moja mała

    ***

    Cudowne miejsce

    Jest takie miejsce na skraju Roztocza
    Leśna kapliczka, cudowna woda w studzience
    Gdzie cała przyroda wokoło
    Oddaje cześć Najświętszej Panience

    Tutaj w modlitewnym pokłonie
    Na polach kołyszą się w zbożach odrobinki chleba
    Kwiaty i zioła wokoło
    Zanoszą modły do nieba

    Litanię nieustanną
    Szepczą wody w licznych strumykach
    A gałęzie drzew i liście
    Radośnie szumią ,,Magnificat”

    Godzinki o wschodzie słońca
    Zaczyna ptasie granie
    Wśród lasów stojącej
    Matce Najświętszej na leśnej polanie

    Słońce zachodzące swymi promieniami
    Odmawia nowennę kiedy dzień mija
    Zachwycone cudownym miejscem
    Szepcze ,,Tota pulchra est Maryja”

    Księżyc gdy zejdzie nocą
    Oczarowany ciszą i spokojem
    I tym cudownym miejscem na polanie
    Zaczyna Matko dla Ciebie nocne czuwanie

    Swoje różańcowe zdrowaśki wieje
    Wiatr kiedy Roztocze mija
    I lecąc gdzieś dalej w Polskę
    Śpiewa ,,Zdrowaś Maryja”

    Wszystko tutaj śpiewa
    W całej otaczającej przyrodzie
    Tobie Matko Boża z leśnej kapliczki
    Stojącej na wodzie

    ***

    Starość III

    Dałam ogłoszenie w gazecie
    Zjeździłam Polski połowę
    Lecz nie moge do siebie dokupić
    Części zapasowych

    Może gdzieś jest taki sklep
    Lecz go nie widziałam
    A wszystko tylko przez to
    Że okularów zapomniałam

    Już kopę lat żyje
    I zmagam się jak każdy z dolą złą
    I chyba dlatego oczy
    Zachodzą już mgłą

    Tyle dźwigałam na plecach
    A w ręku różne teczki
    A teraz trzeba już zaczynać chodzić
    Przy pomocy laseczki

    W nocy w kościach strzyka
    Jakby było więcej kości
    A wszystko tylko dlatego
    Ze to skutki starości

    ***

    Twoja miłość

    Miłość przyszła jesienią
    Rozświetlona blaskiem neonu kina
    Miłość jaka w życiu się zdarza
    A jednak to była twoja więc inna

    Wiatr w pustych gałęziach
    Gra o tym melodię
    Krok na śniegu pisze o tym wiersze
    Ale ty kochasz najgoręcej jak umiesz
    Bo po raz pierwszy

    Księżyc gdzieś za chmurą skrył swą romantyczność
    A Tobie się zdaje że Twoje uczucie już trwa całą wieczność
    I choć ta miłość jest czysta i biała
    I tak krucha jak śnieżynka co z nieba leciała

    Ale Ty wierzysz w otaczający cię świat
    Bo masz swoje osiemnaście lat
    I choć kwiaty przyniósł Ci na szybie mróz
    Ale Ty w nią wierzysz i kochasz i już

    Może zima z śniegiem i mrozem
    Ściśnie ta miłość w okowach
    A Ty nie będziesz musiała już dalej gonić
    I w tej miłości się schowasz

    I podmuch zimnego wiatru
    Napawa Cię drżeniem
    Może te swoje wszystkie marzenia
    Ukryjesz pod tej miłości ramieniem

    ***

    Jak ja Ci to powiem

    Jak ja Ci to powiem
    Żejuż odchodzisz
    Taki malutki skulony
    Że drzewa już Ci kwitnąć nie będą
    Ani zielenić się zagony

    Jak ja Ci powiem że w Twoim życiu
    Być może wiosna i lato już nie nastanie
    A ta ławeczka stojąca przed domem
    Na zawsze pusta zostanie

    Jak ja Ci powiem, że dni chociaż tak przykrych
    Niewiele Ci zostało
    A może u Boga uproszę tą łaskę
    Aby odejście bardzo Cię nie bolało

    Jak ja Ci powiem że jak zły prorok
    Z Twoim przeznaczeniem jestem w zmowie
    A może sama udźwignę tą tajemnicę
    I nic Ci nie powiem

    Fragment naszej rozmowy po przeczytani wzruszającego bardzo wiersza „Jak ja Ci to powiem”, który zapoczątkował bogatą twórczość Pani Marii:

    Anna Serkis: Czy Pani wiedziała o tym, że Pani po Pani męża przyszła śmierć?
    Maria Ostasz: Tak, wiedziałam.
    A. Serkis: Powiedziała mu Pani o tym?
    M. Ostasz: Nie, nie powiedziałam..

    ***

    Żona pijaka

    Nie tobie żono pijaka
    poezja, muzyka kwiaty
    Za stracone życie
    już otrzymałaś zapłatę

    Przecież nigdy nie opowiesz nikomu
    ile razy byłaś bita, gwałcona
    Bo Tobie prawo odebrało życie
    Pijaka żona

    Bo przecież dla ludzi byłaś
    Zawsze niczym, nijaka
    Kto by się tobą zajmował
    Żono pijaka

    I tak codziennie ciężko
    A nieraz i w nocy Tyś pracowała
    By wykarmić i wychować te dzieci
    Co Bozia co roku dawała

    I jak wychować te gromadkę dzieci
    I dać im choć trochę miłości
    Bo ojciec bywa ciągle pijany
    Albo bieleje ze złości

    I tyle w Twym życiu cierpień
    łez, krzyku butelek
    nocy nieprzespanych
    Mój Boże kochany
    I wśród codziennych zmagań
    i kłopotów tak wielu
    uczepić się nitki pajęczej
    by dotrzeć do celu

    Najtrudniejsze bywają noce
    Gdy zmęczenie i sen oczy morzy
    A ty czekasz i nie wiesz
    Czy się położysz

    I chociaż dochód rodzinny
    Jak grzmot w butelkę trzasnął
    Jak wytłumaczyć dziecku w kołysce
    Cicho tato zasnął

    Już świta, pora wstawać
    On wreszcie się położył
    A ty stoisz gdzieś w kącie zmarznięta
    I chwalisz Tego co ucieczkę stworzył

    Za ciężką, trudna pracę
    Choć całe życie ciągle w biegu
    A nocą zamiast odpoczynku
    Bose ślady na śniegu

    W trudnych chwilach byłaś sama
    Zapadła decyzja taka – nie inna
    a on potem krzyczał
    Tyś wszystkiemu winna

    I choć się starałaś i w cierpieniu
    Gdy choroba Twa głowę chyliła
    A przez życie było
    Że tylko źle robiłaś

    I chociaż plecy się chylą
    I głowa już biała
    A Ty sobie się dziwisz – skąd wzięłaś tę siłę
    Żeś to wytrzymała

    I chociaż życie tak ciężkie się kończy
    Zostało tak dni już niewiele
    I komu to wszystko opowiesz
    Chyba Bogu w kościele

    A miało być przecież inaczej
    W to wszystko tak trudno uwierzyć
    I aby to życie zrozumieć
    Trzeba samemu to przeżyć

  • Andrzej Serkis – cieśla

    Andrzej Serkis – cieśla

    Pan Andrzej Serkis już w wieku 12 lat zaczął uczyć się obróbki drewna i pracy z narzędziami stolarskimi. Jego mieszkający po sąsiedzku stryjek wprowadził go w tą umiejętność. Pan Andrzej mógł dzięki niemu nauczyć się jak tworzyć i naprawiać i samemu robić drewniane koła, meble, okna, beczki i wiele innych różności. Stryjek posiadał w swojej stolarni tokarnię, heblarkę, piłę, strugi i inne narzędzia. Pan Andrzej później mógł rozwijać swoje zainteresowania w szkole podstawowej. Pan Pana Janusz Burek, uczył na lekcjach techniki jak wykonać np. drewniane skrzypce czy karmniki dla ptaków.

    W latach młodzieńczych Pana Andrzeja nie było internetu więc dzieci często wybierały szkoły średnie z polecania. Pan Andrzej ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową na kierunku Górnictwo. Kolejno pracował w zawodzie a po roku przyjęty został do wojska. Losy życiowe potoczyły się tak, że Pan Andrzej po wojsku rozpoczął pracę w budownictwie. Tam również przydały się i doceniane były jego umiejętności stolarskie. Gdy poznał swoją żonę wrócił do Horyńca-Zdroju pracował m.in. w kopalni siarki w Baszni Dolnej.

    Siła pasji jest zawsze mocna, Pan Andrzej sam zrobił sobie heblarkę i stół stolarski. Zbierał kolejne narzędzia i wykonywał drobne lub większe prace stolarskie do domu. Ławki, huśtawki dla dzieci, boazerię, która kiedyś była często stosowana, krzesła czy taborety. Wielkim wyzwaniem okazała się stara, zabytkowa bryczka, której elementy drewniane Pan Serkis zbudował od podstaw i osadził na metalowym „stelażu”. Sklejkę na błotniki giął sam korzystając z przydomowego asortymentu (parnika, w którym gotowane ziemniaki wytwarzały odpowiednio gorąca parę), liczył się pomysł i dobry efekt finalny. Tą bryczkę mogło podziwiać w Horyńcu przez jakiś czas sporo osób z ulicy Myśliwskiej gdzie Pan Andrzej mieszka. Cieśla wykonał też dla siebie duże sanie, którymi zimą nadal można wybrać się na kulig oraz w całości drewniany wóz.

    U Pana Andrzeja można zobaczyć jak wyglądają drewniane heble, strugi, frezarki ręczne, znacznik stolarski i inne zabytkowe już narzędzia stolarskie.

    Gdyby ktoś był zainteresowany zamówieniem u Pana Andrzeja drewnianego mebla, ogrodowej huśtawki lub altany czy nawet drewnianego dachu jest to zapewne możliwe.
    Kontakt do Pana Andrzeja: 697 484 195

  • Marian Zubrzycki – pasjonat kolejnictwa, malarstwa i rysunku

    Marian Zubrzycki – pasjonat kolejnictwa, malarstwa i rysunku

    Pan Marian Zubrzycki – z wykształcenia technik kolei, emerytowany dyżurny, działacz związku NSZZ Solidarność na kolei – uwielbia szkicowanie i malowanie. Rysunek i malarstwo są jego pasją już od okresu dzieciństwa. Najpierw były to szkice ołówkiem i kredkami w szkole. Pan Marian chciał rozwijać swoje zdolności w Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu, jednak nie został przyjęty. Potem zaczął pracować, założył rodzinę. I ze względu na brak czasu nie miał możliwości realizowania swojej pasji. Jednak nawet wówczas zdarzało mu się szkicować, np. portret swojej żony. W latach 90 – tych pan Marian wyjechał wraz z rodziną z Horyńca-Zdroju na Śląsk, ale Roztocze zawsze gościło w jego sercu, wspominał piękne krajobrazy, pałace i cerkiewki. To wszystko czego nie mógł oglądać na co dzień, czego nie mógł dotknąć, podziwiać w realu, przenosił z fotografii na płótno. Z tej tęsknoty zrodziły się obrazy przedstawiające piękne pejzaże i architekturę Horyńca-Zdroju takie jak Pałac Ponińskich, Teatr Dworski, Kościół Zdrojowy oraz wyjątkowe miejsca należące do tej gminy, m.in. mieszczące się w Nowinach Horynieckich kapliczkę Św. Jana Nepomucena, leśną kapliczkę na wodzie, cerkiew w Radrużu, szynobus na linii Horyniec – Werchrata. Na jednym z obrazów uwidocznił starą chałupę krytą strzechą, znajdującą się w Wólce Horynieckiej. Jako pracownik kolei i miłośnik Roztocza połączył swoje dwie pasje w jedno malując wiele obrazów przedstawiających mknące parowozy po liniach kolejowych Roztocza. Namalował m.in. obraz przedstawiający pociąg osobowy ciągniony parowozem, jadący z Dziewięcierza do Horyńca i przecinający drogę z Horyńca do Nowin Horynieckich przy tzw. „Krzyżu przy Jeleniu”. Na innym obrazie przedstawił parowóz z pociągiem osobowym na przystanku w Baszni.

    Pan Marian chciałby aby kiedyś następne pokolenia oglądając jego obrazy zobaczyły piękno starej kolei na Roztoczu. W swoim dorobku malarskim Pan Marian posiada lub rozdał znajomym i przyjaciołom obrazy przedstawiające nie tylko pejzaże, obiekty sakralne, budowle, ale także portrety, szkice, krajobrazy górskie, zwierzęta i kwiaty. Inspiracją są dla niego również dzieła wielkich mistrzów malarstwa, dlatego też wykonuje kopie obrazów, m.in. obrazu „Krzyk”namalowanego przez Edvarda Muncha.

    Malowanie obrazów jest da Pana Mariana odskocznią od życia codziennego. Gdy maluje skupia się na tym, co chce pokazać w danym obrazie, co chce wyrazić w zachodzie słońca czy roześmianej buzi dziecka na portrecie. Jak mówi, dla fana piłkarskiego ważna jest wygrana drużyny, dla niego zaś najważniejsze jest to, aby podczas tworzenia obrazu wyciszyć się, zrelaksować się. Twórcy zależy także na tym by ktoś kto zobaczy jego dzieło, podziwiał je i by ocalić od zapomnienia pewne przemijające zjawiska czy zabytkowe miejsca i maszyny (parowozy).

  • Przemysław Zaremba – pisze ikony i zajmuje się miodem

    Przemysław Zaremba – pisze ikony i zajmuje się miodem

    Z Panem Przemkiem rozmowa na temat ikon może trwać godzinami. Tak wiele jest nadzwyczajnych informacji o technice ich tworzenia, iż aby się tego fachu nauczyć konieczne jest przejście profesjonalnego szkolenia i poznanie Kanonu. Pan Zaremba uczył się tworzenia ikon 5 miesięcy od Jezuitów w pracowni Stowarzyszenia Ecclesia w Krakowie, najstarszej i działającej nieprzerwanie szkole pisania ikon w Polsce. Ukończył trzy kierunki studiów: Historie na UMCS w Lublinie, Stosunki Międzynarodowe i Nowoczesne Rolnictwo na Uniwersytecie Przyrodniczym również w Lublinie.

    A skąd przyszła do Pana Przemka pasja tworzenia ikon?

    Pasja tworzenia ikon po prostu przyszła do mnie z Góry.
    potem należałem do wspólnoty charyzmatycznej Najświętszego Imienia Jezus z Lublina. Dlatego m.in., że oni zajmowali się różnymi aktywnościami. Np. zajmowali się tzw. tańcami Izraela, jak również organizowali spotkania adwentowe z Ikoną (prowadzone przez prof. Karola Klauzę).

    Aby przybliżyć zainteresowanie Pana Przemka warto dodać kilka informacji o samych ikonach.

    Nazwa „ikona” wywodzi się z greckiego słowa „eikon”, czyli „obraz” jako wytwór ludzkiej twórczości, w którym człowiek usiłuje ukazać rzeczywistość świata niewidzialnego poprzez znaki widzialne.
    Źródło: „Ikona okno ku wieczności” Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia

    Ikona dawniej odnosiła się do figuralnego przedstawienia wizerunku Chrystusa, Najświętszej Mari Panny lub świętych ukazanych w dowolnej technice twórczej (np. rzeźbie czy malarstwie). Obecnie określenie „ikona” zostało zawężone do malarstwa temperowego lub enkaustycznego na desce, które miało za cel przedstawienie postaci boskich i świętych.

    Ta sztuka sakralna ma swój początek w basenie Morza Śródziemnego. Bizantyński styl pisania ikon kontynuuje tradycje Cesarstwa Rzymskiego. Starożytne miasto greckie Bizancjum przerodziło się w 330r. w stolice nowego cesarstwa czyli Konstantynopol (obecnie Stambuł). W 313 r cesarz Konstantyn ustanowił tam chrześcijaństwo religią państwową. W malarstwie wczesnochrześcijańskim rozwinął się język symboli wyrażający treści Pisma Świętego. Należy też z całą stanowczością przypominać, że ikona należy do spuścizny całego świata chrześcijańskiego bez podziału na wschód i zachód dlatego, że jej kanon powstawał przed tzw. Wielką Schizmą z XI wieku dzielącą chrześcijan na wschodnich i zachodnich.

    Wpływy sztuki bizantyjskiej rozciągały się na Rosję (która przyjęła chrześcijaństwo w X wieku) i osiągnęły kulminację w arcydziełach rosyjskiego mnicha Andrieja Rublowa.
    Źródło: „Technika malowania ikon” Guillem Ramos-Poqui

    Charakterystyczną formą sakralnej sztuki kościołów wschodnich jest komponowanie ikon w ikonostas czyli drewniany ekran z ikonami z centralnie usytuowanymi drzwiami (cesarskimi wrotami). Ikonostas oddziela w cerkwi nawę od sanktuarium.

    Najstarsze zachowane ikony datowane są na VI w. i stworzone zostały w technice enkaustycznej (na spoiwie z gorącego wosku).

    Od wieków ikony powstają w zaciszu monastyrów. Poszczególne etapy pracy wykonywali w zespole członkowie wspólnoty religijnej, kontynuując tradycje danej szkoły pod kierunkiem mistrza.
    Źródło: „Ikona okno ku wieczności” Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia

    Jak przebiega praca nad stworzeniem ikony.

    Od Pana Przemka dowiadujemy się rzeczy bardzo istotnej, z tego co mówi niezbędnej przy tworzeniu jego i wszystkich innych ikon. Łaska to element konieczny do tego aby wyczuć jak opisać symbolami, kolorem i bryłą boski wizerunek lub przekaz. Modlitwa przywołuje pewien nadzwyczajny stan umysłu, niezbędną świadomość, wiedzę i jak się możemy dowiedzieć od Pana Przemka również umiejętności malarskie, gdyż jak mówi, on zdolności plastycznych nie ma i nigdy nie posiadał (co patrząc na jego ikony jest zupełnie nie pojęte gdyż są one na prawdę piękne).

    Ikona ma być powrotem do rajskiego świata stąd do odpowiedniego zapisu informacji na ikonie kanonicznej, jaką zajmuje się Pan Przemek konieczna jest znajomość Kanonu ikonografii. Kanon opisuje m.in. kolorystykę, perspektywę i inskrypcje. Jak Pan Przemek sugeruje,w poznawaniu świata boskiego niezwykle przydatna jest również znajomość greki lub języka starocerkiewnosłowiańskiego.

    Chcąc stworzyć ikonę potrzebna jest deska, którą należy pokryć materiałem, a kolejno specjalnym klejem stworzonym z m.in. zwierzęcej tkanki kostnej lub skórnej (np. żelatyna). Następnie nakładanych jest kilka, a nawet kilkanaście warstw gruntu (tradycyjnie 12) na bazie kredy. Bardzo delikatną techniką jest nanoszenie specjalnym pędzlem warstw kutego złota. Ikony malowane są temperą na bazie jajka, czyli mieszaniną żółtka, wody i pigmentów. To wszystko Pan Przemek wykonuje samodzielnie. Nie wskazane jest malowanie kolorem czarnym, a kolory nanoszone są od najciemniejszego do najjaśniejszego. Końcowym etapem jest rozświetlanie za pomocą białych, krzyżujących się często kresek. W malowaniu ikon można również wykonać tzw. laserunek czyli nałożenie na wybrane elementy bardzo rozcieńczonej, półprzeźroczystej lub transparentnej farby aby lekko zmienić odcień pierwotnego koloru.

    Obecnie Pan Przemek pracuje nad ukończeniem i wydaniem drukiem książki o Ikonach na przykładzie wykonanej przez niego Ikony św. Zbigniewa Strzałkowskiego i św. Michała Tomaszka znajdującej się w kaplicy klasztoru franciszkanów w Horyńcu-Zdroju.

    Inną pasją Pan Przemka Zaremby jest pszczelarstwo. Rozpoczęcie pracy z pszczołami zaczęło się od chęci przełamania przed nimi strachu.

    Pszczołami zajmował się mój dziadek.
    Potem pszczoły same zaczęły się osiedlać w opuszczonych ulach po pasiece dziadka.I nie miał się kto nimi zająć więc zająłem się nimi sam. To było w liceum, potem były studia i 3 kierunki na raz, a w czerwcu trzeba być w pasiece bo to czas rójek więc musiałem zrezygnować z pszczół bo to był także czas (czerwiec) sesji na studiach. Potem gdy wróciłem ze studiów ponownie zająłem się pszczołami i tak do tej pory. Na początku wszystkie zarobione pieniądze wkładałem w ule i sprzęt, dopiero od niedawna zacząłem mieć z tej pasji jakieś zyski. Miód z mojej pasieki wygrywa z innymi po przez wysoką jakość.

    Pszczół tak w ogóle to się bałem więc chciałem przełamać lęk i się nimi zająłem aby to zmienić. Okazało się że trzeba się po prostu opanować, uspokoić i mięć wiedzę.

  • Leszek Kłysewicz – ażurowe pisanki

    Leszek Kłysewicz – ażurowe pisanki

    Pan Leszek Kłysewicz z wykształcenia jest fizjoterapeutą. Około 45 lat wcześniej w telewizji podpatrzył piękne kroszonki czyli farbowane i drapane pisanki robione ręcznie. Do pracy nad kroszonkami Pan Leszek opracował sobie własną technikę, złamaną igłą od maszyny drapał jaja „pod włos”. Mimo tego, iż na początku więcej jajek zjadał niż prezentował jego pasja nie zmalała.

    Mniej więcej 7 lat temu zainteresował się inną techniką zdobienia jaj. Ażurowe jaja, które wykonuje do teraz powstawały na początku przy użyciu małej szlifierki. Perfekcję udało się osiągnąć jednak dopiero później gdy dzięki uprzejmości pewnego dentysty z Tomaszowa Lubelskiego Pan Leszek mógł rozpocząć pracę na wosokoobrotowym sprzęcie dentystycznym z wiertłami gwarantującymi dużo większą precyzję przy pracy.

    Pracuje na jajach kurzych, gęsich, perliczych i strusich, z których tworzy nie tylko wielkanocne pisanki ale również piękne szkatułki, miseczki czy podświetlane ozdoby.

    Ta pasja jest dla Pana Leszka wielką przyjemnością, a dzięki stronie internetowej (www.drapaczjaj.pl), którą stworzyli jego synowie wszyscy mogą podziwiać jego prace.

    Kontakt do Pana Leszka Kłysewicza:
    telefon: 666 613 701

  • Bernatka Trubas – kwiaty z bibuły, dekoracje, szycie

    Bernatka Trubas – kwiaty z bibuły, dekoracje, szycie

    Pani Bernatka Trubas od lat dziecięcych tworzyła coś z niczego. Jej tato zajmował się stolarką. Kwiaty z bibuły, które robi Pani Bernatka są bardzo dokładnie i estetycznie wykonane, szczególnie pracochłonne i wymagające talentu są zawijane krawędzie płatków i liści. Oprócz bibułowych różyczek czy „gwiazd betlejemskich” można u Pani Bernatki znaleźć wiele ozdób, poduszek czy nawet mebli, które sama wykonuje, zmienia i ozdabia. Pani Bernatka kiedy tylko widzi taką możliwość wykorzystuje do swoich dekoracji produkty, które wielu z nas wyrzuca. Dzięki jej wyobraźni i kreatywności nabierają one nowego znaczenia. Tworzenie czegoś z niczego sprawia twórczyni dużą radość i niejednokrotnie zaskakuje materiałem, z którego wykonany jest przedmiot, jak na przykład okrągłe lustra ozdobione aureolą drewnianych patyczków, wykończonych złotą farbą.

    Równie piękne są srebrne i złote żywe dynie, miseczki czy kraciaste poduchy. Pani Bernatka wykonuje również świąteczne stroiki i inne dekoracje. Każda rzecz z pod jej dłoni jest bardzo precyzyjnie wykonana i na prawdę nie droga jak na ilość pracy, którą trzeba poświęcić na wykonanie trwałych i pięknych ozdób.

  • Andrzej Faszczowy –  malarstwo jako hobby

    Andrzej Faszczowy – malarstwo jako hobby

    Pan Andrzej z wykształcenia i zawodu jest mechanikiem lecz jego drugą pasją twórczą jest malarstwo olejne, na które od kilku lat Pan Andrzej poświęca prawie codziennie trochę czasu. Malarstwo to sposób na relaks i wyciszenie się. Pan Andrzej maluje z natchnienia i na prośbę swoich bliskich. Większość obrazów podarował swojej rodzinie.

    W młodości, gdy Pan Andrzej pracował już jako mechanik zajechał do jego warsztatu dawny nauczyciel plastyki i techniki – Pan Janusz Burek. Pan Janusz jak przyuważył prace malarskie Pana Andrzeja zachęcił go do rozwoju swojej pasji i przekazał kilka ważnych wskazówek, na które warto zwracać uwagę. Pochwała zdolności dodała Panu Andrzejowi skrzydeł dzięki czemu nie porzucił malarstwa tylko tworzył dalej.

  • Renata Polczak – malarstwo i rękodzieło

    Renata Polczak – malarstwo i rękodzieło

    Pani Renata Polczak od wielu lat zajmuje się malarstwem akrylowym i olejnym, swoje dzieła tworzy w domu. Ta artystka swój talent zaczęła rozwijać za namową znajomych, którzy zachwycili się jednym z jej obrazów. Pani Renata jest samoukiem, jej przygoda ze sztuką tak na dobre rozpoczęła się w momencie podjęcia pracy w Galerii Sztuki w Lubaczowie. Obecnie maluje na płótnie, desce, drewnianych łyżkach, szkle, gipsie, od około dziesięciu lat w czasie wielkanocnym na jajkach, tworzy piękne „pisanki-malowanki”, a zimą bombki na choinkę. Obecnie wystawia swoje prace w Galerii Sztuki w Lubaczowie, uczestniczy w wielu kiermaszach twórczości ludowej, m.in. w Jarosławiu, Pruchniku, Rzeszowie, Kolbuszowej, Bełżcu, Baszni Dolnej. Brała udział w konkursach w Jaśle w 2009 roku, w Przeglądzie Plastyki Nieprofesjonalnej w Przemyślu (w latach 2011 i 2012). Jest autorką rysunków do albumu o Baszni Dolnej, okładki i ilustracji do dwóch tomików poezji pani Józefy Kornagi z Lubaczowa.

    Prace artystki znalazły swoich właścicieli w Polsce oraz za granicą. Pani Renata potrafi również tworzyć piękne witraże czego nauczyła się w Centrum Dziedzictwa Szkła w Krośnie, pasjonuje się także malarstwem na tkaninie, należy do Stowarzyszenia Twórców Sztuki Ziemi Lubaczowskiej.

    Kontakt do Reni:
    Facebook: Reni-Art Reni-Art

  • Józef Szawłoga – rzeźba to jego ogromna pasja

    Józef Szawłoga – rzeźba to jego ogromna pasja

    Pan Józef Szawłoga, znany również jako „Miszczo” mieszka na Wólce Horynieckiej. Przez większość swojego życia pracował przy wycince lasu. Często wspomina ryzykowną pracę i to jak jeździli z wielkim sprzętem po drzewo przy siedzibie Hitlera, gdzie w każdym momencie można było natrafić na minę. Pan Józef został wyróżniony w pracy jako pomysłodawca sprzętu umożliwiającego zakładanie resorów na wagonach, za co otrzymał Świadectwo Racjonalizatorskie.

    Rzeźby nauczył się sam. W swoich dziełach łączy czasami różne rzemiosła, np. metaloplastykę z rzeźbą. Głównym motywem występujących na jego dziełach są liście dębu, szyszki, zwierzyna leśna. Często swoimi płaskorzeźbami dekorował lustra i tworzył całe zegary. Brał udział w wystawach prezentujących twórczość ludzi z pasją tworzenia. Na ścianach Pana Szawłogi wisi również sporo fotografii i kilka dyplomów oprawionych w jego rzeźbione, drewniane ramy. Pan Józef sam wykonywał również płaskorzeźby pod poroża, które eksponuje.

  • Zbigniew Krzych – nadzwyczajny rzeźbiarz

    Zbigniew Krzych – nadzwyczajny rzeźbiarz

    Pan Zdzisław Krzych to mieszkaniec Wólki Horynieckiej. Już w młodych latach interesowały Go rysunek i malarstwo, jako czternastoletni chłopiec podjął się pierwszych prób rzeźby w drewnie a kolejno w kamieniu.

    Swoje zdolności rzeźbiarskie miał możliwość rozwijać przez wiele lat na Podhalu gdzie mieszkał. Przez jakiś czas zajmował się również metaloplastyką. Pana Zdzisława inspiruje głównie natura. Wśród Jego prac znaleźć można także wiele rzeźb i płaskorzeźb o charakterze sakralnym i alegoryczne wizerunki ludzi wykonane często w stylu zakopiańskim. Stricte wykształcenia plastycznego Pan Zdzisław nie posiada, choć uczył się na kierunku projektowanie krajobrazu gdzie bardzo cenione są wyobraźnia przestrzenna, zmysł estetyczny i duża kreatywność. Rzeźbiarstwo i metaloplastyka to dziedziny o których Pan Zdzisław wie tak wiele, że z powodzeniem mógłby uczyć innych. Twórca ten dodatkowo zajmuje się myślistwem stąd w jego „Krzychówce”, która wygląda jak mała galeria, można zobaczyć wiele trofeów z polowań oprawionych w Pana Krzycha rzeźby.

    Pan Zdzisław zdradził mi, że niezwykle ważne w sztukach plastycznych jest kultywowanie kunsztu. Stałe wykonywanie rysunków ćwiczy rękę i umysł. Kiedyś zabierał się za malowanie akrylami i farbami olejnymi lecz ceni sobie jednak oszczędność barw i prostotę. Czasami gdy ktoś prosi go o wykonanie rzeźby malowanej również się zgadza, lecz najbardziej podobają mu się te, które wykonane są z surowego drewna.

  • Marek Wiśniewski – regionalista, doktor nauk o ziemi

    Marek Wiśniewski – regionalista, doktor nauk o ziemi

    Pan Marek Wiśniewski to postać bardzo znana w naszym regionie. Obecnie mieszka w miejscowości Świdnica należącej do gminy Horyniec-Zdrój. Wraz z żoną stworzyli tam agroturystykę o nazwie „Wiśniowa Górka„, w której oprócz noclegów oferują warsztaty kowalstwa, przejażdżki bryczką, saniami lub konno, wypożyczalnię rowerów Jest doktorem nauk o ziemi, nauczycielem akademickim i pasjonatem obszaru Roztocza Wschodniego.

    Zachwyt polsko-ukraińskim Pograniczem etnicznym, kulturowym, przyrodniczym głównie w obrębie gminy Horyniec-Zdrój Pan Marek wyraża od wielu lat w licznych publikacjach. Są to obecnie najbardziej wartościowe zbiory informacji turystycznych i historycznych o naszym regionie.

    Dorobek popularno-naukowy – wybrane monografie regionalne:
    1. Wiśniewski M., Wład P., Zakrzewski W., Roztocze Wschodnie . Przewodnik z terenowych warsztatów metodycznych dla nauczycieli geografii. Przemyśl 1998.
    2. Wład P. Wiśniewski M. : ROZTOCZE WSCHODNIE. Przewodnik nie tylko dla turystów. Trzy wydania. 1999, 2001, 2004.
    3. Wład P. Wiśniewski M. ROZTOCZE WSCHODNIE, mapa turystyczno-topograficzna. Dwa wydania, 1:50 000, 1:60 000.
    4. Chmielowiec G., Wis S., Wiśniewski M.: 2010. Werchrata – perła Roztocza. Lubaczów 2010
    5. Wiśniewski M., Misiak T. Przyroda Powiatu Lubaczowskiego. Lubaczów 2007.
    6. Krawiec D., Mazur J., Lorenc T., Wiśniewski M. Środowisko przyrodnicze i kulturowe Roztocza i Ziemi Lubaczowskiej. Lubaczów 2005.
    7. Mazur J., Pietrzak M., Wiśniewski M. Roztocze Wschodnie – Skarby Roztocza. Przemyśl 2007.
    8. Wiśniewski M., Kapel W. (red) Środowisko przyrodnicze i kulturowe przygranicznych gmin Lubaczów, Niemirów, Drohomyśl. Lubaczów 2008.
    9. Martyn W., Wiśniewski M., Koper M. red. Roztoczańska część Linii Mołotowa PWSZ Zamość 2016 – Walory turystyczne powiatu lubaczowskiego ze szczególnym uwzględnieniem linii Mołotowa.
    10. Trembicka K., Petrecka B., Rejman K. red. Europa wobec współczesnych zagrożeń.., PWSTE 2016. Wiśniewski M. Szlak GeenVelo szansą rozwoju społeczno gospodarczego przygranicznych gmin powiatu lubaczowskiego.
    11. Rejman K., Kravciv V. PWSTE Jarosław 2017. Wiśniewski M.THE NATURE OF PODKARPACIE WITH PARTICULAR EMPHASIS ON UKRAINE BORDER AREA.
    12. Wiśniewski M. Horyniec – Zdrój i okolice – krynice wschodu. Przewodnik dla kuracjuszy i turystów. PCK – Starostwo Powiatowe Lubaczów. 2018.

    Pan Marek Wiśniewski wielokrotnie był gościem programów telewizyjnych i audycji radiowych, w których promował Roztocze Wschodnie, oto spis niektórych z wystąpień regionalisty:

    1. TVP 2: Piękno w kamieniu wykute.
    2. TVP Lublin: Osobliwości przyrodnicze Roztocza Wschodniego.
    3. TVP Lublin: Cmentarze na Roztoczu.
    4. TVP Lublin. Krajobraz z bruśnieńskiego kamienia.
    5. Radio Lublin: Atrakcje przyrodnicze i kulturowe Gminy Horyniec Zdrój.
    6. Radio Bis: Wywiad nt.; Walorów przyrodniczych i kulturowych pogranicza polsko-ukraińskiego.
    7. Radia Rzeszów i Jedynka. „Wpływ jadła kresowego na promocję regionu” Basznia Dolna.
    8. Teleexpress info news. Wypoczynek na Roztoczu.
    9. Artykuły w tygodniku Życiu Podkarpackim. Linia Mołotowa i jej turystyczne wykorzystanie.

    Dorobek naukowy – Marek Wiśniewski 2018

  • Krystyna-Kolankiewicz – szydełkowanie, haft, ozdoby

    Krystyna-Kolankiewicz – szydełkowanie, haft, ozdoby

    Pani Krystyna haftuje stylem krzyżakowym z mulin na podkładzie lnianym lub płóciennym. Jej bardzo skomplikowane i kolorowe hafty robią wrażenie, szczególnie piękny wizerunek Matki Boskiej w złoto srebrnych odcieniach. Pani Kolankiewicz tworzy również piękne serwetki, obrusy, bombki, aniołki, dzwoneczki i inne wyroby na szydełku. Jej szydełkowe ozdoby na choinkę zdobią już nie jeden dom i kościół w gminie Horyniec-Zdrój.

    Szydełkować Pani Krystyna uczyła się w domu i na lekcjach techniki jako mała dziewczynka. W jej rodzinnym domu każda kobieta potrafiła to robić. Swoją pasje rozwija ucząc się nowych ściegów z książek i gazet tematycznych. Haftuje mulinami, metodą krzyżykową bazując na zamawianych kanwach. U Pani Krystyny można zamówić taki wyszywany obraz lub choinkowe ozdoby.

    Kontakt do pani Krystyny Kolankiewicz:
    506 497 761

  • Grzegorz Ciećka – regionalista, restaurator kamiennych krzyży

    Grzegorz Ciećka – regionalista, restaurator kamiennych krzyży

    Grzegorz Ciećka to jeden z regionalistów działających na Podkarpaciu. Ziemia Lubaczowska, a szczególnie jej roztoczańska część pasjonują go od dawna. Poznaje ludzi, historię, aktywnie angażuje się również w odnowę i promocję obiektów o charakterze zabytkowym z naszego regionu.

    Grzegorz zaraził się pasją pracy z kamieniem bruśnieńskim od jednego z starych bruśnieńskich kamieniarzy: Mieczysława Zaborniaka z Polanki Horynieckiej (zmarł w styczniu 2017 roku), który jest z nim spokrewniony. Pan Mieczysław był też skarbnicą wiedzy regionalnej, bowiem ze szczegółami opisywał obecnie nieistniejące już miejsca i ludzi. Także styczność z panem Leonem Ważnym z Horyńca-Zdroju, który odnowił między innymi kapliczkę w Nowinach Horynieckich, oraz działał przy odnawianiu kamiennych krzyży, sprawiła, że zainteresował się kamiennymi krzyżami przydrożnymi. Początki to 2012 rok, pierwsza poważna akcja związana z odnowieniem krzyża pańszczyźnianego w Gorajcu miała miejsce w sierpniu 2013 roku. Powolne zbieranie doświadczenia (na początku tylko odczyszczanie kamiennych krzyży z farby) sprawiło, że przyszedł też czas na klejenie połamanych krzyży i ich całościowa odnowa. Z pomocą horynieckiego kowala – Pana Pruszyńskiego – stworzył niektóre narzędzia do pracy przy kamieniarce, z czasem wypracowując unikalne metody odnawiania. Chęć upamiętnienia i odnowy symboli historycznych, a zarazem religijnych, zainspirowała go do starania się o stypendium z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na inwentaryzację kamiennych krzyży przydrożnych z terenu powiatu lubaczowskiego. Pomysł został doceniony, przez rok ciężkiej pracy zinwentaryzowanych zostało blisko 600 obiektów i wszystkie opisane na stronie internetowej kamiennekrzyze.pl. Inwentaryzacja wymagała odczyszczenia kilkuset tablic inskrypcyjnych na krzyżach, by były czytelne, około 30 kamiennych krzyży do tego roku zostało odnowionych i sporo niemal na nowo odkrytych, bowiem wiele z nich zostało albo zapomnianych, albo leżało zasypanych ziemią. Odnalezienie wielu kamiennych krzyży nie było by możliwe, gdyby nie szeroka współpraca z pasjonatami regionu i ludźmi, którzy załapali bakcyla i dzięki promocji kamiennych krzyży poznali ich wartość.

    Sporo działań związanych z kamiennymi krzyżami, szczególnie tych promocyjnych związana była z działaniami w Stowarzyszeniu Folkowisko, którego jest członkiem.

    Przy okazji Grzegorz zajmuje się historią lokalną. Jego najważniejszym tematem rozmów ze starszymi ludźmi i znawcami regionu, są tematy do tej pory nie opisane, albo słabo zgłębione, głównie przez to, że nie są dla historyków ważne. Takie tematy to na przykład historie kamiennych krzyży, kapliczek, nieistniejących wsi i wielu innych ciekawostek, które przy okazji ktoś może pokazać związanych z ludźmi, którzy kiedyś żyli na ziemi lubaczowskiej.

    kontakt: www.facebook.com/ORBAD oraz www.facebook.com/kamiennekrzyze/

    instagram: @kamiennekrzyze

  • Anna Wojtyszyn – instruktorka tańca

    Anna Wojtyszyn – instruktorka tańca

    Anna Wojtyszyn na co dzień pracuje w Gminnym Ośrodku Kultury w Horyńcu-Zdroju gdzie zatrudniła się m.in. po to aby uczyć dzieci i młodzież tańca. Pani Anna układa dla swoich podopiecznych nadzwyczajne układy taneczne; prowadzi również zajęcia z tańca synchronicznego w wodzie.

    Pani Ania wychowała się na Dolnym Śląsku, będąc małym dzieckiem uwielbiała oglądać w TV turnieje tańca towarzyskiego. Zafascynowana do granic możliwości urokiem tego sportu marzyła żeby móc chociaż raz założyć taką suknię jaką miały tancerki. Powoli dążyła do spełnienia marzeń…

    Anna Wojtyszyn tak opowiedziała nam swoja historię:

    Mając 8 lat do mojej szkoły podstawowej przyjechał nauczyciel tańca i wówczas rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z tańcem. Niestety po dwóch latach przerwałam naukę. Kilka lat później znów miałam możliwość jej kontynuowania. Pod okiem wybitnego tancerza i pedagoga Grzegorza Kijkowskiego z Wrocławia,trenowałam przez ponad 4 lata. Były turnieje, obozy taneczne, szkolenia, jak również pierwsze próby nauczania młodszych dzieci. Pan Grzegorz uczył mnie jak uczuć i w ciekawy sposób przekazywać wiedzę. Wszystkie moje marzenia się spełniły. Kilkukrotnie stałam na podium z pucharem w ręku. Zakochana w swojej pasji z dumą patrzyłam jak w szafie wisiała ta upragniona suknia.

    I wisi do dnia dzisiejszego… Mimo, że przygoda z aktywnym trenowaniem się skończyła, to nadal mam do niej sentyment.
    Przyszedł czas na zmiany w moim życiu. Studia, ślub, przeprowadzka z Dolnego Śląska na Podkarpacie. Nigdy nie przypuszczałam, że jeszcze będę miała bezpośredni kontakt z tańcem… A tu niespodzianka. Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Horyńcu-Zdroju zaproponował pracę z dziećmi, konkretnie naukę tańca. Cóż za radość ponownie zagościła u mnie. Pojawił się również strach… czy ja jeszcze coś pamiętam? Na szczęście tego się nie zapomina tak samo jak przysłowiowej jazdy na rowerze.

    Pani Ania w 2008 roku przejęła grupę dzieci i młodzieży, w której sympatię do tańca wcześniej zaszczepiła pani Dorota Ludwiczuk. Każdego roku z tej formy aktywności w GOK-u korzysta ponad 60 dzieci. Podopieczni Pani Ani biorą udział w różnych przeglądach, szkolnych prezentacjach artystycznych, konkursach solowych.

    Dzieci są często wyróżniane i rywalizują w ścisłych finałach. Pani Ania Razem z dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury – Januszem Urbanem – stworzyła Konfrontacje Amatorskich Zespołów Tanecznych. Jest to przegląd talentu najwybitniejszych dzieci z całego powiatu. Impreza przyjęła się w naszym środowisku do tego stopnia, że każdego roku przybywa jej uczestników (jest ich już ponad 200).

    Pani Ania mocno zaangażowała się w swoją pasję gdyż daje jej to satysfakcję i spełnienie, ale jak mówi:

    Nie wszyscy kochają taniec więc postanowiłam stworzyć cykliczne zajęcia wakacyjne i zimowe: Wakacjadę – propozycja dla dzieci, jak sama nazwa mówi, na okres wakacji i Kolorowe Ferie-na drugi tydzień ferii zimowych. Są one skierowane dla wszystkich, którzy chcą w ciekawy sposób spędzić swój wolny czas. Do tej pory piekliśmy ciasteczka, robiliśmy doświadczenia chemiczne, były wycieczki rowerowe, zajęcia plastyczne, zabawa karnawałowa i wiele ciekawych rzeczy. Cały czas staram się uczyć dzieci rozwijać ich pasje, niekoniecznie te taneczne. Nigdy nie wiadomo co nam życie przyniesie. Może będzie to kiedyś ich pracą…

    / Fotografie z tańca synchronicznego w wodzie w trakcie realizacji

  • Beata Ługowska – animatorka teatralno-taneczna

    Beata Ługowska – animatorka teatralno-taneczna

    Pani Beata z teatrem związana jest od czasów szkoły podstawowej. Jako uczennica zapisała się na zajęcia teatralne w Cewkowie gdzie wcześniej mieszkała. Jej talent aktorski został dostrzeżony przez reżysera, który z pewnością przyczynił się do tego aby Pani Beata teatr zawsze miała w głowie.

    W Horyńcu-Zdroju Pani Beata prowadzi grupę teatralną młodych twórców o nazwie „Bez nazwy”. Każdego tygodnia w Gminnym Domu Kultury odbywają się zajęcia, podczas których wdrażane lub ćwiczone są spektakle lub kabaretony. Pani Beata dodatkowo zajmuje się nauką tańca ludowego oraz rytmiką w horynieckim GOKu. Jest również nauczycielką w szkole w Baszni Dolnej, gdzie również zajmuje się sztuką.

    Kontakt do Pani Beaty Ługowskiej:
    telefon: 600 240 109
    e-mail: beatalugowska74 @ gmail.com

  • Aleksandra Jabłońska – trener koni i ujeżdżania

    Aleksandra Jabłońska – trener koni i ujeżdżania

    Aleksandra to młoda kobieta, której pasją są konie. Już jako młoda dziewczynka z wielkim zainteresowaniem przyjeżdżała na stadninę Procajło do Radruża (procajlo.pl). Tam pobierała pierwsze lekcje, a aby uczyć się więcej pomagała w stajni i uczyła się zajmować końmi. Dzięki swojemu zaangażowaniu właściciele stadniny pozwalali jej na darmowe jazdy. Później Aleksandra uczyła się w Ośrodku Jeździeckim Rogowe Kopce w Rabinówce, a jej pasja wciągała ją jeszcze mocniej. Kolejne kursy i szkolenia jeździeckie, które odbywała w wielu miejscach w Polsce pozwoliły jej uzyskać stopień licencjonowanego nauczyciela jazdy. Oprócz tego Ola studiuje fizjoterapię i ma skończony kurs hipoterapii. Do zajęć z chorymi zakupiła pięknego hucuła i ciągle się rozwija.

    Nadzwyczajną umiejętnością Aleksandry Jabłońskiej jest umiejętność okiełznania każdego konia. Opanowanie tej sztuki wymagało wielu lat poświęconych zwierzętom; zarówno jazda jak i przebywanie z końmi pozwoliły Aleksandrze na dobre poznania ich zachowań oraz sposobów przełamania strachu i szlifowania umiejętności jeździeckich. Dzięki temu nawet dziki koń oddany w ręce tej utalentowanej trenerce może stać się łagodny jak baranek. Wszystko wymaga jednak wielu godzin pracy, częstej jazdy w teren, zdyscyplinowania i bardzo wysokich umiejętności.

    Obecnie Aleksandra prowadzi treningi na stadninie koni Procajło-Radruż, którą również zarządza. Sama stworzyła tam stado sześciu koni. Opiekuje się także końmi właścicieli, którzy wynajmują miejsce w stadninie Procajło lub chcą zajeździć konia aby był gotowy do spokojnej jazdy. Obecnie jeźdźcy, których Aleksandra Jabłońska szkoli i wystawia do zawodów startują pod jej nazwiskiem więc w niedalekiej przyszłości chce Ona stworzyć Ośrodek Jeździecki Radruż.

    Więcej o Oli dowiemy się z jej wywiadu dla gazety „Panorama Horyniecka” z grudnia 2018 roku:

    Trudno policzyć ile lat trwa moja pasja do koni. Jest ze mną od zawsze-od dziecięcych marzeń po dzień dzisiejszy kiedy konie są moim życiem i pracą. Podstawy jeździectwa zdobywałam w stadninie koni w Radrużu oraz w Rogowych Kopcach niedaleko Tomaszowa Lubelskiego. Swoje umiejętności doskonaliłam (i wciąż doskonalę) przy współpracy z wieloma trenerami, weterynarzami, podkuwaczami i przede wszystkim końmi. Bardzo szybko moje jeździectwo przybrało charakter pracy z młodymi i trudnymi końmi. Jest niewiele osób zajmujących się tym, dlatego obecnie do treningu dostaję konie z całej Polski.
    Konie cechuje konsekwencja, stanowczość oraz poszukiwanie porozumienia z człowiekiem. Układanie koni wiąże się z pokonywaniem własnych barier, cierpliwością oraz odwagą. Wiąże się także z tym, że nie potrafię zliczyć swoich upadków czy kontuzji. Było tego całkiem sporo, szczególnie gdy przy młodych koniach stawiałam pierwsze kroki. W 2014 roku zaczęłam tworzyć swoje własne stado, które obecnie liczy 6 koni. Większość z nich była dla mnie wyzwaniem, ponieważ trafiły do mnie z bagażem brutalnych doświadczeń w kontaktach z ludźmi. W 2015 roku nawiązałam współpracę ze stadniną koni w Radrużu-Procajło (do której mam wielki sentyment) funkcjonującą obecnie jako hodowla koni sportowych oraz ośrodek treningowy jazdy konnej. Obecnie trenuję dość sporą grupkę jeźdźców między innymi pod kątem startów w zawodach i najbardziej cieszy mnie to, że są wśród nich również mieszkańcy Horyńca. Organizuję również rajdy konne, turystyczne i długodystansowe. 18 sierpnia 2018 roku w Radrużu udało nam się zorganizować zawody w Sportowych Rajdach Konnych, które cieszyły się dużą frekwencją oraz dobrą opinią w całej Polsce. Chcemy, aby na stałe zagościły w kalendarzu zawodów Polskiego Związku Jeździeckiego. W przyszłym sezonie wystartujemy w zawodach już jako „Klub Jeździecki Radruż”. Życzcie nam powodzenia i cierpliwości!

    Źródło: Gazeta „Panorama Horyniecka”

  • Kinga Krzyszkowska – florystka

    Kinga Krzyszkowska – florystka

    Pani Kinga pochodzi z miejscowości Kościan gdzie ukończyła Liceum zawodowe o profilu sprzedawca. Sztuki układania kwiatów uczyła się początkowo na praktykach w kwiaciarni. Pani Kinga ukończyła również Studium Medyczne na kierunku fizjoterapia lecz jej losy potoczyły się tak, że ponownie rozpoczęła pracę w kwiaciarni. Sześcioletnie doświadczenie w zawodzie florystki gdzie pracowała głównie na żywych kwiatach doprowadziły Panią Krzyszkowską do perfekcji. Jej bukiety, stroiki świąteczne, wieńce czy wyszukane kompozycje również z kwiatów sztucznych powstają w niebywale szybkim tempie. Pani Kinga z łatwością, dużym wyczuciem i dobrym smakiem potrafi przygotować ślubne bukiety i przystroić wielką salę weselną czy wzbogacić ozdobami dowolną uroczystość. Jej pomysłowość sprawia, że kwiecisto-drzewne kompozycje zyskują czasami ciekawe dodatki odpowiednio dobrane do wybranej uroczystości.

    Na potrzeby realizacji dokumentu miejsca użyczyła nam Kwiaciarnia Kredens w Horyńcu-Zdroju.

  • Ewa i Przemek z Dzikowiska – pasjonaci życia na wsi

    Ewa i Przemek z Dzikowiska – pasjonaci życia na wsi

    Mieszkańcy wsi mogą zadać pytanie – co to za pasja, życie na wsi, skoro takie życie to zwykła codzienność, niejednokrotnie ciężka praca, a często też brak możliwości rozwoju pasji pod okiem specjalistów, czy brak świadomości istnienia perspektyw na przyszłość co powoduje raczej ucieczkę z niej niż powrót. Ewa i Przemek są zaprzeczeniem takich stereotypów. W niewielkiej wiosce jaką są Nowiny Horynieckie stworzyli gospodarstwo agroturystyczne, miejsce, które tętni życiem i wciąż się rozwija.

    Wielu ludzi myśli o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe na wieś. Ewa i Przemek zrobili to i jak twierdzą była i jest to najlepsza decyzja w ich życiu. Zanim rozpoczęli remont gospodarstwa oboje mięli poukładane życie w mieście, stabilizację i dobrze płatną pracę ale jak oboje twierdzą coraz bardziej z tyłu głowy pojawiała się myśl, że to nie jest życie dla nich. Chcieli żyć wolniej, bardziej świadomie i bliżej natury dlatego serce coraz bardziej ciągnęło ich na wieś, którą pokochali już za dziecka. Jak postanowili tak zrobili i końcem 2016 roku przeprowadzili się do Nowin by rozpocząć remont gospodarstwa. Połączyli swoją pasję do życia na wsi i zwierząt z ciężką pracą i tak powstała wyjątkowa agroturystyka Dzikowisko, gdzie przytulne pokoje czekają na gości, gdzie jest klimat, zwierzaki i dużo serdeczności.

    Przemek i Ewa to pasjonaci życia na wsi.

    Państwo Dzikiewicz mają swój rytm dnia, w którym bardzo często uczestniczą czynnie ich goście, a szczególnie ich dzieci. Wczesnym rankiem wspólnie karmią cały zwierzyniec – konie, kozy, owce, koty, psy i kury, oporządzają konie, doją kozy i wyprowadzają psiaki. Następnie Ewa przyrządza swojskie śniadania dla gości serwując na stole jak najwięcej ekologicznych produktów pochodzących z własnego gospodarstwa. Później jest czas na różne prace w gospodarstwie, przejażdżki dzieci na kucyku, pracę z końmi, a wieczorem na ognisko i długie rozmowy.

    Gospodarze Dzikowiska stworzyli miejsce gdzie można żyć inaczej, bez biegu, gdzie czas płynie wolniej, na spokojnie, gdzie zamiast TV są półki pełne książek i gier planszowych, a dla bardziej aktywnych lasy dookoła, mnóstwo ścieżek pieszych i rowerowych oraz różnego rodzaju atrakcje turystyczne. I takim życiem starają się zarażać swoich gości, którzy coraz liczniej przybywają do Dzikowiska z różnych stron Polski oraz z Europy.

    Anna Serkis: Jak zaczęła się ta pasja? Pasja, którą jest miłość do koni i innych zwierząt oraz życia na wsi?

    Ewa Dzikiewicz:

    Zwierzaki lubiłam od dziecka, a wakacje na wsi były zawsze bardzo wyczekiwane. Dziadkowie z obu stron posiadali małe gospodarstwa więc polowe prace czy pomoc przy zwierzętach nie były mi obce i zawsze z chęcią je wykonywałam. Później przez wiele lat pochłonęły mnie studia i ciekawa praca w korporacji ale od zawsze czułam, że to nie jest to co chciałabym robić do końca życia. Stare marzenia odżyły na nowo gdy zaczęłam coraz częściej wyjeżdżać w Bieszczady do Krzyśka i Doroty ze Stajni Batiara. To u nich zaczęłam jeździć konno, doić kozy i na nowo marzyć o małym domu na wsi i spokojnym życiu. To wszystko nabrało realnych kształtów gdy poznałam Przemka, mojego męża, z którym postawiłam wszystko na jedną szalę i chyba się udało.

    Przemek Dzikiewicz:

    Miłość do zwierząt, pracy i ciągników była we mnie od zawsze ponieważ dziadkowie posiadali spore gospodarstwo. Spędzałem tam każdą wolną chwilę po szkole łykając kolejne porcje rolniczej wiedzy od dziadka. To, że kiedyś osiądę na wsi było dla mnie wtedy czymś oczywistym. Pewnego dnia nadarzyła się okazja kupna gospodarstwa w Nowinach gdzie na kilka lat osiadłem i zacząłem hodować konie. Później wyjechałem za granice na 10 lat ale tęsknota za życiem na wsi i hodowlą koni wciąż była we mnie. Nie miałem motywacji do powrotu dopóki nie pojawiła się Ewa. Okazało się, że mamy bardzo podobne marzenia. Wspólnymi siłami stworzyliśmy miejsce, jakich jest bardzo mało w Polsce, gdzie wypoczynek można połączyć z nauką pracy na wsi, i aktywnością zarówno w naszym gospodarstwie jak i poza nim.

    Anna S. :Czym jest ta pasja dla Was? Dlaczego życie na wsi jest dla Was takie ważne, co ono Wam daje?

    Ewa D.:

    Czuję, że jestem z właściwą osobą na właściwym miejscu, że robię rzeczy które sprawiają mi radość i dają satysfakcję, że stworzyliśmy i dalej tworzymy miejsce, do którego chcą przyjeżdżać ludzie. I mimo iż musiałam nauczyć się wielu nowych rzeczy, pokonać wiele lęków i trudności to praca w gospodarstwie stałą sie moją pasją i sposobem na życie. Szczególnie praca z końmi, które są doskonałymi nauczycielami cierpliwości, opanowania i pokory. Tu na wsi uczę się nie spieszyć, żyć wolniej i spokojniej, tak by mimo pracy, której nie brakuje, mieć czas na kubek kawy z Przemkiem i rozmowy z gośćmi.

    Przemek D.:

    Nareszcie robię to co zawsze chciałem robić, uczę się nowych rzeczy i wciąż odkrywam w sobie nowe umiejętności, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Do tego dochodzi hodowla koni, za którymi bardzo tęskniłem będąc za granicą. Mam nadzieję, że jak uporamy się z najpilniejszymi pracami, które w większości robimy własnymi rękami, to ruszymy w końcu z jazdami konnymi, o które wielu z naszych gości pyta. Planów na różnego rodzaju aktywności mamy sporo. Nieraz przychodzi duże zmęczenie ale świadomość, że robię to wszystko z właściwą osobą daje mi każdego ranka dużo energii i wielką chęć do pracy.

    Ewa i Przemek swoją pasją do zwierząt i życia na wsi zarażają innych, tworząc wyjątkowe miejsce dla turystów szukających spokoju i chcących poznać wciąż mało znane Roztocze Wschodnie. Mimo własnej pracy znajdują też czas na coraz aktywniejsze angażowanie się w życie lokalnej społeczności oraz promowanie naszego regionu, czego przykładem jest udział w targach turystycznych czy też założenie wraz z Anią i Krystianem Kłysewiczami Stowarzyszenia Przystanek Horyniec, które ma na celu rozwój promocji i aktywności na terenie Gminy Horyniec-Zdrój.

    Kontakt do Państwa Dzikiewiczów:
    www.dzikowisko-roztocze.pl
    Facebook: Dzikowisko – Agroturystyka i Konie na Roztoczu Wschodnim

  • Józef Lewkowicz – rzeźba z potrzeby serca

    Józef Lewkowicz – rzeźba z potrzeby serca

    Pan Józef to rodzimy mieszkaniec Nowego Sioła. Jego pasją od wielu lat jest rękodzieło. Każdą wolną chwilę poświęca rzeźbie w drewnie i kamieniu. W okresie zimowym tworzy bożonarodzeniowe szopki, a wiosną Wielkanocne Palmy i pisanki metodą drapaną (rytową) oraz batikową. Pan Józef należy od wielu lat do Stowarzyszenia Twórców Sztuki w Lubaczowie stąd część jego dzieł podziwiać można w Galerii Sztuki przy ul. Rynek 25 w Lubaczowie.

    Wrodzony talent
    Już w szkole podstawowej nauczyciele plastyki i techniki podziwiali go za pomysłowość i staranność. Brak możliwości pójścia do szkoły plastycznej został mu w pewien sposób zrekompensowany w wojsku gdzie ujawnił swój talent malując chusty żołnierskie. Zatrudniona w jednostce zawodowa plastyczka dostrzegła jego talent i to zapoczątkowało ich współpracę. Wspólnie dekorowali sale na różne imprezy okolicznościowe i wykonywali kilkumetrowe malowidła ścienne. Dzięki niej Pan Józef mógł podszkolić się w malowaniu portretów, pejzaży i malowaniu na szkle.

    Rzeźba z potrzeby serca
    Pan Józef naładowany inspiracjami po powrocie do domu zajął się płaskorzeźbą i rzeźbą w drewnie. Ta pasja pochłonęła go całkowicie. W swoich pracach podejmował się różnej tematyki, począwszy od wizerunków sacrum, poprzez rzeźby związane z myślistwem po różnego typu ozdobny (kwiaty, postacie afrykańskie), zdobione naczynia i wiejskie scenerie. Dla najmłodszych z drewna tworzył ruchome zabawki, ręcznie malowane ptaszki, motyle i popychaczki na kółkach. Co roku Pan Józef rzeźbi również oryginalne szopki Bożonarodzeniowe i rzeźby kolędnicze (wykonał np. nagrodzoną maskę turonia).

    Pan Lewkowicz nie poprzestał na drewnie, na kolejne wyzwanie przyjął okiełznać słynny wapień z bruśnieńskiego kamieniołomu, z którego między XVII a XX wiekiem na naszym pograniczu powstawały najpiękniejsze krzyże i wizerunki świętych osadzane głównie przy traktach wśród pól, lasów i domostw czy na cmentarzach. Twórca pokochał ten surowiec.

    Patrząc na to jak Pan Józef rzeźbi zauważyć można jego niezwykłe wyczucie poparte dużym doświadczeniem. Dzieła Pana Józefa mówią zresztą same za siebie. W przydomowej pracowni powstają często anioły i postacie sakralne, Pan Józef w kamieniu wykuł m.in. świętą rodzinę z dzieciątkiem Jezus, która w czasie Bożego Narodzenia zdobiła Kościół parafialny w Nowym Siole. Innym, cenionym przez twórcę dziełem było popiersie Konstantego Rojowskiego – uczestnika powstania listopadowego i założyciela szpitali powstańczych w Cieszanowie i Nowym Siole. Uroczyste odsłonięcie rzeźby umieszczonej przy Szkole Podstawowej w Cieszanowie miało miejsce w maju 2019 roku (Fotorelacja z wydarzenia: https://elubaczow.com/2019/05/06/odsloniecie-pomnika-konstantego-rojowskiego-w-cieszanowie/)

    Obecnie twórca pracuje nad postacią matki Bożej, na zlecenie jednego z kościołów i nad swoim autorskim pomysłem – tworzeniem kopii XIX-wiecznych figur nagrobnych dawnych kamieniarzy bruśnieńskich. Jedną z pierwszych reprodukcji rzeźb bruśnieńskich Pana Józefa udało mi się sfotografować:

    Pan Józef wykonał już kolejne rzeźby w stylistyce kamieniarzy bruśnieńskich. Dwa anioły to kopie zniszczonych kamiennych figur z Nowego Sioła, Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus to kopia zniszczonej figury wyrzuconej na śmieci z cmentarza w Nowym Siole, a krzyż bruśnieński stanowi wotum wyrzeźbione na wzór często spotykanych krzyży z ośrodka rzeźbiarskiego w Bruśnie. Krzyż ten zostanie podarowany wsi Hrebenne, w gminie Lubycza Królewska, w miejsce zniszczonego kamiennego krzyża. Poniżej fotogaleria z wykonanych prac, które zostały zaprezentowane na wystawie 20 września 2020 roku w budynku wystawienniczym Muzeum Kresów w Radrużu, przy Cerkwi św. Paraskewy.

    Dzieła obrzędowe
    Oprócz pracy w ciężkim do obróbki surowcu zainteresowanie sztuką ludową popchnęło Pana Lewkowicza do rozwinięcia warsztatu zdobienia wielkanocnych pisanek. Techniki w których Pan Józef tworzy to metoda drapana (rytowa) i batikowa. Fantazyjne wzory powstają nie tylko z wyobraźni, wiele motywów pochodzi z tradycji zdobnictwa polskiego, o którym Pan Józef dowiaduje się głównie z literatury.

    Pisanki Pana Józefa zostały nagrodzone m.in. I miejscem na międzynarodowym konkursie organizowanym przez słowackie Muzeum w Hummenn, prócz tego wielokrotnie otrzymywały najwyższe wyróżnienia na konkursach organizowanych przez Centrum Kulturalne w Przemyślu, Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie czy Dom Kultury w Lubaczowie. Na pisankach przygoda z sztuka ludową się nie kończy , Pan Józef co roku tworzy również Wielkanocne Palmy, świąteczne słomiane „pająki”, był także twórcą wieńca dożynkowego  nagrodzonego I miejscem.

    Prace Pana Józefa prezentowane były na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych m.in. w Rzeszowie, Przemyślu oraz za granicą, we Włoszech, na Węgrzech i wspomnianej Słowacji, Lubaczowie, Starym Dzikowie, Cieszanowie, Wielkich Oczach. Jedna z rzeźb została doceniona i wystawiona również na najważniejszej cyklicznej imprezie organizowanej przez WDK w Rzeszowie, współpracujący z Galerią Rzeźby Antoniego Rząsy w Zakopanem – Biennale Rzeźby Nieprofesjonalnej im. A. Rząsy. 

    Drzeworyt płazowski
    Końcem 2019 roku Pan Józef z wielkim zainteresowaniem przystąpił do grupy pasjonatów ze Stowarzyszenia Tegit Et Protegit, której celem była reaktywacja drzeworytnictwa, dawnej sztuki rzemieślniczej, najstarszego typu grafiki ludowej, wyróżniającej drzeworytników z Płazowa – wsi w powiecie lubaczowskim.

     

    Drzeworyt jest jedną ze starszych i w przeszłości najbardziej rozpowszechnionych technik graficznych. Do ich wykonywania używano drewnianych matryc – klocków, w których techniką snycerską został wyżłobiony wybrany wzór. Pokryty farbą, na którą kładziono papier, klocek pozwalał wielokrotnie kopiować rysunek.

    Ludowe drzeworyty cechowała płaszczyznowość, mocna linia konturu, często wzbogacona kreskami modelującego szrafowania, pełniącego przede wszystkim rolę dekoracyjną. Kompozycję dopełniały inskrypcje, które świadczą o tym, iż ich twórcy byli często, podobnie jak odbiorcy, ludźmi niepiśmiennymi lub słabo znającymi sztukę pisania. Niewielu pozostawiło ślad w postaci swoich inicjałów na klockach. Znamy tylko nieliczne nazwiska drzeworytników, jak Maciej Kostrzycki z Płazowa, Tomasz Bąkowski i Ksawery Stankiewicz z Leżajska, czy Wojciech Bryndza i Sagan z Bobrka.

    Wizerunki obrazów czczonych w sanktuariach, głównie maryjnych – przedstawienia pasyjne, wyobrażenia świętych patronów, – jak powszechnie wierzono, strzegły domowników, ich dobytku, zwierząt gospodarskich i zbiorów.
    Źródło: www.drzeworyty.eu

    W myśl ożywienia dawnego rytu na desce Pan Józef podjął się wspólnego projektu wskrzeszenia dawnej sztuki ludowej, najstarszej techniki graficznej jaką jest drzeworyt. Drzeworytem nazywamy matrycę wyciętą ręcznie w drewnianym klocku oraz odbitkę z tego klocka. Do wykonania takich rytów w drewnie drzeworytnik używa noża snycerskiego i dłuta. Po wycięciu konturów wybierane jest tło docelowej odbitki. To co na drzeworycie drewnianym jest wypukłe nanosi kolor, to co wklęsłe, pozostanie nie zadrukowaną kartą.

    Drzeworyty płazowskie powstających niegdyś na ziemi lubaczowskiej – w Płazowie, przedstawiały głównie wizerunki świętych i świętej rodziny, znaczące sceny biblijne. Pan Józef w ramach 3 miesięcznego Stypendium z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które zostało mu przyznane dzięki pracy Stowarzyszenia Tegit Et Protegit wykonał kopie 5 drzeworytów (stan na dzień 30.08.2020 r.).

    Poniżej prezentuję wybrane fotografie kopii drzeworytów z Płazowa oraz odbitek wykonanych przez pana Lewkowicza.

    Chrystus Tronujący – pierwszy drzeworyt pana Józefa na wzór zabytkowych drzeworytów płazowskich

    Praca z ludźmi
    Pan Lewkowicz to twórca ludowy i społecznik. Prócz dzielenia się sztuką wielokrotnie prowadził warsztaty z dziećmi i młodzieżą w szkołach. Dzieła jego podopiecznych również były nagradzane na konkursach. Twórca chętnie dzieli się z dorosłymi tajnikami pracy w drewnie i kamieniu, młodszych zachęca do rozpoczęcia przygody z rzeźbą w pracy na początek z mydłem. Prowadził wiele warsztatów zdobienia pisanek i przygotowywania świątecznych stroików. Aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym i stara się upowszechniać sztukę wśród mieszkańców powiatu gdyż jak zauważa, jest ona obecnie bardzo mało doceniana.

    Kontakt do Pana Józefa Lewkowicza:
    tel.503 608 929
    e-mail: rytludowy@gmail.com

    Pan Józef jest laureatem wielu konkursów rzeźby i ozdób świątecznych (pisanek czy szopek) oraz uczestnikiem wystaw zbiorowych i indywidualnych na terenie Podkarpacia, m.in. w Przemyślu, Rzeszowie oraz ostatnio w rodzinnej gminie Cieszanów. Poniżej prezentujemy kilkanaście wybranych dyplomów i fotorelację z wernisażu, który otworzył wystawę prac twórcy w Centrum Kultury i Sportu w Cieszanowie:

     

  • Helena Zawisza – grzybiarka i hafciarka z pasją

    Helena Zawisza – grzybiarka i hafciarka z pasją

    Wchodząc do domu Pani Heleny Zawisza jesienną porą nie sposób nie zauważyć suszących się na kaflowej kuchni grzybów lub pełnego kosza świeżych prawdziwków. Pani Helena już jako mała dziewczynka uwielbiała chodzić po horynieckich lasach i zbierać grzyby z rodziną, sama lub ze znajomymi. Ta pasja nie minęła, nawet teraz gdy zmorzyła ją poważna choroba każda wolną chwilę i lepsze samopoczucie wykorzystuje do tego aby wyjść do lasu na grzyby.

    Wszyscy zastanawiają się jak Pani Helena to robi, że zawsze z lasu wraca z pełnym koszem. No niestety, jej tajemne ścieżki mają możliwość poznać tylko najbliżsi, ale największa grzybiarka w Horyńcu jaką znam wyjawiła mi kilka tajemnic, które warto zapamiętać. Po pierwsze duże wysypy grzybów pojawiają się co cztery lata, więc w 2019 czeka nas, w gminie Horyniec-Zdrój, prawdziwy urodzaj, po drugie – gdy natkniesz się w lesie na grzybnię z małymi grzybkami czasami warto obejść je i poczekać dwa dni, po tym czasie grzyby powinny być większe i bardziej warte zbierania, ważne by nie deptać miejsc gdzie rozsiewają się grzyby bo to sprawia że grzybnie mogą się w ogóle nie rozwinąć. Grzyby nie lubią też wycinki drzew, to nadzwyczajne, ale nie przeszkadza im samo ścięte drzewo czy wióry lecz, jak mówi Pani Helena – odgłos piły mechanicznej. Przez nadmierną wycinkę drzew w naszych lasach, np w Pucharach, grzybów jest bardzo mało. Na grzyby też nie koniecznie trzeba wychodzić z samego rana, Pani Helena czasami pozwala wszystkim wyzbierać to co znajdą, a sama rusza w teren dopiero jak ludzie z niego powoli wracają. Co ciekawe Ona i tak wraca zawsze z pełnym koszykiem (np. z tysiącem prawdziwków), po prostu tak często odwiedza horynieckie lasy, iż zna tu prawie wszystkie grzybnie, jesienią potrafi być w lesie chyba codziennie.

    Od Pani Heleny można kupić suszone grzyby na wagę, a jej druga pasją jest haft krzyżykowy, którym zajmuje się od kilkudziesięciu już lat. Swoje prace przekazuje w formie prezentów głównie rodzinie.

  • Bogumił Wojtowicz – samodzielny twórca sieci Internetowej

    Bogumił Wojtowicz – samodzielny twórca sieci Internetowej